konfederacja24 konfederacja24
358
BLOG

Zamach w BOSTONIE i igrzyska w Soczii....

konfederacja24 konfederacja24 Rozmaitości Obserwuj notkę 3

W pierwszej notce dotyczącej Bostonu, w kilka godzin po ataku napisałem, że przewiduję rozwiązanie zagadki najwyżej w kilkunaście dni. Oczywiście dotyczyło to identyfikacji bezpośrednich sprawców ataku, a nie ich ewentualnych mocodawców.

Pisząc zdanie "Czy zamach w Bostonie nie był czasem wsparciem sojusznika w wojnie z Wielkim Szejtanem..." - sugerowałem, że ślad "realizacyjny" najprawdopodobniej doprowadzi nas do islamskich radykałów.Poruszając problem działania na rzecz "sojusznika" zwracałem uwagę, że nawet po ujawnieniu bezpośrednich wykonawców, nie uzyskamy odpowiedzi o motywach działania i jego ostatecznych beneficjentach. 

Większość "ekspertów medialnych" poszukiwała odpowiedzi w "modus operandi" zamachu i  na tej podstawie stawiała tezę o "samotnym wilku" oraz o prawdopodobieństwie ataku amerykańskich radykałów w typie Timothy McVeigha. Dla mnie osobiście modus operandi, które można np. intencjonalnie "skopiować" celem pozostawienia fałszywego tropu, było co najmniej tak samo ważne, jak symbolika czasu i miejsca ataku, kontekst społeczno-polityczny oraz "profil sprawcy" rysujący się po wyodrębnieniu z "modus operandi" istotnych aspektów tzw. kardynalnych.

Symbolika czasu i miejsca ataku nakazywała zwrócić uwagę przede wszystkim na:

- rocznicę urodzin Kim Ir Sena;

- rocznicę znaczącej dla muzułmanów bitwy pod Abulustan - 15.04.1277r.

- wypadającą na 15.04. datę związaną z obowiązkiem podatkowym w USA oraz tzw.  "Dzień Patriotów".

 

Wariant pierwszy i trzeci oczywiście w naturalny sposób wysuwały się na plan pierwszy, jednak "profil sprawcy" (pomimo zastosowania prymitywnej technologii konstrukcji ładunku), wskazywał na grupę lub osobę zamierzającą zadać po prostu, jak największe straty ludzkie... (gwoździe i łożyska wykorzystane w konstrukcji ładunków, jak i sposób ich rozmieszczenia i taktyka odpalenia).

Tego typu aspekt, przy braku innej symboliki, poza faktem uderzenia w imprezę sportową - w moim rozumowaniu raczej wykluczał zarówno "agenturę Kima", jak i amerykańskich "antyfederalnych" radykałów (jedyne czego żałował McVeigh, to fakt "przypadkowych ofiar cywilnych"...). Najprawdopodobniejszym rozwiązaniem pozostawała więc, opcja wskazująca na religijnych fanatyków, działających samodzielnie lub w szerszym, "zewnętrznym" kontekście operacyjnym, w którym mieszczą się takie czynniki, jak: dezinformacja, inspiracja, przewerbowanie, działanie pod obcą flagą, prowokacja itp. (czyli terminy, które powinny uświadomić, co niektórym "medialnym ekspertom", że w omawianej materii naprawdę nic nie musi być takie, jakie się wszystkim wydaje..). 

Na to, co powyżej, dwa dni później nałożył się wybuch w Waco, ktory dodatkowo skomplikował sytuację w zakresie jej analizy, poprzez kolejną "porażającą" symbolikę zdarzenia - wydarzyło się to równo 20 lat po spaleniu w wyniku ataku FBI farmy sekty Davida Koresha w Waco i śmierci "proroka" i kilkudziesięciu jego zwolenników. Nie można było tego faktu ignorować w odniesieniu do ataku w Bostonie... Zresztą do momentu wykluczenia sabotażu nie traciłbym z oczu tego wydarzenia...

Głownym podejrzanym byli wiec, jak dla mnie od początku - religijni radykalowie islamscy (jednak z uwagi na symbolikę Waco, nie wykluczalem rownież niedobitków sekty Koresha..). To się już w zasadzie potwierdziło. Pozostaje wyłącznie pytanie o motyw, inspirację i pozostałe wymienione powyżej terminy, definiujące określone aspekty wchodzące w zakres zjawiska terroryzmu międzynarodowego.

Czy bracia Tsarnaev działali sami, motywowani własnymi przekonaniami...?

Czy raczej zainspirował ich jakiś "przewodnik duchowy" z obozu wahabitów czeczeńskich sprzymierzonych z AlKaidą...? A może raczej suficki mistyk z obozu Kadyrowa...?

Czy Tamerlan przebywając w Dagestanie i w Turcji, mógł wplątać się w infiltrowane przez Rosję rozgrywki czeczeńskie pomiędzy wahabitami, a zwalczającymi ich wyznawcami sufickiej odmiany islamu sprzyjającymi Ramzanowi Kadyrowowi, rosyjskiemu namiestnikowi Czeczenii? W grudniu 2012r. rosyjskie służby specjalne zlikwidowały czeczeńskiego jihadystę będącego jednym z guru Tamerlana Tsarnaeva.

Guru czy prowokator....? W tym drugim wypadku, odcięto by "na zawsze" nić określonych powiązań....

W Syrii walczą Czeczeni z obozu wahabitów (niedawno w Alleppo zginął Rustam Gelajev - syn czeczeńskiego "Czarnego Anioła" ), natomiast sufici Kadyrowa zgodnie z polityką Rosji, sprzyjają alawitom Assada. W tamtym regionie toczy się zintensyfikowana gra wywiadów mocarstw globalnych i potęg regionalnych, determinowana przez sytuację geopolityczną oraz sunnicko-szyicki konflikt religijny (pamiętajmy o Turcji i o pobycie tam Tamerlana Tsarnaeva..)

QUI BONO!?

Komu zależałoby na pokazaniu akurat takich sprawców, którzy zaatakowali akurat taki cel...? Komu zagraża czeczeński wahabityzm i kto organizuje masową imprezę sportową...?

Po prostu obserwujmy to, co w miarę zbliżania się terminu igrzysk w Soczii, będzie się działo na Kaukazie i w samej Rosji...

"Domowe życie Kadyrowa to zadziwiająca mieszanka sufickiej pobożności i ekstrawaganckich luksusów tradycyjnego watażki. Wódz potrafi zaprosić nawet tysiąc zwolenników do prywatnej posiadłości, w której ma własny meczet, ogród zoologiczny i park pełen... lam. W Czeczenii krążą legendy o jego podbojach miłosnych i dziesiątkach luksusowych limuzyn, z których lubi korzystać. Jednocześnie kiedy prezydent opowiada o pielgrzymce do Mekki, jaką odbył w lipcu tego roku, po policzkach płyną mu łzy. Mówi, że był tak ogarnięty „euforią i absolutnym szczęściem”, że po powrocie nakazał 117 czeczeńskim rodzinom porzucenie trwających od dziesięcioleci krwawych sporów i zgodę w imię Allaha. Niestety, nie skierował pokojowego przesłania do podległej jego rządowi milicji i wojska." - z artykułu  Anny Niemcowej, Owena Matthews".

Z profilu fb Dżochara Tsarnaeva wiemy, że poza islamem kochał on "pieniądze i karierę"...

Bracia nie zamierzali raczej zginąć, jako męczennicy - mieli plan na dzień po, a to jest również ważna przesłanka w analizie tego przypadku.

PS.

W nawiązaniu do rocznicy bitwy z 1277r. symbolika jest również "porażająca"... To mogłoby motywować do działania wyznawców ideii "Emiratu Kaukazkiego", w kontekście walki toczonej m.in. w Syrii przez "mameluków" Egipcjanina Ajmana Al Zawahiriego....

Jednak tutaj brakuje nam elementu "operacyjnej korzyści", jaką mogliby odnieść z tego wahabici... Nie wierzę, że nie analizowaliby sytuacji w odniesieniu do możliwego niepowodzenia i dekonspiracji bezpośrednich sprawców. W tym kontekście dla sunnickich Arabów spadkobiercami Ilchanidów byłaby raczej Rosja, czy Iran...

"Państwo Ilchanidów powstało w wyniku mongolskiego podboju Bliskiego Wschodu w XIII wieku. Założycielem dynastii był wnuk Czyngis-chanaHulagu-chan (1256-1265), który w latach 1256-1260 w imieniu swojego brata wielkiego chana Mongke przedsięwziął wielką wyprawę na Bliski Wschód. Zniszczył on kalifat Abbasydów i nizarytów, ale nie udało mu się pokonać mameluków, którzy byli głównym przeciwnikiem Ilchanidów przez cały okres istnienia dynastii. Przełomowym momentem w historii Ilchanidów było panowanie Mahmuda Ghazana (1295-1304), który przeszedł na islam i rozpoczął proces asymilacji dynastii z miejscową ludnością, i tym samym utożsamiania się z jej interesami"

"Sojusz Złotej Ordy z mamelukami okazał się zatem niezwykle trwały, i nie tylko wiązał on siły potrzebne Ilchanidom w Syrii, ale także pozwalał mamelukom na sprowadzanie niewolników z kontrolowanych przez Złotą Ordę kipczackich stepów, co stanowiło główne źródło rekrutacji ich armii. Stanowił zatem jedną z głównych przyczyn niezdolności Ilchanidów do pokonania mameluckiego Egiptu."

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości