51 obserwujących
271 notek
286k odsłon
1814 odsłon

Zatrzymanie i psychiatryk

Wykop Skomentuj56

Piszę ten tekst z ciężkim sercem.

Opisuję w nim wydarzenia, które w tak głębokim stopniu naruszyły moje poczucie osobistej godności, a także wkroczyły w sferę prywatną, że najchętniej nie chciałabym o tym mówić publicznie. Nie mam żadnej potrzeby ekshibicjonistycznej.

Muszę jednak przedstawić blogerom, co się działo w dniach 17-22 luty, gdyż wielu z Państwa pomagało mi w tym czasie i pomaga nadal, więc publiczne sprawozdanie jest konieczne.

Spotkałam się też z napastliwymi uwagami i zjadliwą krytyką, które - być może - wynikały z nieznajomości faktów. Tym osobom też należy się informacja, aby mogły - jeśli mają dobrą wolę - zweryfikować swoje błędne stanowisko.

Muszę też powiedzieć, że przestrzegano mnie przed napisaniem tego tekstu, z uwagi na fakt, że może to być niekorzystne dla mnie procesowo. Czasami lepiej jest nie odkrywać swoich atutów mając za przeciwnika procesowego instytucję bezwzględną, w której pracują ludzie bez poczucia moralności.

Rozważyłam to wszystko. Nie mam nic do ukrycia. Moim zdaniem, opinia publiczna musi być poinformowana. Dlatego napiszę "jak było".

------------------------
 

W dniu 17 lutego 2010 r. funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej wkroczyli około godz. 6.00 rano na teren nieruchomości w Czechowicach-Dziedzicach z Postanowieniem Sądu Rejonowego w Gostyniu z dnia 14 lutego 2008 r. wydanym do sprawy II K 85/05 w przedmiocie przeszukania pomieszczeń i innych miejsc celem znalezienia osoby Janusza Górzyńskiego.


Mój brat jest ofiarą "pomyłki sądowej" lub celowego fałszywego oskarżenia

Janusz Górzyński nie jest żadnym przestępcą. Jest ofiarą błędnego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości lub wręcz fałszywego oskarżenia.

Pretekstu dostarczyło zdarzenie z 1999 r. W roku tym małżonka Janusza Górzyńskiego Wiesława została oszukana przez właściciela sklepu, u którego chciała zakupić komputer dla syna finansowany przy pomocy tzw. kredytu bezgotówkowego. Dostarczyła stosowne dokumenty i podpisała umowę kredytową. Komputera jednak nigdy nie otrzymała, a bank zaczął domagać się spłaty zaciągniętego kredytu. Zawiadomiła o oszustwie organa ścigania. Po dwóch latach zaczęto prowadzić śledztwo, w trakcie którego ustalono, że oszukańczy dostawca sfałszował umowę kredytową, m.in. potwierdzając na niej, że dostarczył towar oraz że umowę podpisał - jako gwarant - Janusz Górzyński. Dzięki temu dostawca otrzymał z banku pieniądze. Analiza grafologiczna jednoznacznie potwierdziła jednak, że Janusz Górzyński umowy nie podpisywał. Stwierdzono też, że dostawca nie mógł dostarczyć Wiesławie Górzyńskiej żadnego komputera, gdyż nie posiadał dowodu jego zakupu.

Mimo to czterokrotnie umarzano śledztwo, twierdząc, że nie można ustalić, czy towar został dostarczony, ponieważ nieuczciwy dostawca bronił się w ten sposób, że prawdą jest, że nie dostarczył zamówionego komputera, ale rzekomo zmodernizował jakiś stary. Nie posiadał wprawdzie żadnych dowodów tej modernizacji, ani nawet nie potrafił nawet powiedzieć, na czym ona polegała, ale prokuratura dała mu wiarę. Następnie oskarżono Górzyńskich, że wyłudzili oni kredyt z banku, gdyż rzekomo zaciągnęli pozornie kredyt w banku na nowy komputer, a tymczasem chcieli mieć modernizację starego.

W celu uwiarygodnienia zeznań dostawcy, skierowano najpierw oskarżenie do Sądu przeciwko niemu jako "pomocnikowi" Górzyńskich w rzekomym przestępstwie wyłudzenia, dostawca ten dobrowolnie poddał się karze /o czym Górzyńscy nic nie wiedzieli/, a po uprawomocnieniu się tego wyroku, skierowano akt oskarżenia przeciwko nim, twierdząc, że dostawca  jest bardzo wiarygodny, gdyż rzekomo jego zeznania zweryfikował Sąd.

Górzyńscy czterokrotnie składali wniosek o umorzenie sprawy ze względu na oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia i manipulację dowodami we wcześniejszym postępowaniu sądowym. Sąd w Gostyniu nie rozpatrzył jednak tych wniosków, za to wydał nakaz aresztowania Górzyńskiego z powodu rzekomego utrudniania procesu sądowego. Wydał za Januszem Górzyńskim list gończy, twierdząc w nim, że jest on "sprawcą niebezpiecznym". Z tego powodu w 2007 r. Górzyńskiego poszukiwali w Czechowicach-Dziedzicach funkcjonariusze uzbrojeni w broń maszynową, w kamizelkach kuloodpornych i kaskach keflarowych.

Wyżej opisana absurdalna sytuacja trwa już cztery lata. Janusz Górzyński wielokrotnie zwracał się o rzetelne zbadanie sprawy do poprzednich Ministrów Sprawiedliwości, domagając się wycofania oczywiście bezpodstawnego aktu oskarżenia. Niestety, Prokuratura Krajowa, Biuro Ministra i Departament Sądów Powszechnych z zaciekłym uporem bronią niekompetentnych i/lub przestępczych funkcjonariuszy. W niniejszej sprawie już 6 razy interweniował senator Czesław Ryszka. Sprawę monitoruje też w pewnym zakresie RPO.

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale