Wyrażenie zawarte w tytule tej notki było / jest ostatnio niebywale popularne. Bo w końcu nic bardziej nie elektryzuje wyborców jak dyskusja na temat debat. Debat które - jak nieraz polska polityka pokazywała - potrafiły diametralnie zmienić sytuację polityczną kraju.
I tak w krótkim czasie byliśmy świadkami politycznej wojenki, średnio mającej jakikolwiek związek z merytorycznością, czy rozliczaniem nieudolnych (no przecież!) rządów Donalda Tuska.
Zastanawiające jest jednak jedno - czemu PiS tak usilnie próbował przegrać ten PR-owy spór? Czemu nie dość, że do żadnej debaty nie wysłano przedstawiciela tej partii, to jeszcze manifestują oni swój upór w sytuacji, w której nawet wytłumaczenie o "niesprzyjających warunkach" jest, dla przeciętnego wyborcy, śmieszne. Bo o ile debaty proponowane wcześniej, na zasadach PO, mogły budzić zastrzeżenia Kowalskiego, o tyle teraz - nawet gdyby rzeczywiście ktoś z PO moderował rozmowę na śpiewkę tej partii - nie da się tego tak przedstawić. Czemu? Bo do tej samej debaty przystępują trzy inne partie. Skoro więc one się zgodziły, nie może być żadnych nieprzyjaznych warunków.
Jarosław Kaczyński pokazywał wielokrotnie, że jego zdolności dyskusyjne są duże. Czemu więc unika debat jak ognia?
Chciałbym teraz prosić czytelników o włączenie trybu "tolerancja" dla moich tez.
Jarosław Kaczyński prawdopodobnie chce przeczekać sytuację. Niczym niedźwiedź poczekać na lepsze czasy - w tym przypadku następne wybory. Nie liczy, ba! Nie chce nowych wyborców, bo jest świadom ich straty. Jeśli bowiem Platformie Obywatelskiej uda się wygrać te wybory i zobyć koalicję, rządząc kolejne cztery lata, ci wyborcy zdążą poodpływać. Niekoniecznie do Platformy Obywatelskiej, ale innej partii (tu sukces wróżę mniejszym partiom, PJN-owi czy PSL-owi). Zwyczajnie Prawo i Sprawiedliwość nie potrafi zatrzymać przy sobie wyborców, rozporządzać nimi przez tak długi czas. Ma swoje, powiedzmy ostrożnie, 30% i to tej partii wystarczy.
Kiedy przystąpią do prawdziwej krucjaty? W następnych wyborach. Czemu nie zaczną od teraz?
Tusk ma wypić naważone przez siebie piwo. Jeśli dzisiaj PiS doszłoby do władzy, musiałoby świecić oczami za kryzys, który z pewnością w Polsce niedługo się zacznie. I w następne wybory wróciłyby emocje sprzed 4 lat, kiedy głównym hasłem kampanii wszystkich partii było odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy.
Pozdrawiam.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)