Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
455
BLOG

niewierzacy: LEMAŃSKI walczy "w naszym imieniu"

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 8


Niezależne od tego, jaki los wybierze sobie w najbiższej przyszłości ksiądz Lemański (kóremu życzę jak najlepiej) - ciekawi fakt, jak przy okazji afery przezeń rozpętanej, kolejne osoby niewierzące awansują do rangi "autorytetów wiary". Ileż się ich teraz pojawia. A już najbardziej rozbawił mnie dziś  głos  Jarosława Mikołajewskiego, znanego poety, pisarza i nie tylko. Cytuję fragmenty:

Ksiądz Wojciech Lemański jest bohaterem z baśni o Kościele papieża Franciszka. [...]  Bohaterowie baśni mają swoje walki, które toczą również w naszym imieniu. [...] Życie księdza Lemańskiego wypełnia Boże powołanie. [...] Kiedy biskup skazuje 52-letniego bohatera [...]  na status emeryta, igra z największym skarbem bohatera. Skazuje go na pustkę. Podważa decyzję samego Boga, który powołał bohatera do służby.

Nie ma czytelniejszego sygnału. Jarosław Mikołajewski - człowiek, który otwarcie dystansuje się wobec nauczania Kościoła - pisze o "decyzji samego Boga", o "Bożym powołaniu". Niech pisze. Ale przecież pisze nie o czym innym, jak o "baśni". Bo, jak wiemy, dla niego Kościół, Ewangelia, biskupi, księża to nic innego jak tylko baśń, dzięki której co najwyżej można pisać ładne książki. Nie jest to dlań rzeczywistość wiary. Sam przecież ostrzega swoich polskich, dziecięcych czytelników przed osobami, które twierdzą, że tylko jedna religia jest prawdziwa. O jakież osoby mogło mu chodzić bardziej, niźli o polskich księży? Czyżby ksiądz Lemański był inny?    

Ale ponadto Mikołajewski mówi w swoim tekście jakby w czyimś imieniu. Na pierwszy rzut oka i ucha to jakby głos wypowiadany w imieniu ludzi wierzących, członków Kościoła. A przecież Mikołajewski jest na zewnątrz Kościoła. Więc kogóż dotyczy owo "my"? Bo, jak czytam - ksiądz Lemański walczy w "naszym imieniu". A zatem, w czyim imieniu, Jarosławie Mikołajewski? Przecież na pewno nie w moim. I na pewno nie w imieniu Kościoła. Czyżby chodziło o redakcję GazWyboru? Może, pewności nie ma. A może to określenie ma obejmować szerzej? Wyrażając się językiem baśni, mogłoby tu chodzić o tak zwaną ciemną stronę tak zwanej mocy. Czyz nie? 

A tak ładnie brzmi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka