Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
583
BLOG

NIE MIEJMY ZŁUDZEŃ, TO WOJNA: EUROPA, ONZ, TUSK TO AGRESORZY

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 4

 

 

 

 

 Podczas Konferencji Praw Człowieka, która 15 kwietnia br. odbyła się w Oslo sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon zapowiedział rozpoczęcie międzynarodowej kampanii, której celem jest „postawienie żądań osób zdezorientowanych seksualnie ponad żądaniami pozostałych osób”. Szef ONZ otwarcie podkreślił, że przestrzeganie „praw” tych osób jest ważniejsze niż „kultura, tradycja czy religia”, które - jak przewiduje - będą używane jako powody do „przeciwstawiania się zmianom”.

 

Nie ma miejsca na złudzenia. To jest wojna, jedna z najgorszych – wojna kulturowa, mająca posmak rewolucji kulturalnej. Wojna na śmierć i życie. Wielu z nas pisze o tym od dawna, mówi o tym od dawna i wystawia się na śmieszność. Ale trzeba nastawać w porę i nie w porę.

 

Nie ma wątpliwości że starania naszego   premiera   o wprowadzenie takich a nie innych ustaw – to działania, które wpisują się w tę wojnę. On dawno zajął już stanowisko, jest po bardzo określonej stronie w tym konflikcie. Po stronie swojej władzy, którą chce utrzymać w sojuszu z kulturowymi rewolucjonistami. Czy to efekt zależności od Europy (czy „europejskiej ekspozytury”)? Są to zaledwie podejrzenia, zdawałoby się; a jednak mam wewnętrzne przekonanie, że zostaliśmy – my, polscy katolicy, ludzie religijni, większość Narodu – po prostu sprzedani. Mają nas przemielić w zamian za poparcie z zewnątrz. Owemu przekonaniu o zdradzie brak dowodów na papierze. Przepraszam: dowodami są oczywiście kolejne projekty ustaw. Tyle że otwarto tyle okienek „zdrady”, że już nie wiadomo, co jest wynikiem głupoty, co nieudolności, a co zdrady realnej  tout  court. Rozpacz bierze.

 

Cokolwiek by zatem nie powiedzieć, wojna jest teraz prowadzona – i tyle. Prowadzona przeciwko „nam”. A „my” przyglądamy się temu i stosunkowo niewiele czynimy. Jednak wydaje się „nam”, że robimy wiele, pisząc na blogach (najczęściej anonimowo), co nie znaczy niemal nic;  tkwiąc za murami domniemanej twierdzy i mając wciąż poczucie świętej przewagi nad diabłem. Owszem, w perspektywie wieczności Pan Jezus nas broni skutecznie. Ale aby ustrzec się małości własnej i własnej głupoty – potrzeba współpracy z Łaską, a tej współpracy jest żałośnie mało, stanowczo za mało.

 

Na takie dictum niektórzy komentatorzy piszą, że im „ręce opadają” słysząc takie zdania i elukubracje, bo przecie nie ma żadnej wojny z Kościołem, nie ma spisku, są zjawiska kultury współczesnej, modernizacja.. Albo mówią, że owszem, ale że mocno przesadzam. Niech sobie pisze GazWybor o gejach, jest wolność, o co chodzi. My piszmy swoje.

 

Ci są już przemieleni. Bo oczywiście, że jest wolność. Pisząc o GazWyborze nie tropię zbrodni – tylko tak zwane „prawdziwe zamiary”. Które do niedawna można było podejrzewać – że istnieją (to „niedawno” – to kilkanaście lat temu), a obecnie są już jawne. Krewny mój zarzucił mi kilka lat temu, że bynajmniej nie piszę o poglądach redaktorów GazWyboru, które wyrażają w swoich publikacjach, tylko że piszę o poglądach, o które ich bezpodstawnie podejrzewam – czyli o własnych projekcjach. Te poglądy pierwotnie nie ogłaszane wprost – były jednak przez Onych nieustannie głoszone w praktyce, następnie już i na blogach, a obecnie w większej części na oficjalnych stronach organu Onych. Jednak kiedy te poglądy wyszły na wierzch – mój krewny mówi mi, że nie widzi żadnej zmiany. I że wszystko jest OK. Niech sobie piszą.  

 

Niech piszą. Ale trwa wojna, musimy o tym wiedzieć.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka