http://www.akwilno.pl/pdf/Ostatnia-walka-AK-z-NKWD.pdf
Opis sytuacji pozwoli zrozumieć, dlaczego partyzanci z tamtych rejonów byli po wojnie szczególnie zagrożeni - przyklejono im gębę niemieckich kolaborantów...
Mój Ojciec urodzony na tamtych terenach, po opisanych wydarzeniach z udziałem sowietów i żydowskiej partyzantki z Naliboków (tej ze zmanipulowanego i kłamliwego hollywoodzkiego filmu Odwet - w imię prawdy należy łamać określone tabu!), jako 16 latek poszedł do lasu (używał ps. Husarz oraz Aga). Najpierw do "Ragnara", a potem służba w "macierzystym" VIII bat. 77pp AK. Po wydaniu go sowietom przez litwaka (po akcji Ostra Brama), wykupiony przez rodzinę z NKGB, uciekł do Polski i do końca życia funkcjonował na nieco zmienionych danych urodzenia.
I już od wielu lat nie mam pretensji i rozumiem, co nim kierowało, że po tym co przeszedł "schował się" zapisując do partii... . To też jest pewne tabu, ale warto żeby ci "najczystsi ideologicznie" mieli świadomość, jak skomplikowane były ludzkie losy.
Gadać zawsze najprościej..Trudniej sobie wyobrazić, jaką traumą dla 17 latka, musiało być przejście wielomiesięcznych przesłuchań na nowogródzkim NKGB... Wiele lat temu, ojciec dopiero tuż przed śmiercią opowiadał, że gorsze od rutynowego bicia, były codzienne pytania wyprowadzających z celi - "Nu Biełopolak, a ty tiepier w lewo czy w prawo?" - na prawo oznaczało wyjście na dziedziniec, gdzie wieszano skazywanych na śmierć...
Po raz pierwszy w rodzinne strony odważył się pojechać w 90r - tuż przed śmiercią....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Maciej Kalenkiewicz(1906) już przed wojną należał do grona oficerów młodszego pokolenia, zwracających na siebie uwagę dowództwa. Po wrześniowych walkach (w sztabie Suwalskiej Brygady Kawalerii) znalazł się w "Oddziale Wydzielonym WP", legendarnego majora Hubala- Henryka Dobrzańskiego, jako jego zastępca. Tam też spotkał swego brata ciotecznego, podchorążego Józefa Świdę – „Lecha” (co należy tu odnotować, ze względu na późniejsze losy obu oficerów). Źle układające się stosunki między Hubalem, a nowo tworzącą się konspiracją SZP-ZWZ spowodowały, że kpt. Kalenkiewicz już w grudniu 1939 roku został wyznaczony przez Dobrzańskiego jako kurier do Naczelnego Wodza we Francji. Tam (po bardzo krótkiej służbie w Centrum Wyszkolenia Saperów) skierowano go do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, której mp. był wtedy Paryż. To on, razem z kpt. Górskim już wtedy wysunęli koncepcję nawiązania lotniczej łączności z krajem i stworzenia na Zachodzie formacji wojsk spadochronowych dla potrzeb konspiracji w Polsce. Jako jeden z pierwszych cichociemnych (ekipa nr 2), wylądował w nocy z 27 na 28 XII 1941 r. w kraju. Przydzielony do Oddziału III - operacyjnego Komendy Głównej ZWZ (już przeniesionej z Paryża do Warszawy), służył na tym stanowisku pełne dwa lata (aż do lutego 1944 r.). Tutaj też współdziałał przy opracowaniu różnych wersji "planu 54", przewidującego wybuch ogólnopolskiego powstania.
W końcu 1943 r. do Komendy Głównej (już wtedy) Armii Krajowej, zaczęły dochodzić ze Wschodu niepokojące wieści. Chodziło o zgrzyty i różne przedziwne konfiguracje, powstające w trójkącie Niemcy - AKSowieci. Najpierw dramatyczny meldunek wywiadu AK z Puszczy Nalibockiej zelektryzował wieścią, że 1 grudnia zmasowana akcja kilku brygad sowieckiej partyzantki doprowadziła do rozbrojenia polskiego Zgrupowania Nalibockiego, że oficerów zlikwidowano (w rzeczywistości -wywieziono ich samolotem w głąb sowietów), że żołnierzy rozbrojonych wcielono do sowieckich brygad, a opornych wychwytuje się i rozstrzeliwuje.
Po tym meldunku nadszedł następny, mówiący, że garstka ocalałych z tego brutalnego rozbrojenia żołnierzy AK (17 ludzi na początek), pod dowództwem por. Adolfa Pilcha – „Góry”, tocząc zacięte boje z Sowietami, zawiesiła działania przeciwko Niemcom i otrzymuje od nich broń oraz amunicję.Te meldunki znalazły swoje odbicie w raportach KG AK kierowanych okresowo do Naczelnego Wodza, gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego. Naczelny Wódz zareagował natychmiast: (...) Tragedia baonu Stołpeckiego nie usprawiedliwia późniejszego postępowania, meldowanego przez Nowogródek. Broń na Niemcach należy zdobywać, a nie przyjmować od nich w darze. Oczekuję raportu, kto ponosi za to winę i jakie zastosowano sankcje (...)
W chwili gdy Warszawa otrzymała ten rozkaz, komendant główny AK już wiedział, że poprzednie meldunki z Nowogródczyzny nie zawierały pełnego naświetlenia np. tego, że „Góra” istotnie przestał walczyć z Niemcami, aby móc skutecznie unikać likwidacji ze strony kilkunastu tysięcy sowieckich partyzantów w Puszczy Nalibockiej, ale broni od Niemców nie otrzymuje. Te spóźnione raporty nie przyniosły jednak uspokojenia. Bo oto podobny problem wyrósł po tej stronie Niemna, w okolicach Hołdowa w Nadniemeńskim Zgrupowaniu Partyzanckim AK. Była to formacja bardzo naonczas silna, składająca się z trzech okrzepłych już w walkach batalionów: (I - kapitana „Zycha” - Władysława Żogło, IV - porucznika „Ragnera” Czesława Zajączkowskiego i - w organizacji - VIII -"Bohdanka" porucznika „Jastrzębca” - Władysława Mossakowskiego).
Zgrupowanie to w sile prawie 1500 ludzi, także zawiesiło walki z Niemcami - jak mówią meldunki - i przyjmuje od nich broń. Major „Kotwicz” odczuł to bardzo boleśnie. Z Nowogródczyzną był związany od urodzenia. Czuł się także odpowiedzialny za obu dowódców: „Górę” -bo cichociemny i także z tego, że miał komendę nad Niemeńskimi
Zgrupowaniami. Był nim bowiem, awansowany już do stopnia rotmistrza „Lech” - Józef Świda, cioteczny brat Kalenkiewicza i współwojak od „Hubala”, a że rozkaz Naczelnego Wodza winien być natychmiast wprowadzony w życie, mjr Kalenkiewicz sam zgłosił się do jego nadzorowania. Został więc odwołany z Wydz. Operacyjnego KG AK, mianowany inspektorem KG na Okręg Nowogródzki i wyposażony w bardzo szerokie pełnomocnictwa.
W lutym 1944 wyjechał na Nowogródczyznę. Po krótkim zapoznaniu się z sytuacją na nowym terenie podjął kroki dyscyplinarne. Wobec „Góry” trudno je było zastosować, gdyż jego rozbity batalion w Puszczy Nalibockiej dzieliło kilkadziesiąt kilometrów od Hołdowa, czyli miejsca postoju zarówno przybyłego z Warszawy „Kotwicza”, jak i (wtedy) komendanta Okręgu Nowogródzkiego ppłk „Borsuka.” A poza tym drogę do „Góry przegradzały liczne sowieckie brygady. Zresztą ostatnie meldunki skierowane do Warszawy nie potwierdziły w sposób jednoznaczny winę „Góry”.
Był za to pod ręką „Lech”. Co do jego porozumienia z Niemcami nie istniały żadne wątpliwości, on sam je potwierdzał. Przez dwa tygodnie, od przyjazdu „Kotwicza”, obaj bracia się nie spotykają. Ale jeszcze przedtem nim „Kotwicz” wyruszył z Warszawy, wymienili listy. To wielce dramatyczna korespondencja.
Podjęto ostatnią próbę załagodzenia sprawy. „Lech” otrzymał więc rozkaz od ppłk „Prawdzica” - Jana Szulca (po wojnie - Janusza PrawdzicSzlaskiego) składający się z dwóch punktów:
- odstąpić od rozmów i zawieszenia walk z Niemcami, zaprzestać
przyjmowania broni od nich, zaktywizować działania bojowe skierowane przeciwko Niemcom,
- natychmiast zawiesić wszelkie działania zbrojne wymierzone przeciwko partyzantce sowieckiej.
„Lech” odpowiedział natychmiast, że jest gotów do wykonania, ale tylko pierwszej części rozkazu. Drugiej zaś nie wykona, gdyż jegozdaniem wrogiem nr 1 miejscowej ludności polskiej na tamtym terenie nie są Niemcy, a Sowieci. I nie jest to tylko jego opinia, ale całej kadry oficerskiej i żołnierskiej braci podległego mu zgrupowania.
W tej sytuacji 12 (prawdopodobnie) marca 1944 roku w Szlachtowszczyźnie koło Hołdowa rtm. „Lech” - Józef Świda, dowódca Nadniemeńskiego Zgrupowania Partyzanckiego AK, stanął przed sądem wojennym za odmowę wykonania II części rozkazu (a nie za porozumienie z Niemcami - jak się powszechnie do dziś uważa).
„Lech” się nie bronił, mimo iż praktycznie oskarżał go nie tylko kpt. „Warta”, ale i ppłk „Prawdzic”. Wyrok śmierci przyjął spokojnie. O roli w tej sprawie komendanta Okręgu ppłk „Prawdzica” vel „Borsuka” nie powiedział wtedy ani słowa. „Kotwicz” wyrok zatwierdził, zawieszając jedynie jego wykonanie na okres powojenny, dając jedynie skazanemu prawo do rehabilitacji w boju (rtm. Świda został skierowany do okręgu
krakowskiego, gdzie w obwodzie Bochnia jako rtm. „Dzik” wykazał się bohaterską postawą, dowodząc oddziałem partyzanckim). Na podstawie meldunku przesłanego przez mjr. „Kotwicza” do Warszawy, gen. „Bór” mógł więc zameldować Naczelnemu Wodzowi: (...Wkroczyłem z całą stanowczością dla zlikwidowania niedopuszczalnej w żadnym wypadku współpracy z Niemcami (...).
Ale w tym meldunku było tylko pół prawdy. Dwa tygodnie pobytu „Kotwicza” w Nowogródzkiem zorientowały go, że dostrzegł zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ponaglany przez KG AK do powrotu, poprosił o pozostawienie go tam, gdzie aktualnie był... w Hołdowie i ku zdumieniu wszystkich, były inspektor KG AK przejął po „Lechu” dowodzenie osieroconym Nadniemeńskim Zgrupowaniem Partyzanckim. Wraz z batalionem przejął także po „Lechu” jego ulubioną siwą klacz. Maciej Kalenkiewicz bowiem postanowił przeprowadzić generalną sanację tego skądinąd świetnego okręgu.
Szła wiosna. Zbliżał się front wschodni. Dotychczasowy komendant Okręgu, w trosce o swoje wojsko, bombardował KG AK raportami, aby w chwili nadejścia sowietów pozwolić mu przesunąć się wraz z co bardziej aktywnymi w prowadzeniu zbrojnych starć oddziałami z partyzantką sowiecką - na zachód. „Kotwicz” zaś, choć formalnie tylko komendant trzy batalionowego zgrupowania, myślał prawie globalnie…”
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
cdn - posłuchałem właśnie teledysku depressu i nie wstydzę się przyznać, że miałem mokro w oczach...,pamiętam, jak trudno ojciec znosił swoją "partyjność" w oczach syna i co niektórych "przyjaciół" w latach osiemdziesiątych, którzy gówno wiedzieli o "wyklętym" kontekście Jego przeszłości...
Uzupełniam tytuł - REBELIANCI! :)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)