Kiedy Chwalińska z rozbrajającą szczerością wyznała po pierwszych sukcesach w Paryżu, że nie ma kasy na hotel nawet tenisowy stadion rozbawiony potraktował tekst żartobliwie. Trudno w cywilizowanym świecie coś takiego zrozumieć, co w Polsce jest z kolei nieodrodną normą każdej poza piłką nożną dyscypliny. Poważnie jedynie zatrybił wspierając finansowo na chwilę wszystkimi pobytowymi formalnościami dla teamu Maji i rodziców w stolicy Francji sponsor Igi Świątek. A nigdy nie głodny Wojewódzki publicznie zapytał, czy wykupiono też ekipie śniadanie?
Ten symbol dzieci najkrwawszej komuny, czego nie upubliczniają odporne na te tematy duże media, pierdzi w kanapę swojego show od dekad w reżyserowanych rozmowach, które mają być dla publiki skandalizujące. Przyznam, że i w swojej wieloletniej karierze dziennikarskiej, ani potem nigdy nie usiadłem dla Wojewódzkiego przed telewizorem. Twarz znam z klikania kanałami na pilocie, a fragmenty wypowiedzi i zachowań traktuję jak żałosnego gościa, który się dobrze nawciągał.
Jak wyniki całej jego telewizyjnej stacji oglądalność też mu rażąco spada. A ponieważ dla poważnych tematów trzeba mieć wiedzę i olej w głowie, a nie tylko drabinkę wpływowych przodków, Wojewódzki uprawia medialny onanizm zamiast wytrysku z wiekiem notując tylko wysięch. Jeśli w tej beztlenowej głowie wpadł na pomysł, by zamiast szydery wykonać przelew, zyskałby szacunek. Gdyby z marszu ściągnął na kanapę ministra sportu i zapytał o strategię finansowania sportu w tym kraju, zyskałby szacunek. Ten temat to samograj na szyderę z każdym członkiem rządu, komitetów olimpijskich i za przeproszeniem pozamałżeńskich związków sportowo-towarzyskich. Pamiętam Robin Hooda polskiej polityki.Morawieckiego jako wczesnego premiera, który ustawił się przed stadionem z piłką nożną i zapowiedział wieloletni program rozwoju tej grubo niedofinansowanej dyscypliny. Po przepale Tuska z ,,orlikami,, za niewyobrażalne pieniądze szef rządu konkurencyjnego PISu zadziwił równie skutecznie, jak finansowanie piłkarzy seniorów z kas samorządów.
Gdyby zapatrzony w swoje przyrodzenie Kuba Wojewódzki dobrze odczytał odpowiedź teamu Chwalińskiej podczas Roland Garros na gratulacje Radka Sikorskiego przed finałami, to może w jakiejś intelektualnej fantazji wyprostowały by mu się loczki na głowie. Team podziękował uświadamiając przy tym nieobecnemu w publicznej rzeczywistości panu z MSZu, że polski sport od Chwalińskiej po Tatry i Bałtyk mierzy się z taką samą jak ona biedą, którą generuje destrukcyjna polityka państwa. Jakieś ochłapy z budżetu spadają do wyschniętej rzeki wszystkich dyscyplin poza ulubioną Roberta Lewandowskiego. Sam startując po świecie w triathlonie byłem wybrańcem bogów mając sponsora i służbowe auto od niego. Ale były czasy, gdy na Iron Mena jechałem nocą w burzy z piorunami, śpiąc przed startem w aucie z wystawioną nogą za okno, bo to był niemiecki lupo.
Sukces Chwalińskiej sprzed liczmy jeszcze w godzinach ma coraz więcej ojców. Rząd nagle ufundował jej roczne stypendium, a doradców na wydawanie pieniędzy, których jeszcze nie ma jest tyluż, ile minut spędziła na paryskich kortach. I w to się wpisuje Kuba Wojewódzki, uniwersalny telewizyjny celebryta w okularach związku niewidomych.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)