17 obserwujących
927 notek
314k odsłon
476 odsłon

Co się dzieje z "Solidarnością", pramatką polskiej polityki?

Brama Nr 2 Stoczni Gdańskiej. Miejsce narodzin "Solidarności". Fot. Krzysztof Mączkowski
Brama Nr 2 Stoczni Gdańskiej. Miejsce narodzin "Solidarności". Fot. Krzysztof Mączkowski
Wykop Skomentuj9

Czy tego chcemy, czy nie, Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska są partiami wywodzącymi się z jednego pnia. Niewielu dziś pamięta – lub nie chce pamiętać – że i PiS, i PO wywodzą się z ruchu „Solidarności”. 


Brzmi to dziś jak ponury żart, że najkrwawszą politycznie wojnę prowadzą między sobą politycy niegdyś zaangażowani w pokojowy ruch „Solidarności”. Nie chce być inaczej: z NSZZ „Solidarność” wyszły – najogólniej mówiąc – Porozumienie Centrum, Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Unia Demokratyczna, Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny i inne formacje, by potem przeobrazić się w Akcję Wyborczą Solidarność i Unię Wolności, z rozpadu których powstały współczesne nam Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. To tak dla przypomnienia. 


Czy chcemy tego, czy nie, Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna są (ostatnimi może) politykami wywodzącymi się z „Solidarności”, którzy kształtują współczesną politykę i których dzisiaj – poza przeszłością – dzieli chyba wszystko. I toczą polityczną wojnę na śmierć i życie. 


Kogoś, kto ma sentyment do czasów solidarnościowej rewolucji, takie agresywne zwarcie może razić, bo widać ewidentnie, że prowadzi ono nie tylko do całkowitego paraliżu polskiej sceny politycznej, ale – co gorsza – do dewaluacji dziedzictwa „Solidarności”. 


Wobec tego, chciałoby się, by właśnie NSZZ „Solidarność” stał na straży tego dziedzictwa i upominał tych polityków, którzy dziedzictwo Sierpnia’ 90 dewastują. Bez względu na to, kto to robi. 


Tyle teoria. 


Praktyka pokazuje, że kierownictwo Związku – bo nie cały Związek, jak się okazuje, ale o tym nieco później – zrezygnowało z roli strażnika na rzecz aktywnego uczestnika tej polsko-polskiej wojny. Nie dziwię się, gdy „S” wytyka palcami polityków postkomunistycznych w szeregach Koalicji Europejskiej, ale moje zdziwienie wzbudza jednoczesne milczenie Związku z stosunku do postkomunistów, jak na przykład prokurator Piotrowicz, w szeregach PiS. 


Moje zdziwienie ustępuje złości, gdy widzę, jak przewodniczący Piotr Duda zaczyna chodzić drogą polityka, bardziej niż związkowca. Żeby nie było wątpliwości, kibicowałem Piotrowi Dudzie, gdy kandydował na szefa Związku po Januszu Śniadku, mówiąc, że „Solidarności” potrzeba więcej pracy związkowej niż polityki; broniłem publicznie Dudy, gdy „Newsweek” pod widzą Tomasza Lisa wściekle atakował go za rzekome luksusy w hotelu „Bałtyk”. Teraz, ku mojemu rozczarowaniu, widzę, że szef Związku – mojego Związku! – coraz częściej chodzi w papciach polityka. Po ludzku jestem w stanie zrozumieć, że nieubłaganie zbliża się czas wymiany szefa Związku i że Duda, człowiek w sile wieku, rozgląda się za swoją nową drogą. I jestem w stanie wyobrazić go sobie w roli aktywnego i świetnego parlamentarzysty PiSu. Tylko dlaczego wciąga w tę rozgrywkę cały Związek, wywołując wściekłość „na dole”? 


Pod przewodnictwem Piotra Dudy „Solidarność” osiągnęła bardzo dużo, i to trzeba mu oddać: zmniejszenie wieku emerytalnego, wolne od handlu niedziele, walka ze śmieciówkami, wzrost płacy minimalnej, korzystne dla związków zawodowych zmiany prawne, minimalne wynagrodzenie dla pracowników medycznych, podniesienie do 13 zł płacy minimalnej, wprowadzenie klauzul społecznych w ustawie prawo zamówień publicznych. I choć oceny tych działań są podzielone, to jednak „S” bierze to – i słusznie – na konto swoich sukcesów. 


Ale już spór o reformę polskiej oświaty może poprzednie sukcesy Związku skutecznie przyćmić. Szef sekcji oświatowej, Ryszard Proksa, podpisujący porozumienie z rządem jeszcze przed zakończeniem trudnych negocjacji doprowadził do trzęsienia ziemi w Związku. Wiele komisji oświaty „S”, przy całkowitej bierności szefostwa Związku, się rozwiązało, a inne gremialnie zaczęły formować uchwały o konieczności zwołania nadzwyczajnego zjazdu i odwołania Proksy. Doszło do nieprzyjemnej sytuacji: uchwałę Rady Sekcji Międzyregionalnej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Wielkopolska o konieczności odwołania Proksy z zajmowanej funkcji skomentował – publicznie! – wiceprzewodniczący Związku, Tadeusz Majchrowicz, słowami: „Głupota kwitnie…”.  


Nie jest to pierwszy kontrowersyjny spór toczony w samej „Solidarności”. Ostentacyjne składanie wieńców „S” pod pomnikiem księdza Jankowskiego, podejrzewanego nie tylko o pedofilskie nawyki, ale i wskazywanego jako agenta komunistycznej bezpieki, nie robią dobrego publicity Związkowi. Nie popieram obalenia pomnika prałata, ale od szefa „Solidarności” oczekiwałbym bardziej stonowanego zachowania.  


Inną kontrowersyjną sprawą jest zaognianie konfliktu z Europejskim Centrum Solidarności. Przy okazji otrzymania rządowej dotacji na utrzymanie Sali BHP, historycznego miejsca podpisania porozumień sierpniowych i narodzin „Solidarności”, Piotrowi Dudzie przydarzyło się w styczniu 2019 r. takie oświadczenie: „W przeciwieństwie do Europejskiego Centrum Solidarności Sala BHP jest autentycznym miejscem narodzin Solidarności. Jest prawdziwym pomnikiem historii, któremu dopiero teraz nadano (należny od zawsze) status muzeum i idącą w ślad za tym dotację finansową”.  

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka