WSTĘP CZYLIDYSKUSJA O SZTUCE
Kiedyś w pewnym zacnym gronie - przy kawie chyba - odbyliśmy pasjonującą dyskusję o tym, czy sztuka bluźniąca Bogu powinna spotkać się z brakiem przyzwolenia i oburzeniem, czy też powinna być "dozwolona". Oczywiście wykształciły sie dwa obozy - obstawiające, że "tak" i że "nie".
Nasi przeciwnicy (byłem w gronie optujących za "brakiem przyzwolenia") przedstawili nam nieodparty argument, że w ramach sztuki wszystko powinno byc dozwolone. Tak ma wygladać współczesna kultura, w której jest miejsce na wszystko - bo już wszystko wolno. Zapytaliśmy - klasycznie - czy w takim razie można by urządzić wystawę składającą się z hakenkrojców jako motywu naczelnego, ustawionych na cokołach ponad Gwiazdą Dawida ponurzoną w jakimś organicznym płynie.
Okrzyczano nas, że to byłby skandal, że ze względu na holocaust etc taka kompozycja byłaby nie do przyjęcia, zbrodnicza, fuj fuj.
Zapytaliśmy wówczas, jak to się ma do tezy o przyzwoleniu na wszystko. Padła odpowiedź: że reguła jest wprawdzie żelazna, ale są pewne wyjątki (jak się domyślamy, te wyjatki nie dotycza chrześcijan, których obrażać wolno; w imię pełnej wolności i braku granic).
Aha.
Wniosek - z naszej strony przyjęty - był jednak inny. Taki, że współczesna kultura wcale nie znosi barier, nie dąży do likwidowania wszelkich granic, lecz tylko ustawia je w innym miejscu bądź w ogóle tworzy nowe. Głosząc oczywiście, że je znosi zupełnie - ale to nie ma znaczenia: fakty pozostają faktami. A głoszenie powszechnej wolności jest złudne. ta powszechna wolność dotyczy, by tak rzec, tylko pewnej opcji.
Tyle wstępu
WSPÓLNY POKÓJ PRZED ŚLUBEM
Dziś rano przedstawiłem na salonie notkę z GazWyboru mówiącą o tym, że w łódzkich akademikach administracja nie chce przyznawać wspólnych pokojów dziewczynom i chłopakom, jeżeli nie są małżeństwem - chyba że już "dali na zapowiedzi".
W głębi tekstu znalazła się też informacja, że administracji wystarczyłby także papier z Urzędu Stanu Cywilnego, dotyczący terminu ślubu. Ów Urząd Stanu Cywilnego - co charakterystyczne - nie pojawił się jednak w tytule notki, tylko dalej, w tekście.
Rzecz naturalnie może wydawać się błaha. Jako czytelnik - mimo wszystko - GazWyboru wiem jednak, że raczej nie ma w tym periodyku tytułów błahych. gazwyborowy tytuł zwykle zawiera istotną część informacji - niekiedy odmienną czy odstającą od informacji przekazywanej przez następujący dalej tekst. Bo tytuł sam w sobie jest tez osobną, istotną informacją. To sprawa powszechnie znana dziennikarzom i znawcom mediów, więc nie bedę sie nad nią rozwodził. Znaczna część czytelników poprzestaje na zapoznaniu sie z tytułami - i "już wiedzą".
A zatem z tytułu notki można było wywnioskować, że aby zamieszkać razem w akademiku ergo w domyśle spać razem - wystarczy zaświadczenie o planowanym ślubie kościelnym. Tak zatytułowałem swoją własną salonową notkę: "chcecie współzyć przed ślubem? a papier od księdza gdzie?"
OCZYWISTOŚĆ NIEKATOLICKICH NORM MORALNYCH w oczach GazWyboru
Dalej tłumaczyłem, że uważam notkę w GazWyborze za przyjmującą milcząco jako oczywistą oczywistość, że współżycie przed ślubem (także kościelnym) jest oczywiste i... "jakby" (zaznaczam: "jakby") zaakceptowane przez księży.
To był mój wniosek. Oczywiście, że wyolbrzymiony - ale wskazujący na konsekwencje sformułowania, które pojawiło się w tytule. Komentarz mój szedł bowiem w tę stronę, aby zauważyć, że studencka swoboda seksualna jest w tym artykuliku traktowana jako oczywista, pożądana i słuszna. Jako coś, co powinno być NORMĄ bezdyskusyjną (wszak nie ma w tym tekście w ogóle pytania co do tego, czy to dobrze, czy to źle, że studenty pomieszkuja razem - powinni móc i koniec). Takie zachowanie byłoby także normą - w świetle tytułu - dla tych, którzy zamierzają wziąć ślub kościelny. Co, jak wiemy, wedle katechizmu etc normą nie jest.
Bo katolika trzeba zasymilować i wchłonąć, pakując mu do mózgu przekonania przeciwne jego przekonaniom, ale tak, żeby sie ani spostrzegł - żeby myslał, że to jego własne.
KOMENTATORZY
Ci, którzy moją notkę przeczytali i skomentowali - w większości poczuli się zawiedzeni. Bo przecież tak naprawdę w łódzkim akademiku nie żądano zaświadczenia od księdza i nie chodziło o kontrolę współżycia młodych, tylko o wspólny pokój, a dokument mógł być jakikolwiek, od kogokolwiek. Jeden z komentatorów (JKDINO49) napisał mi w związku z tym, że "problem jest nieistotny", a "seks przed ślubem" to "zjawisko które występowało przed wiekami, występuje teraz i będzie występowało do końca świata. Problem dotyczy samych zainteresowanych i im też zostawiłbym jego rozwiązanie".
Komentator ów nie zauważył jednak, że w notce GazWyboru - czy w ogóle w przedstawionej przez GazWybor sytuacji - problem pożycia przedślubnego wcale nie został ukazany jako pozostawiony samym zainteresowanym. Wręcz przeciwnie. Jest on właśnie przedmiotem zainteresowania GazWyboru i społeczeństwa, które notke czyta oraz rodzin studentów, które z "koedukacji" były niezadowolone. A notka dotyczy właśnie postrzegania rzeczywistości przez społeczność. I ustanowienia - jak w przypadku sztuki bluźnierczej - nowych granic, których ta społeczność winna odtąd przestrzegać. Komentator najwidoczniej już te nowe normy zaakceptował: bo dla niego nie ma sprawy.
NORMY I NORMY
Tak jest; tekst z GazWyboru ma w tle przekształcanie NORM. Chodzi o ustanowienie nowych granic powszechnie przyjętej dopuszczalności pewnych społecznych zjawisk. Zjawisk, które postrzegamy (zakładam tu, że "my" to ja i ci, co myślą podobnie jak ja) negatywnie,a jednak owe negatywne zjawiska wciąż towarzyszyły i nadal towarzyszą ludzkiej cywilizacji. One będą istnieć tak czy inaczej, prawda. Ale czy mamy je sankcjonować? Pochwalać?
W tym przypadku chodzi o oficjalne usankcjonowanie życia na kocia łapę jako rzeczy normalnej. W notce wyraźnie dano do zrozumienia, że rodziny odwiedzające studentów wywołują czasem w akademiku awantury - bo są zszokowane sytuacją "nieślubnego zamieszkania" młodych i to przy akceptacji administracji akademika. No bo te rodziny jakoś nie postrzegają wspólnego przemieszkiwania dziewczyn i chłopaków jako dopuszczalnej powszechnie NORMY.
DAWNE NORMY, CZY NORMY WSKAZANE TAKŻE DZIŚ?
Dlaczego Rodziny tego nie akceptują?
Dlatego, że kiedyś z reguły, a dziś często nadal życie na kocią łapę postrzegane jest jako hańbiace. Toteż kiedyś ani w internatach, ani w akademikach oficjalnie nie wynajmowano wspólnych pokojów dziewczynom i chłopakom. Acz przecież zawsze takie życie na kocią łapę istniało - w skali mniej lub więcej masowej, i to chyba zwłaszcza w akademikach.
To się jakis czas temu zmieniło się w Europie Zachodniej - w tamtejszych akademikach można mieszkać, jak się chce. W Polsce chyba jeszcze nie, jak widać z notki. Pamiętam, jak to przed laty kilkunastu powstała kontrowersja - bodaj na polsko-niemieckiej Viadrinie: że, skoro w niemieckiej cześci akademików dziewczyny i chłpopaki mogą oficjalnie spać razem, to dlaczego nie mogą w części polskiej?
Powszechne istnienie i odwieczne występowanie życia na kocią łapę nie jest bynajmniej argumentem za jego powszechną akceptacją. Choćby dlategol że takie życie sprzeciwia się chrześcijańskiej moralności. Tymczasem notka w GazWyborze świadczy o tym, że jej redaktorzy zdecydowali, iż nie muszą już tłumaczyć czytelnikom tej oczywistej oczywistości, że MOŻNA i NALEŻY. Notka w GazWyborze świadczy o tym, że sprzeczne z chrześcijańską moralnością wspólne pożycie pozamałżeńskie POWINNO BYĆ akceptowane, oczywiste i godne pochwały. Do tego stopnia, że na ten temat już nawet nie dyskutujemy. GazWyvbor tylko dziwi się, że skoro tak jest dobrze i tak wszystko już wolno, to dlaczego są trudności w akademikach z tymi pokojami? Ergo, tylko jakieś pojedyncze cymbały z ciemnogrodzkiej administracji tej oczywistej oczywistości nie rozumieją. No i jakies rodziny.
I dokładnie tego samego zdania była większa część komentatorów mej notki. Zdziwili się, czemu się dziwię.
A ja sie po prostu solidaryzuje z tymi rodzinami, którym się nie podobało. Bo może jednak rozdzielność płciowa w akademikach ma jakis sens? Może pokazuje jakąś drogę? Może warto sie przy niej upierać - tak jak w ogóle warto upierać się przy upowszechnianiu tradycyjnej moralności, która bynajmniej nie tylko w katolickiej etyce ma swoje źródła?
Bo przecież brak rozdzielności i poparcie dla wielopłciowości pokojów też jakąś drogę pokazuje. Nie jest bynajmniej - jak mój komentator pisał - zostawieniem spraw samym zainteresowanym. Jest pochwałą ich konkretnych wyborów.
KONOTUJĘ
Ponadto konotuję oczywistość: taką, że GazWybor przyjmuje swoje nowe normy za oczywiste. Dawno je głosiła w praktyce i teorii, to jasne. Czyniła to wiedząc, że te jej normy NIE SĄ akceptowane przez katechizm Kościoła katolickiego i że w związku z tym nie powinny być akceptowane przez katolików.
Uprzedzam zdania komentatorów - powiedzą mi, że każdy niech robi jak chce, i że GazWybor nie jest gazetą katolicką i tym bardziej może pisać, co chce. O co biega?
To prawda. Niech GazWybor pisze, co chce, wolno jej. Wiem, że dla GazWyboru nie jest zarzutem, że sprzeciwia się normom katolickim. I że ustanawia normy sprzeczne z katolickimi.
Tyle, że jakoś w dziwny sposób wielu uważa, że GazWybor to akurat normom katolickim sie jakoś nie sprzeciwia. No właśnie. Dlaczego wielu katolików chodzących do kościoła jest ślepych na te stronę GazWyboru?
Mym zdaniem dlatego, że GazWybor ma swój sposób na sączenie akatolickich treści. Nie afiszuje się ze swoją akatolickością. Jest gazetą rzekomo "dla wszystkich". A nawet ma "swojego biskupa" i "swojego zakonnika".
Bo katolika trzeba zasymilować i wchłonąć, pakując mu do mózgu przekonania przeciwne jego przekonaniom, ale tak, żeby sie ani spostrzegł - żeby myslał, że to jego własne.
Podobnie było z Palikotem. Przyjaźnił sie dla wygody z przynajmniej kilkoma przedstawicielami kleru... Którym teraz jest chyba wstyd (mam nadzieję).
Tyle, że dla Palikota moment odsłonięcia przyłbicy już nastapił. Dla GazWyboru nie do końca. Jak rzekł Maleszka w filmie o trzech kumplach: "Lidów antypapieskich jeszcze nie dajemy". Wprawdzie w GazWyborze takie lidy już się daje, ale na razie tylko trochę. Dla oswojenia. Ci panowie jeszcze pokażą, co potrafią. A na razie - wychowują sobie czytelników, oswajając ich z tym, że dla katolika seks przed ślubem jest wskazany. I znajdziemy pewno nawet takich biskupów, którzy sie z tym zgodzą.
Poniekąd stąd wzięły się owe "zapowiedzi" w tytule notki. Bo tak: katolika trzeba zasymilować i wchłonąć, pakując mu do mózgu przekonania przeciwne jego przekonaniom, ale tak, żeby sie ani spostrzegł - żeby myslał, że to jego własne.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)