W odniesieniu do realizacji rozpoznania osoby planującej jakąkolwiek formę "aktu terrorystycznego", musimy szczególną uwagę poświęcić sferze motywacji oraz sferze „percepcji operacyjnej ” potencjalnego terrorysty. Zaryzykuję stwierdzenie, że na etapie wstępnym te dwie kwestie, są zdecydowanie ważniejsze od tzw. "materialnych" aspektów rozpoznawanej sytuacji.
Dla dowodzącego operacją, analiza tego problemu może uzmysłowić poziom ryzyka, wynikającego z możliwości popełnienia określonych błędów. Dla „certyfikującego” operację na bieżąco lub post factum, tworzy podstawy do zadawania konkretnych pytań o zasadność takich, czy innych działań.
Załóżmy, że podejmujemy rozpoznanie naszego tematu nie dysponując niczym więcej, niż „wiarygodnymi przesłankami” sugerującymi możliwość, planowania przez "figuranta" bliżej nieokreślonego "zamachu" (Brunon K. na forach wzywa "wojowników do bombowej krucjaty”; wiemy, że jest chemikiem i dziesięć lat temu, legalnie detonował ładunki w ramach szkoleń; jest sfrustrowany i „nienawidzi” rządzących, czego „dowodzą” wpisy na forach; no i na deser - wiemy, że próbuje pozyskiwać materiały wybuchowe - o ile takowa wiedza była…).
Takie przesłanki, moim zdaniem, jak najbardziej uzasadniałyby zlecenie „rozpoznania” takiego delikwenta. Pełna zgoda ze zdaniem komisji ds służb - o ile o to im chodziło, w stwierdzeniu o zasadności podjęcia tego tematu przez ABW….
Należy sobie zdawać sprawę, że aby wiarygodnie pogłębić wiedzę na temat człowieka, (czyli w tym konkretnie przypadku - zweryfikować hipotezę o możliwym planowaniu aktu terrorystycznego), należałoby uzyskać wiedzę z zakresu kilku „aspektów poznawczych”. Od nich zależy zasadność kontynuacji operacji oraz ewentualne formułowanie wiarygodnych zarzutów procesowych. Chodzi o zweryfikowane dane z zakresu: ujawnionych kontaktów potencjalnego terrorysty, logistyki i celu działania oraz skali zagrożenia masowego.
Zakres zarzutów, co prawda jest w omawianym przypadku uzupełniany na bieżąco, ale....
Uważam, że istnieje wiele przesłanek sugerujących podjęcie przez nadzorujących operację, bardziej adekwatnych działań na samym wstępie rozpoznania osoby Brunona K. Powyższe wynika moim zdaniem z profilu rzekomego terrorysty, na który składają się wspomniane na wstępie sfery - jego motywacji i percepcji.
Nie ma sensu dywagować, nie dysponując dostępem do twardych danych - jednak wydaje mi się, że ta wiedza, którą musimy uznać za zweryfikowaną, pozwala na sformułowanie poważnych wątpliwości w odniesieniu do:
- zdefiniowania poziomu zagrożenia (po realizacji wstępnego etapu jego rozpoznania),
- kontynuacji prowadzenia operacji oraz charakteru zastosowanych sił i środków.
Wydaje się, że profil osobowościowy Brunona K. nie wskazywał na możliwość realnego zagrożenia, przeprowadzenia przez niego indywidualnego aktu terrorystycznego lub zorganizowania zakonspirowanej struktury terrorystycznej. Natomiast ubocznym skutkiem otoczenia go "grupą", mogła być eskalacja określonych zachowań patologicznych, na wielu płaszczyznach psychiki tego człowieka.
Szczególnie obawiałbym się możliwości eskalacji jego zachowań, pod wpływem:
- pobudzenia ego (pojawili się „ zwolennicy” głoszonych idei...),
- wytworzenia sytuacji "zobowiązania " („namówił” ich, więc musi coś udowodnić...)
itp. czynników psychicznych, które mogłyby się uaktywniać pod wpływem wykreowanej sytuacji.
Kontynuowanie operacji, rodziło zagrożenie eskalacją zachowań "figuranta", a nie wnosiło raczej nic nowego z "imponderabiliów", do prowadzonej sprawy. Rzeczywistość mogła się stawać bardziej wykreowana, niż odwzorowywana... To był albo duży błąd profesjonalny, albo rozgrywano „kombinacje pozamerytoryczne”…
Zarazem, jeżeli były określone racje uzasadniające kontynuację działania, tozakończono je w momencie w żaden sposób nie uzasadnionym logiką "operacyjną" – za to, jak najbardziej logiką „polityczną”...
W odniesieniu do tego typu sprawy, z zasady przerywamy „operację” w sytuacji:
- nie potwierdzenia podejrzeń,
- zebrania wszystkich dowodów procesowych,
- utraty kontroli lub zagrożenia życia.
O ile miałaby to być, wielowątkowa sprawa "z najwyższej półki" w dziedzinie terroryzmu, to chyba jednak "operację" zakończono przedwcześnie, co pośrednio potwierdza charakter przedstawionych do tej pory zarzutów Brunonowi K. oraz ujawniona rola „innych osób uczestniczących w spisku” …
(z perspektywy kilku miesięcy, również nadal nic nie wskazuje, aby przerwanie operacji było „wymuszone” konkretnym zagrożeniem lub obawą o „utratę kontroli”… Inna sprawa, że obecnie dowiadujemy się, że pomimo „operacyjnej kontroli” Brunon K. rzekomo zdołał pozbyć się teściowej… - dop. wł)
Osobiście podtrzymuję, że przerwanie operacji nastąpiło zdecydowanie za późno, z powodów przedstawionych w tekście.
Wiele, a praktycznie wszystko, wyjaśnić mogłaby rozmowa z Brunonem K., którą mogłaby zainicjować np. sejmowa komisja ds służb, jako reprezentant rzekomo „pokrzywdzonego” w sprawie - zamach miał przecież dotyczyć Sejmu RP... (przynajmniej można by sprawdzić możliwości).
Bywały dużo bardziej uzasadnione sprawy, w których obecni zarządcy służb nie wyrażali zgody, nawet na podjęcie wstępnego rozpoznania…
A tak przy okazji - co nowego w sprawie "trotylu na Bugu"...?
PS. W sprawie dyskusji o reformie służb, sugerowałbym, aby ci wszyscy politycfzno/medialni "eksperci" przestali już się wygłupiać - w służbie wystarczy wprowadzić dwie proste, kardynalne reformy:
1. Ustawowe skorelowanie możliwości awansu i sfery odpowiedzialności służbowej, z parametrami merytorycznymi i doświadczeniem zawodowym żołnierzy i funkcjonariuszy.
2. Dostosowanie operacyjnych struktur wykonawczych do obecnych realiów działania oraz reforma tych struktur na poziomie operacyjnym.
Zapewniam, że już tylko to (aż to!), powinno doprowadzić, nie tyle do zmiany, a wręcz do pozytywnej rewolucji w służbach. Dlaczego tego nie robią politycy? Czemu, jak cymbały dają się wodzić za nos pseudoekspertom i fasadowym "szpejom" od służb, z dużymi literkami przed nazwiskiem? Nie mam bladego pojęcia..., a raczej nie chcę go mieć! Bo, po co wówczas, byłoby takie "państwo".To jest przecież, a raczej powinna być, sfera kardynalna - służba specjalna to nie jest dworska ciura politycznych koterii, to profesjonalne narzędzie zapewniające ochronę interesów Polski i bezpieczeństwo jej obywateli! A jakie mamy efekty: POZOSTAWIONY SOBIE SAMEMU NA ŚMIERĆ Ś.P. INŻ. STAŃCZAK, udaremniony "zamach na Sejm", i kupę innych skeczy.... A to tylko wierzchołek góry lodowej...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)