Jeszcze za życia Pawła Adamowicza podnosiłem w S24 ten temat. Wcześniej na antenie Polskiego Radia nierzadko o megalomanii nowego stadionu o połowę za dużego od potrzeb i finansowania. Prezydent Nawrocki z Jackiem Kurskim nie byli pierwszymi, którzy w kibolach Lechii widzieli swój wyborczy target. Podwórkowa piłka ekipy Donalda Tuska z czasów Unii Demokratycznej i Wolności rodziła kamienie biznesowych sukcesów z krzywonogich piłkarzy i zwulkanizowanych ,,orlików,,. Że też Koalicja drążąc przeszłość nie wpadła zweryfikować prokuratorem tego ogólnokrajowego dealu obecnego premiera. Na Kaczyńskiego nie było co liczyć, bo zajęty był głaskanym kotem, a Morawiecki stał entuzjazmem dla polskiej piłki. Pamiętam, że mało z krzesła nie spadłem, jak Mateusz premier ogłosił wielkie niedofinansowanie tej narodowej dyscypliny zarządzając nawet jakiś program rozwoju, i tak to się skończyło. W czym mieliby być lepsi piłkarze gdańskiej Lechii od siermiężnego obrazu reprezentacji i senioralnej ekstraklasy tylko z nazwy. Eksport sukcesów mamy pojedynczy, a Lewandowskiemu powoli kończą się baterie wydolnościowych akumulatorów. W kadrze Urbana grywa niejaki Potulski, chłopak z Traugutta, jak mawiają kibole Lechii. Po degradacji do niższej Ligii nie wątpię, że zwinie korkotrampki do innej drużyny, może nawet zagranicznej. Reszta bez formy, bo muszą stać w korkach, ale nie na boisku. Gdańsk jest od lat zakałą drogowych eksperymentów. Ostatni protest mieszkańców przyplażowej dzielnicy Stogi przeciwko cywilizacyjnemu wykluczeniu z powodu ciągnącemu się latami kluczowego dla sprawnej tam komunikacji mostu siennickiego z resztą miasta moglibyśmy klonować na co drugiej rogatce. Postawione drogowe ograniczenia, wykopy w Brzeźnie, Zaspie i wokół obwodnicy utrwalają obraz robót bez końca, chętnie co kilka lat w tych samych miejscach. Otwieranie frontu robót przez zwycięskich uczestników miejskich przetargów, którzy dopiero szukają podwykonawców to normalność, którą mieszkańcy Gdańska mają za normę.
Podobnie jak finansowanie z budżetu samorządu piłkarzy senioralnych, czyli sponsoring gdzie indziej niedopuszczalny. Nie znam w światowej piłce tak niezrozumiałego utożsamiania się władz miasta z jedną dyscypliną i pompowania milionów tam, gdzie obowiązuje sponsoring komercyjny. Jeśli do zadań statutowych miasta Gdańska należy obowiązek łożenia na piłkarzy poziomu seniorów dyscypliny, to nic dziwnego, że kuleje realizacja zadań drogowych i pozostałych, z utrzymywaniem przez urząd pracy bezrobotnych cudzoziemców. Ponieważ przez ostatnie pół wieku rządzący neoliberalnie w Gdańsku uwalili cały przemysł pozostawiając resztki i raj dla developerów nie ma chętnych oraz zdolnych podjąć utrzymanie miernego od zawsze klubu. Nawet w czasach Puszkarza i Korynta drzwi do przyzwoitej piłki nie otwierały się dla Lechii. I to się raczej nigdy nie zmieni.
Wtedy był to BKS Lechia, czyli budowlany klub sportowy więc sponsor tej branży byłby naturalny. Ale w Trójmieście owe podmioty zabudowują nawet trakty uliczne bez jakichkolwiek obowiązków poza podnoszonymi cenami. W ową filozofię idealnie wpisywał się pomysł gdańskich radnych umarłej Samoobrony, by pierdyknąć nowy stadion piłkarski o bajecznym wyglądzie z podwójną ilością miejscówek od legendarnego obiektu Hitlera przy Taugutta na 35 tysięcy fanów piłki nożnej.
Pomysł sprzężony z niebawem zgłoszeniem Polski i Ukrainy jako organizatorów EURO 2012. Trudno dziś znaleźć u źródeł info o sukcesie biznesowym turnieju. Nie myślę tu o 15u miliardach dolarów dochodu, którym się pochwalili organizatorzy właśnie zakończonego MUNDIALU.
Po Euro 14 lat temu urzędnicy samorządowi Adamowicza mieli w kalendarzu kibicowanie na ,,Amber Arenie,, , najlepiej z całą rodziną i innymi miejskim spółkami. Wygląda, że miasto płaci za w ogóle chęć do grania pierwszej drużyny Lechii na tym stadionie. Gdyby nie to można by rzec, że już nic na co dzień tam się nie dzieje. Już przy planach budowy inwestycja dublowała się z halą widowiskowo/sportową na granicy Gdańska i Sopotu. Tam też najwięcej mamy nadmorskiego wiatru.
,,Bursztynowy Stadion,, ma za sobą skandale z pensjami zarządu przy pustej kasie i zerowych pomysłach dochodów poza krojeniem miejskiego budżetu z wpływów podatników. Uruchomienie innego wizerunku grodu nad Motławą imprezami premiera Tuska typu wizyta Macrona czy Konferencja ukraińska ma dodać blasku prezydent Aleksandrze Dulkiewicz, niewątpliwie z dobrym miejscem na listach Koalicji w przyszłorocznych parlamentarnych wyborach. 21 milionów do których się przyznaje w rocznym dofinansowaniu pierwszej drużyny Lechii będzie za mało, żeby jej piłkarze chcieli powalczyć o powrót do ekstraklasy. Jeśli spadli, to znaczy, iż ten sposób realizowania ich sportowej misji jest o kant beretu roztłuc. Polska piłka nożna to taka studnia bez dna jak służba zdrowia. 85 procent kasy idzie na pensje pseudoprofesjonalistów, a pozostałe 15 wymiane połamanych krzeseł na stadionach po burdach kumpli Karola. No i premie zarządu, bo żyć z czegoś trzeba. Maja Chwalińska podpisała wieloletni sponsoring z legendarną marką odzieżową. Lechia może dla odciążenia Gdańszczan z producentem kombinezonów dla płetwonurków. Jest w tym jakaś logika.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)