Egzaltowany kicz
Posłuchajcie Państwo tego wierszyka:
I oto wzeszedł ów krwawy dzień
(Ach! Obyż dzień ten był dniem wyzwolenia!):
Orzeł nasz wzlata śród słońca lśnień,
A w tęczę Francji wbił ócz swych spojrzenia;
W poświacie słońca lipcowej i świetnej
Wzleciał znów! Górne przecina przestrzenie
I woła: „Dla mej Ojczyzny szlachetnej –
Wolności! Słońce Twe – lub grobu cienie!”
Co to jest? Średnio kiczowaty, kiepski wierszyk romantyczno-patriotyczny. Pewien paryski poeta ułożył go po francusku, po czym zadeklamował na bankiecie, zorganizowanym przez przewodniczącego „Komitetu Centralnego Na Rzecz Polaków”. Potem znany paryski śpiewak wykonał go wobec tłumu na melodię, skomponowaną przez znanego paryskiego muzyka i sprowokował tłumny entuzjazm. Odtąd wierszyk ten nucono powszechnie po paryskich bulwarach i kawiarniach.
Miłośc sezonowa
Ale nie nucono zbyt długo. Podobnych wierszyków – hitów sezonowych pisanych na rzecz „biednej Polski” („cette pauvre Pologne!”) bywało we Francji wiele. Wszystkie przeszły przez kulturę francuską, jak i przez polską: głośno, buńczucznie i szybko. Zabrzmiały – i przebrzmiały. Francuska miłość do Polski była zawsze przelotna, taki romans wakacyjny, nawet i ofiarny, lecz w fazę małżeństwa nie przechodzący.
Sznyt wieszcza, szczyt wiersza
Stałoby się tak niezawodnie i z tym sezonowym wierszykiem, gdyby nie wieszcz Sienkiewicz. Tym razem myślę nie o Henryku, lecz o Karolu. Ów bibliotekarz księcia Czartoryskiego, poeta, tłumacz, powstaniec i w rezultacie emigrant, nie pozostawił po sobie jakichś wielu dzieł genialnych (choć sporo niezłych), prócz jednego, którym zasłużył sobie na miano wieszcza. Kiedy powyższy wierszyk dotarł do granic Polski, zyskał natychmiast przekłady – ale mydlaste. Dopiero pod piórem Sienkiewicza utwór zmienił skórę. Karol okazał w sobie „sznyt wieszcza” i wyciągnął kiepski wiersz na szczyty.
Paralela nieparalelna
Francuz napisał że Orzeł polski „woła: <<Dla mej Ojczyzny szlachetnej –|Wolności! Słońce Twe – lub grobu cienie!>>” Polski Wieszcz pisze dynamiczniej i zwięźlej. Jego Orzeł „woła na nas z górnych stron: | Powstań, Polsko, skrusz kajdany, | Dziś twój tryumf albo zgon.” „Tryumf albo zgon” to zwrot trafniejszy i piękniejszy; odtąd stał się nowym polskim idiomem. I nie tylko on. Pełno w przekładzie Sienkiewicza zwrotów, które z mdłej, egzaltowanej francuszczyzny przeszły w jej ostre, polskie odpowiedniki zupełnie „nieodpowiednie”, bo lepsze niż w oryginale.
Mam nadzieję, że czytelnicy już domyślili się, że chodzi o „Warszawiankę” – pióra Casimira Delavigne’a, ale w istocie stworzoną do nieśmiertelności przez Karola Sienkiewicza. I, oczywiście, przez Karola Kurpińskiego, który do wersji Sienkiewicza dorobił nową zupełnie melodię.
Trochę przykładów
Kolejne strofy przynoszą te same zmiany. Zamiast francuskiego „Polaku, na bagnety” mamy po polsku „Hej, kto Polak, na bagnety”. Zamiast „O, grajcie, traby! O, Polaku, do szeregu!” mamy „Grzmijcie trąby, ryczcie, działa, | Dalej, dzieci, w gesty szyk!” A już w ogóle nie znajdziemy w wersji francuskiej słów: „Leć, nasz Orle, w górnym pędzie, | Sławie, Polszcze, Światu służ!” To wynalazek tłumacza (czy raczej prze-twórcy) Karola. Te przykłady powinny by już były wystarczyć, ale dodam na koniec jeszcze jeden, mój ulubiony – zwrotkę, która po francusku wygląda mniej wiecej tak:
Niech to plemię zwycięży, lub męczeńsko polegnie,
Pod ciosami olbrzyma, opóźniając marsz jego;
Niechajże życie odda, stojąc we straży przedniej,
By okupić swym cialem wolność świata całego.
A w tłumaczeniu Karola Sienkiewicza:
Lub zwyciężym – lub gotowi
Z trupów naszych tamę wznieść,
By krok spóźnić olbrzymowi,
Co chce światu pęta nieść.
Tłumacz-(przetwórczy)-Wieszcz nie pisze O POLAKACH (jak Delavigne), lecz JAKO POLAK. Jego przekład mówi o tym, co MY zrobimy lub robimy, a nie o tym, co INNI CHCĄ, IŻBYŚMY ZROBILI LUB JAK SOBIE TO WYOBRAŻAJĄ. Różnica duża.
Po co to
Ale po co właściwie rozdzielać ten wiersz na dwoje, czyli włos na czworo? Po to, iżby wykazać, że śpiewając patriotyczne pieśni bytujemy niekiedy z poezją DOBRĄ lub ŚWIETNĄ albo i zgoła NIEŚMIERTELNĄ. Oczywiście nie tylko, bo wśród pieśni narodowych niskiej poezji dostatek. Ale obecność tej świetnej sprawia, że śpiewanie patriotyczne dać może wiele estetyczno-wzniosłych, a nie tylko narodowo-patriotyczno-wzniosłych przeżyć.
Śpiewajmy zatem –
– razem i osobno. Zaczniemy – no, po piosence introdukcyjnej – właśnie „Warszawianką”. Zapraszam do Poznania w sobotę, 4 grudnia, do Pałacu Działyńskich przy Starym Rynku, naŚPIEWY PATRIOTYCZNE patriotycznych Wielkopolan sprzed lat stu, czyli
ŚPIEWNIK PRABABKI AŃDŹKI wspólnie śpiewany -(Jacek Kowalski & Anita Bittner & Monogramista JK & publicznośc zaproszona do spiewu w ramach DNI WIELKOPOLSKI 2010 "Tu zaczęła się Polska", organizuje Wielkopolskie Towarzystwo Kulturalne;WSTĘP WOLNY I WSKAZANY (a śpiewniki będa zapodane na miejscu do ręki)
Post scriptum
1. Pisząc te gawędę, sporządziłem własne „kiczowate” przekładziki wiersza Casimira Delavigne’a, korzystając (już któryś raz) z ważnej książki: Wiesław Mateusz Malinowski, Jerzy Styczyński, „La Pologne et les Polonais dans la littérature française (XIVe-XIXe siècles)”, wyd. L’Harmattan, Paris 2008
2. Pierwotna wersja tego tekstu ukazała sie na www.kresy.pl.




Komentarze
Pokaż komentarze