318 obserwujących
2286 notek
2329k odsłon
1129 odsłon

Dobrzy agenci i ruscy szpiedzy

Wykop Skomentuj14

W poprzednim numerze „Warszawskiej Gazety” w artykule, „Na tropie obcych szpiegów” Krzysztof Baliński dotknął bardzo ważnego problemu. Chodzi o to, że chyba każdy z nas w miarę trzeźwo oceniający to co się dzieje dookoła musiał zauważyć, że cała przynajmniej ta werbalna para wydobywająca się z ust polityków jeżeli jest mowa o obcej agenturze idzie natychmiast w gwizdek KGB, GRU i FSB. To oczywiście i jasne jak słońce, że Polska po  długich latach podległości Kremlowi do dziś naszpikowana jest ruskimi agentami jak dobry keks bakaliami. Poza tym nie ulega wątpliwości, że Rosja jest naszym wrogiem i to jej agentura interesuje nas najbardziej także na łamach „Warszawskiej Gazety”. Tylko czy z tego powodu mamy założyć, że działający na terenie Rzeczpospolitej agenci wywiadów: Niemiec, USA, Izraela, Wielkiej Brytanii, Francji, Ukrainy czy Białorusi są mniej niebezpieczni? Można tak sądzić i znaleźć dla takiej opinii jakieś bardziej lub mniej wiarygodne uzasadnienie, ale pod jednym względem ci wszyscy agenci obcych wywiadów mają jeden wspólny mianownik. Oni wszyscy realizują zadania swoich central lub mówiąc inaczej służą interesom państw, które im płacą lub udzielają gratyfikacji w jakiejś innej formie. Patrząc chłodno musimy równie chłodno przyjąć, że zainstalowany na naszym terytorium agent wywiadu obcego państwa  mieniący się Polakiem jest zdrajcą swojej ojczyzny bez względu na to komu służy.
 
Zgodzę się z Krzysztofem Balińskim i posługując się pewnym skrótem myślowym powiem, że dla większości naszych rodaków prawdziwy agent to ruski agent, reszta to tylko jakieś mniej szkodliwe podróbki, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy. Takie myślenie ukształtowało się u nas po 89 roku i chyba dlatego za normalne uznaje się, że wśród najwyżej cenionych medialnych ekspertów aż roi się od osób z najróżniejszych finansowanych z zachodu fundacji i nikt o tym widza nie informuje. Żaden dziennikarz nie ma tyle śmiałości i odwagi by zapytać taką gadającą mądrą głowę, „pokaż kotku, co masz w środku”. Czytając tekst pana Krzysztofa Balińskiego przypomniał mi się jeden z ostatnich przed wakacjami programów Jana Pospieszalskiego, „Warto rozmawiać”. Zaproszonym gościem był emerytowany oficer wywiadu PRL, Piotr Wroński, który próbował publicznie przed kamerami TVP1 puścić w eter kilka pytań dotyczących byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Jako że program poświęcony był zamachowi na papieża Jana Pawła II, Wroński pytał o związki Sikorskiego z zainstalowanym w Watykanie komunistycznym agentem „nielegałem” Jerzym Turowskim, który w habicie Jezuity dostał się w otoczenia papieża.  Pytania te dotyczyły tajemniczej przeszłości Sikorskiego i formułowane były na podstawie jawnych dokumentów IPN. Ku mojemu zaskoczeniu obecny w telewizyjnym studio redaktor Andrzej Stankiewicz z „Rzeczpospolitej” przerywał i robił wszystko, aby te pytania na antenie nie padły. Oczywiście to swoje bezczelne przerywanie ubrał w świetnie odegrane oburzenie nazywając hańbą to, że do programu zaproszono byłego esbeka. Zastanawiałem się gdzie podziała się nagle u Stankiewicza dziennikarska dociekliwość? Dlaczego tak bardzo spinał się na antenie i robił wszystko, aby te pytania nie padły? Jego zachowanie było tak dziwne i zaskakujące, że aż prosiło się, żeby dziennikarzowi zaintonować  refren piosenki z kabaretu „Hrabi”, Andrzeju, Andrzeju - rety rety, jeju.
 
Na całe szczęście te pytania były oficer wywiadu Wroński zamieścił także na Facebooku, co daje nam wszystkim możliwość zapoznania się z nimi. Przytaczam cały jego wpis:  
Panie ministrze Radosławie Sikorski,
Nie przywykłem tak jednoznacznie oceniać ludzi, jak Pan raczył był ocenić ministra Macierewicza, bez wyjaśnienia pewnych kwestii. Toteż, uprzejmie proszę Pana o odpowiedź na następujące pytania. Zaznaczam przy tym, że nic nie sugeruję, bo nie wiem po prostu, co mam myśleć, więc zamiast plotkować otwarcie pytam. Powtarzam: nie oceniam i nie przesądzam. Mam nawet nadzieję, że na wszystkie pytania odpowie Pan "nie", bo był Pan przecież ministrem polskiego rządu i marszałkiem polskiego Sejmu. Mam też nadzieję, że załączone zdjęcie jest "fejkiem", a przynajmniej nie o tego "Antka" chodzi.

1. Czy w czasie Pana urzędowania zapoznał się Pan z SMW, prowadzonym przez Wydz. III Departamentu I, nr IPN BU01824/311? Akta są jawne.

2. Czy to prawda, że wg relacji Alfreda P. z roku 1988 nie potrafił Pan wytłumaczyć źródeł finansowania swoich studiów oraz czy jego relacja w sprawie Pana ściągania na egzaminie w Oxfordzie jest prawdziwa? Jeśli tak, to czy jego wnioski, iż nie został Pan relegowany z uczelni i sprawa "została wyciszona" polegają na prawdzie? Alfred P. był rejestrowany jako kontakt przez pion wojskowy.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale