Niebywałe
Jeszcze parenaście dni temu słyszeliśmy o potencjalnym zagrożeniu faszyzmem, połączonym z potencjalnym użyciem siły przez potencjalnych faszystów, w związku z czym antyterroryści wkroczyli na salę wykładową, żeby chronić Baumana, zaś NOP-owcy, którzy na tej Sali się wywnętrzali, otrzymali z ust prezydenta Wrocławia miano nacjonalistycznej hołoty.
Dziś okazuje się…. No właśnie:
Będziemy z kijami walczyć i go nie oddamy - mówią o ks. Wojciechu Lemańskim parafianie z Jasienicy. […] Ludzie za tym księdzem pójdą w ogień. To dusza, nie człowiek - tłumaczy Henryk Stefańczyk. - Nie mam broni, bo gdybym miał, tobym strzelał! - żartuje na koniec. […] Jedna z [kobiet] […] mówi głośno do mikrofonu. - Nie oddamy księdza, […] Będziemy walczyć! - mówi. […] [Niech ksiądz] mówi, co myśli. Ja sobie nie wyobrażam, że go odwołają. Ja wtedy do kościoła nie będę chodzić wcale - tłumaczy jedna z kobiet.
Czujecie Państwo tę gazwyborową cienkość. „Żartuje”. No tak, zgoda, emocje są mocne, ja sam niekiedy mam ochotę wziąć kija. Ale żeby GazWybor, ta europejska gazeta, z sympatią takie rzeczy pisała? Myślałem, że to przystoi wyłącznie prawicy. Zapamiętam to sobie. I zapewne przypomnę w odpowiednim momencie.
Obrona Księdza L.?
Mowa jest o obronie księdza. Obronie koniecznej? Przed czym, przed kim? Przecież wystarczy się zastanowić, żeby dojść do wniosku, że księdzu żadne fizyczne ataki nie grożą, a dekret arcybiskupi jest legalny i jest prawem, które można i należy egzekwować. Arcybiskup nie dysponuje jednak siłą zbrojną. Może co najwyżej wydać dekret o objęciu parafii przez innego księdza, co pewnie uczyni. I to ów ksiądz będzie wówczas – zapewne – narażony na pięści i (wedle żartu) ewentualna broń palną parafian. Może będzie musiał przyjechać w eskorcie policji? Ludzie są zdesperowani, bo księdza Lemańskiego lubią. Aczkolwiek wygląda mi na to, że nieźle ich ten ksiądz zmanipulował. I niestety – tym bardziej godny jest usunięcia z parafii ktoś, kto przyzwala na zachowania typu „nie będę chodził do kościoła jak tego księdza odwołają”. Takich zachować w Jasienicy jest więcej, o czym można przeczytać gdzie indziej.
Dlaczego? po raz 1, czyli przyczyna płytsza
Diagnoza jest prosta. GazWybor nagłaśnia tego rodzaju opinie po to, żeby konflikt pomiędzy księdzem i arcybiskupem trwał, żeby ewoluował, żeby się nakręcał, a nie po to, żeby został wyciszony. Sam ksiądz też wszystko robi w tym celu, żeby konfliktu nie skończyć, ale żeby go eskalować. Domaga się przeprosin od arcybiskupa. Za co? Nie wiemy dokładnie. Te przeprosiny maja się nijak do tego, co było przedmiotem sporu ostatnio. Więc jaki w tym sens? Po pierwsze – publiczne objawienie arogancji wobec zwierzchnika. Żaden zwierzchnik nie może takiej arogancji zaakceptować i ulec. Wtedy przestaje być zwierzchnikiem. Oczywiście właśnie o to chodzi.
Bo sensem jest rebelia jak największa. GazWybor et consortes potrzebują takiej rebelii w Kościele. Po to, żeby Kościół uciszyć. Uciszyć biskupów: szczególnie takich, jak arcybiskup Hoser. Żeby dali sobie spokój z nauczaniem Ewangelii, z nauczaniem w imieniu Kościoła. Żeby przystali na lewactwo. Podobnie, jak wielu hierarchów na Zachodzie. Ale, aby była rebelia potrzeba rebelianta – i GazWybor & consortes nareszcie go znaleźli. Tak się im przynajmniej wydaje, a my też takie wrażenie mamy.
Dlaczego? po raz 2, czyli przyczyna głębsza
Ale zapalnikiem tej gwałtownej reakcji szatana & salonu (że użyję tego używanego powszechnie słowa w znaczeniu najogólniejszym) było niewątpliwie to, co wydarzyło się niewiele dni temu na Stadionie Narodowym, „na terenie”, z pomysłu i pod przewodnictwem abpa Hosera. Sześćdziesiąt tysięcy wiernych przyszło tam do Chrystusa. A przecież te nasze stadiony miały służyć tuskoidyzacji Polski, miały dać chleb i igrzyska w zamian za przyzowolenie na wszelkie inne kroki… i teraz nagle w kąt igrzyska, w kąt Madonna, w kąt Tuskowe sprawy „modernizacji” zachowań Polaków co do związków homo i nie homo. Sześćdziesiąt tysięcy ludzi przyszło na Stadion przeznaczony dla pogańskich igrzysk – ale przyszło do Chrystusa – i stadion zamienił się w bastion chrześcijański. A ludzie to zobaczyli, uświadomili sobie.
To może mieć podobny efekt (toutes proportions gardées), jak pierwsza wizyta papieża-Polaka. Ludzie się zobaczyli i policzyli. Że o dziwo – dla Chrystusa przyszło ich więcej, niż dla szatańskich imprez.
Wszystkie medialne brednie, które przy tej okazji napisano, wygłoszono, puszczono w świat – nie miały większego sensu. Przepraszam – miały sens głęboki. Nie opisując rzeczywistości usiłowały dokonać jej interpretacji, takiej, żeby się dała zanegować, ośmieszyć, zbanalizować i odrzucić. To był jedyny – przyznajmy – „sens sensowny” tego medialnego szumu z „ich” punktu widzenia. Nie dopuścić do świadomości właściwego sensu tego wydarzenia.
Bo „oni” zaczęli się bać, że w momencie, kiedy już „witają się z gąską”, gąską zmian tak zwanych „proeuropejskich” – coś im się wymyka. „Uszczypnijcie mnie! Gdzie ja żyję? Poseł na Sejm RP w XXI wieku opowiada o wskrzeszaniu umarłych przez katolickich księży”– wywnętrza sie Hartman w artykule zatytułowanym, a jakże, „Hartman ostro o uzdrowieniach na stadionie” [GazWybor tu]. A kto jest winien tego stanu rzeczy? Jednym z głównych winowajców okazuje się oczywiście arcybiskup Hoser i jemu podobni „gorszyciele” . Owszem, tak naprawdę winny jest Jezus Chrystus, ale Jezusa Chrystusa nie mogą dosięgnąć bezpośrednio – tylko i jedynie przez Jego sługi. Więc bić w nich, dalej!
Więc się dzieje. Więc „szatan jak lew ryczący krąży szukając, kogo by pożreć”.
Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha, bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe,które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)