Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
525
BLOG

BRYNDZA prawie apolityczna czyli Rusin wrogiem RP

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Kultura Obserwuj notkę 0

 

Bryndza metaforycznie i praktycznie

Nie wiem, jak w innych okolicach, w mojej okolicy „bryndza” oznacza nędzę smrodliwą tout court. Może więc bryndza być polityczną metaforą, dziś jednak nie będzie (prawie) o polityce, tylko o literaturze, żarciu i wieszczostwie kresowym.

 

Dania przetrawiane przez wieszczów

Jak się zastanowić, głównie Kresy i wieszcze kresowi zdobyli się na poetyckie opisy żarła smacznego. Co prawda  i „poznańskie pyry” weszły do skarbnicy ojczyzny-polszczyzny, nie budzą jednak podobnych emocji, co „nieznane już za naszych czasów, | Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów, | Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów, | Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunellów…” (patrz „Pan Tadeusz”, księga XII). I nawet kawa z „Pana Tadusza” przeszła do historii jako kresowa, choć na Litwie podobnej nie bywało – wieszcz stworzył ją na podstawie smakowania i obserwowania kawy wielkopolskiej, pitej w czasie, gdy kiełkowały pierwsze pomysły jego poematu. Nic to: poznańczana kawa w opinii ogółu jest kresowa i basta. Jak muchy, których „na Litwie dostatek”.

 

Czerwona Ruś przetrawiona przez Litwę

Następcą Mickiewicza był na Litwie Syrokomla. Romantyk „mniejszy” wprawdzie, ale oryginalny i świetny. Jego hobby było przekładanie na polszczyznę sarmackich wieszczów łacińskich. Wieszczem Rusi Czerwonej był w wieku XVI wielkopolanin Sebastian Fabian Klonowic, notoryczny mieszkaniec Kresów i Lublina, poeta polski i łaciński. W łacińskiej „Roksolanii” opisał szczegółowo i poetycko – po raz pierwszy on właśnie – okolice i obyczaje Lwowa, Huculszczyzny, Kijowa, Kamieńca, Łucka, Buska, Sokala, Horodła, Przemyśla, Drohobycza, Krasnegostawu, tudzież (uwaga, też!) Zamościa i Lublina. Opisy jego kapitalne, anegdoty przednie. Wśród tychże pomieścił z autopsji wywiedziony (z wędrówek karpackich najpewniej) opis wytwarzania pewnego jadła; „hoc alimenta vocant patrio congnomine b r i n z a m” (wers 603). Znaczy się, chodzi o  b r y n d z ę.

 

Bryndza przetrawiona przez Bigos, Kawą popita

Syrokomla przełożył całą „Roksolanię” tak, że czyta się ją jak „Pana Tadeusza”. Fragment o bryndzy zwłaszcza. I tak zapewne chciał. Pamiętamy, że w „Panu Tadeuszu” kawiarka „odwiedza mleczarnie | I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie”. Te same wyrażenia i słowa („mleczarnie”, „kwiat nabiału”) pozwolił sobie Syrokomla wtłoczyć do poematu Klonowica, choc ich tam w orygionale nie ma (oryginał zamiast „mleczarni” ma tak naprawdę „dom pański”, a zamiast „kwiatu nabiału” po prostu „tłustą śmietanę”). Oczywiście jednak jest to w sumie Klonowic, nie sam Syrokomla i jest to smakowita bryndza, choć bryndza śmierdząca, więc smakowita aż do obrzydzenia. Proponuję zatem obrzydzająco-smakowitą lekturę.

 

Smród i kompleksy

Po pierwsze, bryndza jest domeną mężczyzn, stroni od nich „Rusinka” („Russica”):

 

Ruskie niewiasty nie chcą gospodarnie

Doić swej trzody — to czynią pasterze;

Pasterz odnosi nabiał do mleczarnie,

A resztę mleka na posiłek bierze.

 

Mleko pozostawione samo sobie musi zbryleć, w oryginale w cieniu jesionu, a wedle Syrokomli:

 

Tam w leśnym cieniu wiąziny pochyłéj

Płynne się mleko bryłami zagęści,

Potem topnieje, i od każdej bryły

Tworzą się serne niezliczone części.

 

Wieszcz Roksolanii naśladował Wergiliusza, który głosił we wzniosłej poezji zasady uprawy prostej roli i zwykłe czynności pasterskie. Mimo niskiego tematu, „jeśli opiewamy lasy, lasy są godne konsula”. Ten właśnie cytat ze słynnej Wergiuliuszowej Eklogi Czwartej przybrał sobie Klonowic za motto „Roksolanii”; miał świadomość, że uwzniośla rzeczy pospolite i taki był jego zamiar.

 

Więc to tylko Syrokomla doda romantyczną „rzecz ojczystą” i zakompleksione wezwanie: „przebacz prostocie”, jakby opisów czynności pospolitych należało się wstydzić. Inna rzecz, że przyrzadząnie sera w koźlej skórze to proceder wywołujący cuchnięcie wprost niebywałe (kto czuł sery w pasterskich szałasach, ten wie), a skądinąd smród kresowy należał i należy do tematów wstydliwych. I stąd pewno urosło uprzedzające wezwanie Syrokomli, dodane do oryginału:

 

Gdy będę bajał o halickim serze,

Przebacz prostocie, bo to rzecz ojczysta:

Wprzód skórę koźlą zewłóczą pasterze,

Zmywają wodą i płuczą do czysta.

I zsiadłe mleko, zatkawszy upusty

W szerściany worek zlewają pomału,

Tu się nazbiera płyn gęsty a tłusty,

Co się w mleczarni zwie kwiatem nabiału.

Tak w skórnym worze na pozór opacznie

Stawią swój udój pasterzowie nasi.

A kiedy zsiadać i maślnieć już zacznie,

Jeszcze ją solą smakowną przykrasi.

 

Rzecz najobrzydliwsza: Rusin Oszczerca-Pożerca

Okazuje się, że halicka bryndza to ser nie tylko śmierdzący, ale na dodatek żywy i pełzający:

 

W zawartem mleku, po niedługiej przerwie,

Trzoda robaczków lęgnie się i zbiera.

Rusin bez wstrętu pożywa te czerwie,

Bo wie, że od nich cała dzielność sera.

 

Syrokomla musi – człek ogładzony – dodać, że Rusin kładzie w gębę robaki „bez wstrętu”, ale zarazem ten Rusin jest dlań – rzecz ciekawa! – „oszczercą i wrogiem”:

 

Mlecznych żyjątek drużyna tak mnoga

Idzie na pastwę człowieczego gardła.

Tak nieraz paszcza oszczercy i wroga

Całą krainę zgryzła i pożarła!

 

Ciekawe! To, co dla Syrokomli jest „krainą” i „drużyną” pożeraną przez „wroga i oszczercę”, dla Klonowica zdaje się być metaforyczną „republiką, ojczyzną i obywatelami” („respublica”, „cum patria cives”) kładzionymi w gębę i zgryzanymi przez Rusina, którego nie określają żadne dodatkowe epitety (to jedynie „Russus”).

 

A więc jednak dotarliśmy do polityki. Słowa Syrokomli o Rusinie Oszczercy i Wrogu Ojczyzny nie padły na papier bez pokrycia – padły po upadku Rzeczypospolitej, w perspektywie Rosyjskiego Zaboru na Litwie.

 

Nadinterpretacja?

Przesada? No pewnie. Ale w zagęszczonej atmosferze bryndzy każda przesada ujdzie. Kończmy:

 

To zową bryndzątutejsze narody,

Pokarm to u mnie wielkiego imienia.

Tym kształtem udój haliczańskiej trzody

Na smakowite jadło się zamienia.

 

Aż dotąd jadłem od dni kilku antygrypny czosnek i od tych dni aż dotąd cuchnę straszliwie, lecz czuję się bezpiecznie. Do kompletu potrzebna mi teraz bryndza – już się większego smrodu nie boję, gotów-em, „cięższą podajcie mi zbroję”. Małżonka moja już mi obiecała dziś bryndzę na kolację. Dzieci moje wzdychac będą i nosy zatykać przy posiłku, ale ja patriotycznie zacytuję Syrokomlę: „przebacz prostocie, bo to rzecz ojczysta”.

 

- - - - - - - - - -

 

PS Polecam ostatnie (no, sprzed lat kilkunastu, ale czerstwe) wydanie poematu Klonowica – dwujęzyczne, z nowym, pięknym przekładem: Sebastian Fabian Klonowic, „Roksolania | Roxolania czyli ziemie Czerwonej Rusi”, wydał i przełożył Mieczysław Mejor, Warszawa 1996 (Biblioteka Pisarzy Staropolskich, t. 6)

 - - - - - - - - - -

 

tekst pierwotnie opublikowany na www.kresy.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura