Kiedy sylwestrowejnocy dziennikarskie sławy ruszyły beztrosko na bale, nie sądzę, aby którejś z nich szampańską zabawę zakłóciły wyrzuty sumienia z powodu piekła, jakie zgotowali żonie śp. Generała Błasika i całej jego rodzinie.
Najpierw dowódca sił powietrznych RP zbrodnią miał kierować z pokładu samolotu, a według wersji hard sam zasiadł za sterami TU-154M, którego nigdy w życiu nie pilotował i w towarzystwie „polskich debeściaków” zapikował z ułańska fantazją w dół.
Na nic zdały się komunikaty prokuratury wojskowej o zupełnym braku podstaw do takich oskarżeń. Z uporem maniaka szargano pamięć i dobre imię polskiego generała.
Kiedy konferencja prasowa prokuratury wojskowej przecięła zdawało się raz na zawsze haniebne medialne spekulacje, wydawało się, że dano w końcu spokój zmarłemu i jego rodzinie.
Niestety, u schyłku roku winnego katastrofy generała usytuowano poza pokładem samolotu, a sprawstwo kierownicze zbrodnią przeniesiono z kabiny pilotów na płytę lotniska w Warszawie.
Wkrótce z zapisów monitoringu dowiemy się, że meldunek o gotowości do lotu składał prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu Arkadiusz Protasiuk, a nie jak dziś się sugeruje generał Błasik. Dowiemy się również, iż nie było żadnej odmowy wykonania lotu czy nerwowej atmosfery przed startem.
Ale kto miał do tego głowę w upojną sylwestroą noc? „Niech żyje bal…”
Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka