Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1809
BLOG

„ksiądz Lemański wykonał polecenie oficera prowadzącego”

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 35

 

Czy kończyć temat księdza (jednak nadal księdza, Bogu niech będą dzięki), ciągnący się niemal od dwu miesięcy?

Tak i nie. 


Akcja „Lemański”, od czasów Kerna pierwsza na taką skalę i tego rodzaju akcja lewaków i postkomunistów, była i jest niczym papierek lakmusowy. Dlatego jeszcze się nie skończyła. Pokazała na razie, co można wywinąć polskiemu Kościołowi, ale nie pokazała jeszcze, gdzie jest granica kłamstwa akceptowalnego przez katolickie społeczeństwo. Tymczasem kłamstwo jest wszechobecne, nie wiadomo jednak, jak się zasiewa. Nie znamy jego niszczących skutków. Będziemy dopiero obserwowali, w jaki sposób zalegnie lub nie w mózgu przeciętnego Polaka. 

Jeden z aspektów tego kłamstwa promuje Tomasz Lis w swojej diagnozie, głoszącej, iż „Lemański zachowuje się tak, jakby na serio brał to, co mówi papież Franciszek”. To zresztą nawet gorzej niż kłamstwo. To doskonały, choć fałszywy argument do walki z Kościołem, bo może być bardzo nośny. I, co więcej, bardzo przypomina walkę komunistów z polskim Kościołem w latach Soboru Watykańskiego II. Jak wiemy, była ona prowadzona między innymi poprzez powoływanie się na Sobór. Prowadzono ją też rękami publicystów katolickich – występujących często w dobrej wierze, ale też niekiedy kierowanych wprost przez swoich „oficerów prowadzących”. Albo wprost przez służby podszywające się pod katolików otwartych…  Bo oskarżenia powinny były padać ze strony współbraci w wierze. Kościół należało podzielić: na tenotwarty i tenzamknięty. A celem był przede wszystkim Prymas Tysiąclecia. Oskarżano go, że „nie rozumie” postępu, że nie chce modernizacji polskiego Kościoła. Jakże wydawało się to nośne. Jakże - czasami - nawet słuszne! A chodziło o jedno: o zniszczenie  Kościoła. 

Toteż, podczas gdy jedni mówili wczoraj, że ksiądz Lemański „opamiętał się”, pewien mój znajomy zdiagnozował krótko: „ksiądz wykonał polecenie oficera prowadzącego”. Tak dyktowała „mądrość etapu”.

Krzywdzące?Oby było krzywdzące i absolutnie nieprawdziwe. Oby było.

A jednakowoż sformułowanie to nosi znamiona pewnego prawdopodobieństwa. Zwłaszcza w kontekście dziejów zmagań „służby contra Kościół”. Wystarczy poczytać sławną książkę księdza Zaleskiego, żeby się o tym przekonać. Za komuny służby zawsze bardzo buntowały księży, ale też starały się, żeby ci księża za wszelką cenę pozostawali w strukturze Kościoła. Bo tylko jako tacy byli użyteczni.

Nie można też oczywiście stawiać znaku równości pomiędzy dawnymi służbami i środowiskiem, które promowało i promuje księdza L. Brak znaku równości nie oznacza jednak, po pierwsze, że nie ma tu w ogóle udziału służb, a po drugie, że nie funkcjonują tu podobne mechanizmy, nawet jeśli
„oficer prowadzący” pełni dziś oficjalnie inną finkcję i nazwalibyśmy go inaczej.

Myślę, że kiedyś ktoś, mając lepszy dostęp do informacji wszelakich, zanalizuje tę całą sprawę sine ira et studio - ale nieprędko, jak znam życie
. Na to nie ma co czekać, trzeba więc myśleć, myśleć, myśleć - i robić, robić, robić swoje.

Powtarzam, n
ie chcę krzywdzić księdza  (jednak księdza!) Lemańskiego. Nie chcę! Jest kapłanem Chrystusa. Tym niemniej namieszał on tak, że nie wiadomo, co dalej. Jakże znacząco wygląda wygłoszone dziś zdanie jednej z głównych wiedźm naszego czasu: „Najbardziej boję się, że kariera medialna księdza skończy się za 2-3 dni” [tu].

A powinna sie skończyć. Ale, no właśnie. Zacytowane zdanie wygosiła wiedźma,którą ksiądz Lemański (sądząc z wywiadu udzielonego przezeń Rzepie) poważa niezwykle i uważa za dziennikarski autorytet.

To zatem
przyszłość pokaże - niekoniecznie zaś wczorajszy gest księdza... 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka