223 obserwujących
477 notek
2385k odsłon
5428 odsłon

O oligarchii w Ameryce

Wykop Skomentuj48

   Kondycja polskiej demokracji  budzi niepokój w Waszyngtonie. Nasz prezydent mógłby odpłacić się radami dla ich demokracji, jak to między przyjaciółmi, skoro prezydent Barack Obama poruszył temat naszej w ich rozmowie.

   Stany Zjednoczone uważają się za wzór. Wmawiają to światu narzucając ustrój prośbą, groźbą i przemocą. Skąd ta pewność siebie? Przyczynił do niej Alexis de Tocqueville pisząc „O demokracji w Ameryce”. Jest to bodaj najlepsze dzieło na ten temat, powstałe w latach 1830. po podróży studyjnej autora. Francuski arystokrata wyczuł, że przyszłość należy do ludu, a młoda republika dawała przykład. A jak obecnie USA się rządzą?

Cyrk na Kapitolu

   Przyleciałem w końcu czerwca do Nowego Jorku, a już następnego dnia na pierwszej stronie The New York Timesa pojawił się artykuł pod tytułem „Trzy odrębne, równe, dysfunkcyjne gałęzie”. Dotyczył stanu demokracji amerykańskiej. Owszem, zachował się klasyczny podział na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Jednak nie chcą ze sobą pracować. Gorycz komentatora NYT wywołał wyskok kongresmanów: posłowie do Izby Reprezentantów z partii demokratycznej przystąpili do okupacji sali obrad Izby. Lekceważąc regulamin i Konstytucję usiłowali wymusić na większości republikańskiej ustawę o ograniczeniu dostęp do broni palnej. Poruszył ich bowiem masowy mord w klubie gejowskim na Florydzie. Rebelię propagowały media społecznościowe dając obywatelom przykład anarchii idący z góry. Nocna rzeź w Orlando spowodowała nocny cyrk na Kapitolu.

   W tym samym numerze gazety informacja na pierwszej stronie o ostatnich wyrokach Sądu Najwyższego. Sąd uznał za sprzeczne z Konstytucją rozporządzenie prezydenta Obamy o legalizacji pobytu części z 12 milionów nielegalnych imigrantów. Prezydent chciał narzucić swoją wolę omijając Kongres. Większość kongresmanów jest szczerze przeciwna tej legalizacji lub boi się wyborców, którzy jej nie chcą. Prezydent postanowił więc złamać reguły ustrojowe. Czy nie warto upomnieć Baracka Obamę, że nie wolno lekceważyć władzy ustawodawczej? Prezydent Duda umiałby zręcznie to ująć w dobrej angielszczyźnie z troski o demokrację amerykańską.

   Czy wyroki Sądu Najwyższego są dość autorytatywne? Konstytucja przewiduje skład dziewięciu sędziów. Jednak Sąd obraduje w niepełnym składzie cztery miesiące. Brakuje jednego sędziego, gdyż większość republikańska w Senacie nie zatwierdza kandydata Merricka Garlanda wskazanego przez Obamę. Gdyby Senat go uznał, to wyrok w sprawie imigracji byłby inny. Rzecznik Białego Domu powiedział, że demokraci będą mogli także blokować kandydata wybranego przez republikańskiego prezydenta. Polityka partyjna podważyła autorytet organu stojącego na straży Konstytucji. I w tej sprawie prezydent Duda mógłby służyć radą amerykańskim przyjaciołom. Oni troszczą się o nasz Trybunał Konstytucyjny a my niepokoimy się o ich Sąd Najwyższy.

   Jest zresztą osobisty wątek dla przyjacielskiej pogawędki o reprezentacji woli ludu, który zainteresuje Obamę. Podczas ostatnich wyborów dostał on 52 procent głosów w stanie Pennsylvania a demokraci w wyborach do Izby Reprezentantów 51 proc. Jednak demokratyczni kandydaci uzyskali 28 procent miejsc w Izbie. Zaś w Północnej Karolinie kandydaci demokratów dostali 50,6 proc. głosów, lecz otrzymali 4 z 13 mandatów z tego stanu, czyli 29 proc. To nie cud nad urną, lecz skutek manipulowania granicami okręgów wyborczych w taki sposób, aby republikanie dostali większość mandatów danego stanu. To samo robią demokraci, choć mniej skutecznie. W rezultacie okręgi mają dziwacznie rozczłonkowane kształty, bo nie wyrażają organicznej, historycznie powstałej jednostki terytorialnej, ale potrzeby polityki partyjnej. System reprezentacji został sfałszowany. W rezultacie urzędujący kongresmani mają 90 procent szans ponownego wyboru.

   Wyznaczane „pod wynik” okręgi stają się bardziej homogeniczne a więc politycznie zacięte. Daje to przewagę jednej partii, jak również zniechęca posłów do kompromisów w Kongresie, gdyż premiuje radykałów. Pisze o tym David Daley w książce pt. „Rat__ed. Prawdziwa historia za tajnym planem ukradzenia demokracji w Ameryce”. Dowodzi, że dlatego Kongres nie chce zajmować się kontrowersyjnymi sprawami: ograniczeniem dostępu do broni, zmianą klimatu, albo górą długów zaciągniętych przez studentów na studia. Rozwiązanie tych problemów ma szerokie poparcie opinii publicznej. Jednak są temu przeciwni konserwatywni republikanie. Zdobyli za duży wpływ dzięki manipulacji granicami okręgów wyborczych i mogą lekceważyć wolę ludu.    

   I co tu się dziwić, że Kongres należy do najbardziej pogardzanych instytucji. W marcu tylko 13 proc. obywateli aprobowało pracę prawodawców. Instytut Gallupa twierdzi w raporcie: „Amerykanie raczej nisko oceniali Kongres w ostatnich czterech dekadach. Od czasu objęcia urzędu przez Obamę oceny były i nadal są znacznie poniżej przeciętnej i blisko historycznego dna. W ostatnich latach wszelkie zwyżki ocen były małe i trwały krótko.”

Wykop Skomentuj48
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale