320 obserwujących
2286 notek
2318k odsłon
810 odsłon

„Jest już późno, piszę bzdury”

Wykop Skomentuj8

 Tusk mówił kiedyś, niemal proroczo do opozycji, że „wyginie jak dinozaury”, albo, że „żarty się skończyły”. Dzisiaj widać coraz wyraźniej, że grupa rządząca mająca tyle za uszami i na sumieniu, władzy raz zdobytej nie zamierza nigdy oddać.

Najciekawszy jest jednak skoordynowany i realizowany plan przekonywania miejscowej gawiedzi, że to, co w normalnych i poważnych demokratycznych państwach jest normą i niezbywalną zdobyczą w Polsce stanowi zagrożenie.

Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju protesty, manifestacje, marsze czy pikiety organizowane przez obywateli w obronie ich zdaniem zagrożonych wartości lub przeciwko niepopularnym posunięciom władzy krzywdzącym jakąś grupę społeczną.

W wolnym świecie to abecadło i normalka, a w Polsce władze zaczynają to postrzegać podobnie jak Mińsk czy Kreml. 

Najpierw pokojowy noblista i przywódca legendarnego i historycznego związku zawodowego wzywa do pałowania protestujących, by po kilku dniach w tę skoordynowaną akcję wpisali się „przedstawiciele świata kultury i nauki” swoim listem zaczynającym się tak:  

"Z zaniepokojeniem obserwujemy narastającą falę nacisków na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wywieranych i organizowanych przez media, partie oraz środowiska kościelne w związku z nieprzyznaniem TV Trwam miejsca na tzw. multipleksie cyfrowym"

Nie będę tu przytaczał w całości tego kuriozalnego apelu, który jest po pierwsze, lizusowska lojalką podpisaną ku uciesze reżimu, a po drugie, jawnym opowiedzeniem się przeciwko demokracji, pluralizmowi i wolności słowa.

Przetaczające się przez miasta i miasteczka protesty w obronie pluralizmu i wolności słowa wyraźnie zaczynają establishment III RP drażnić.

Ten haniebny list jest niczym innym jak ponownym potępieniem po 36 latach, „warchołów” tak jak działo się to w Czerwcu 1976 po rozprawieniu się z demonstrantami w Radomiu i Ursusie.

Wtedy pamiętny „list 14-tu” zainicjowany przez Jana Olszewskiego uratował honor polskich elit.

Agnieszka Holland, Krzysztof Krauze, prof. Maria Janion, Kora Jackowska, Andrzej Mleczko, Jacek Żakowski, Mikołaj Lizut i pozostali, podpisując się pod tym listem hańby, pełnią dzisiaj tę samą rolę, jaka w 1976 roku przypadła „zdrowej tkance narodu”, czyli „robotniczemu partyjnemu aktywowi”, który nie uległ „wichrzycielom” i stanął po stronie partii matki.

Ktoś się może dziwić skąd w tym doborowym towarzystwie lokajów władzy, Kora Jackowska?

Wszak pani ta, co by nie powiedzieć i nie pomyśleć o pozostałych sygnatariuszach listu, na ich tle jawi się swoim intelektualnym poziomem niczym Wanda Łyżwińska na tle Jadwigi Staniszkis.

Upadek tej podstarzałej byłej rockowej divy po definitywnej utracie głosu jest tak żałosny jak i tragiczny, a jej zachowanie przypomina fragment piosenki „jest już późno, pisze bzdury”.

 Poparcie w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego nie przyniosło takiego zainteresowania piosenkarką, na jakie zapewne liczyła, więc dobiegająca wówczas sześćdziesiątki rockmenka przypomniała sobie nagle na łamach kierowanego wtedy przez Tomasza Lisa tygodnika „Wprost” o wstrząsającym wydarzeniu z młodości. Wyznała w wywiadzie, że była w dzieciństwie molestowana przez księdza. Oczywiście stało się to w momencie, kiedy trwała kolejna odsłona akcji „księża pedofile”.

Jednak w wydanej w 1992 roku swojej biograficznej książce „Podwójna linia życia” artystka wyraźnie o tej traumie nie pamiętała, choć liczyła sobie wtedy zaledwie 41 wiosen i skrupulatnie oraz drobiazgowo opisywała wszystkie ważniejsze epizody swojego ciekawego życia będąc szczera do bólu. Kora to chyba jedyny przypadek, kiedy to na starość powraca pamięć i to na widok redaktora Lisa, który działa skuteczniej niż reklamowana lecytyna.

Później, a jakże, poszła jak w dym za Januszem Palikotem i towarzyszyła Dominikowi Tarasowi, bohaterowi sezonu, w inauguracji Ruchu Palikota.  Dominik Taras mający w swoim CV dwa wyroki za przestępstwa pospolite, w nagrodę za profanację krzyża został nagrodzony ekskluzywnym wywiadem w Gazecie Wyborczej przeprowadzonym przez jego imienniczkę, Wielowieyską.

Kora zaś została jurorką w THE VOICE of POLAND, na antenie Polsatu, stacji telewizyjnej należącej do pana o kilku paszportach nazwiskach i pseudonimach „Zeg”, „Zegarek”, Solorza.

Myślę, że blisko jesteśmy takiego momentu kariery Kory Jackowskiej, kiedy pod warunkiem, że ktoś pozwoli jej za godziwe pieniądze znowu gdzieś pojurorzyć, ona gotowa będzie publicznie jak cyrkowy clown wykonać kilka fikołków na arenie wypełnionej trocinami z końskim łajnem i to razem ze swoim partnerem Kamilem Sipowiczem w tym fikuśnym kapelusiku zainstalowanym na łysym czerepie za pomocą kleju.

Dlaczego tyle miejsca poświęciłem akurat Korze?

 Ano właśnie, dlatego, że włączanie takich żałosnych postaci, jako sygnatariuszy salonowych listów świadczy niechybnie, że tak zwany establishment zaczyna gonić w piętkę, czyli „paranoja jest goła”.

Zachęcam do kupna mojej książki

 www.polskaksiegarnianarodowa.pl

United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale