Spoglądając wokół i uszu nadstawiając – dochodzę do krótkiego wniosku, że kultura polska wzbogaciła się właśnie o (tłumaczony wprawdzie z rosyjskiego) celny bon mot o niesłychanie gęstej zawartości znaczeń:
„Na kursie i na ścieżce”
To wyrażenie godne jest wpisania jako uzupełnienie do następnych wydań zacnego dzieła o tytule (nomen omen) "Skrzydlate słowa" (znana antologia pióra Henryka Markiewicza i Andrzeja Romanowskiego).
Oczywiście tuż obok „porządek panuje w Warszawie”, „żadnych marzeń, panowie”, drôle de guerre, „kończ waść, wstydu oszczędź”, „gęba ruska nieprzytulna” i „prywatnemu, nie posłowi” oraz „ofiaruj, wasza dostojność, królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy”.
Wpisanie tego wyrażenia do annałów naszych narodowych i do zasobu narodowych powiedzeń powinno nastąpić gwoli upamiętnienia nie tyle samej katastrofy / zamachu smoleńskiego, lecz tych wszystkich strasznych obrotów rzeczy, które się wokół tego zamachu / katastrofy dzieją po dziś dzień i dziać się będą.
Ku pamięci i ku nauce.
Ale, abyśmy mogli wpisać to wyrażenie do Narodowej Księgi Cytatów - musi ono być odpowiednio często używane.
UŻYWAJMY GO WIĘC JAK NAJCZĘŚCIEJ. Aby opisywać rzeczywistość.
Nic to bardzo trudnego. Co chwila tu przecie ktoś komuś potwierdza, że "na kursie i na ścieżce" jest. Putin Tuskowi, Były Pełniący Obowiązki Prezydenta RP swoim wyborcom („państwo polskie zdało egzamin”), wojskowi prokuratorzy dziennikarzom, Tomasz Lis teleoglądaczom, a ostatnio - zapewne - rykoszetem Miedwiediew Byłemu Pełniącemu Obowiązki Prezydenta RP.
Satis.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)