W nawiązaniu do rzymskiego motywu poprzedniej notki "Pax Sikorensis...", wypadałoby przypomnieć, że w republikańskim okresie historii Rzymu, sprawami publicznymi można było się zajmować dopiero po odbyciu służby w legionach...
To tak tytułem wstępu i celem uświadomienia politykom oraz "zawodowym działaczom", czym jest sentencja PRO PUBLICO BONO.
Czy są oni w stanie w ogóle zrozumieć, że to nie jest żadne "polityczne frajerstwo", tylko proste myślenie kategoriami własnej zbiorowości - nie kategoriami swojej "politycznej rodziny", ale pokolenia własnych dzieci.
W jakim systemie inwestytury władzy mają one rozpoczynać swój życiowy start? Wolna konkurencja, czy polityczny monopol na prawie wszystko? W polsce prawica jest socjalna, a lewica kawiorowa..., czy to jest normalna polityka?
Proporcjonalnie kogo reprezentują obecnie partie przy czterdziestoparoprocentowej frekwencji? No i kto nam wmawia, że JOW-y rzekomo będą nie reprezentatywne...
Osobiście życzyłbym sobie żyć w ramach wolnej konkurencji kandydatów do parlamentu, a nie monopolu zmęczonych życiem facetów i gromady ich namaszczonych klientów!
Czy przeszkolony za naprawdę duże, publiczne pieniądze ekspert d/s terroryzmu, z raptem "czterema kreskami na karku" i dwoma krzyżami zasługi w "bonusie", "wypchnięty" na emeryturę przez system preferujący usłużnych kacyków - ma prawo być oburzony?
W 100% popieram JOW-y - od kilku miesięcy angażuję się w Zmielonych kosztem czasu dla rodziny i własnej firmy.... I żaden poważny argument nie jest w stanie mnie przekonać, że się mylę!
Hough woJOWnicy!
PS.
"(...) Nie wiem jak Wy, ale od dłuższego czasu prześladuje mnie flash back:
Miałem c.a. 11 lat kiedy wylatywał w kosmos świat bananów i cukierków z czasów "gierkowskiej stabilizacji na kredyt"... Potem Jaruzel zafundował nam zaciśnięcie pasa pod wojskowym butem i wówczas hasło "no future", było kwintesencją mojej nastoletniej dekady.
Ostatnie naste urodziny, to było wejście w.... ? No właśnie w co: w PRL-bis, III RP, protektorat niemiecko-rosyjski, czy republikę kolesi...?
Już tutaj zaczyna się pierwszy zasadniczy podział społeczeństwa na plemiona. Gdzie my w końcu żyjemy?
Moje pokolenie, żyje już w tym systemie połowę życia i jedno, co w nim z pewnością można zdefiniować klarownie, to inwestytura władzy - PROPORCJONALNY SYSTEM WYBORCZY (dla mnie można go zwać "kolonialnym", bo Brytyjczycy nie oświecali podbitych własnym systemem wyborczym - oni zostawiali im systemy proparcjonalne, bo łatwiej się steruje naznaczonymi wybrańcami, niż zbiorowym instynktem społecznym).
Teraz po 32 latach od 1981 i po 24 latach od zafunkcjonowania w naszym kraju tej systemowej hybrydy, trzeba napisać nową KONSTYTUCJĘ OBYWATELSKĄ i zmienić SYSTEM WYBORCZY!
Z mojej pozycji pokoleniowej, robię to nie dla siebie - ale przede wszystkim dla własnego dziecka (pokolenie lat 80-tych w każdym syfie da sobie radę ;).
Chcę, żeby nad Wisłą były takie same warunki do życia, jak nad Tamizą... - bo nie jesteśmy głupsi od Brytoli - mamy po prostu chu..y system!".


Komentarze
Pokaż komentarze (34)