1. || Dyskusja nad wybuchem powstaniazbiegła się z nagłym odkryciem, że... papież Franciszek zburzy Kościół w Polsce. W wizjach lewackich obraz ruin polskiego Kościoła unosić się teraz będzie nad ruinami powstańczej Warszawy, okryty na dodatek aurą faszystowskiej wiosny, która ponoć w Polsce nadchodzi.
Wczoraj czytałem na GazWyborze wyjątkowo manipulacyjny tekst (który, jak mi się zdaje, potem zmienił nieco swój kształt - szkoda, że nie zrobiłem skrina): zdjęciu Tomasza Terlikowskiego towarzyszył tytuł wyjęty z komentarzy jednego z blogerów, skomponowany tak, że co niektórzy mogli byli zrozumieć mniej więcej tyle: Terlikowski, załamany wypowiedziami papieża - odchodzi z Kościoła Katolickiego. Oczywiście bzdura.
A dziś Żakowski na Stronie Głównej GazWyboru wieszczy, że za trzy lata papież zastanie w Polsce "pobojowisko" pozostałe po wewnętrznej walce katolików... No, no, brzmi to bardzo triumfalistycznie. W tle pobrzmiewają mi tutaj rozkazy pewnego pana z wąsikiem tyczące się tego, jak ma wyglądać Warszawa po zgaszeniu Powstania…
2. || Jest to wszystko niby dosyć śmieszne, a najbardziej śmieszy to, że panowie wieszczący koniec Kościoła w Polsce nie są wyznawcami Chrystusa. To generalnie wolnomyśliciele i gorszyciele, w najlepszym razie heretycy. Cała ich radość w komentarzach do wypowiedzi Papieża Franciszka wynika ze zmiany stylu uprawiania papieskiej posługi, jaka oczywiście nastąpiła, tak. Papież Franciszek mówi inaczej, niż Jego poprzednicy. Ale czy mówi co innego? Albo, czy mówi inaczej niż niektórzy z wielkich świętych Kościoła, którzy od zawsze byli przez Kościół czczeni? Nawet GazWybor dla bezpieczeństwa dodała, że "choć takich słów zwykle nie słyszy się na szczytach Kościoła, to papież nie odszedł od dotychczasowej doktryny".
Oczywiście, zgodzę się, że słowa wypowiedziane głośno - a dotąd też obecne w Kościele, lecz wypowiadane innym tonem - oznaczają zmianę. Na pewno wszakże nie zmianę idącą w stronę wyznaczaną/programowaną przez lewaków. To nie są zmiany doktrynalne, to nie jest zmiana Katechizmu Kościoła Katolickiego. Przeciwnie - to są słowa, które mają za zadanie ożywić ewangelizację. Mogą się tym lub owym nie podobać, mogą nawet czasem wyglądać dziwnie dla niektórych "tradsów" - niech. Ich sens jest jednak daleki od tego, który usiłują znaleźć lewaccy interpretatorzy. W gruncie rzeczy jest przecież dogłębnie antylewacki. Tak.
3. || Możliwe jednak, że z tego lewackiego hałasu będzie jednak jakiś pożytek. Podobny, jak w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, który zadziwiał i zachwycał... nawet lewaków (do czasu), a zrobił ileż! Papież Franciszek idzie podobną drogą - odmiany, wprowadzania świeżości, uderzającego przekazu. Tylko, że wtedy, za Jana Pawła II, będąc za żelazną kurtyną, odczuwaliśmy "nowość" inaczej. Teraz patrzymy na nowości Franciszka oczami ludzi, którzy już stoją wewnątrz zachodniej "cywilizacji śmierci". Z własnymi lewakami i tak dalej. Z inną manipulacją medialną, niż manipulacja komunistyczna, choć robioną przez ludzi podobnego często pokroju, jak komunistyczni krętacze.
4. || Te gazwyborowe farmazony są fałszywe także dlatego, że "zapodają" (chcą wtłoczyć?) mylny obraz podziałów istniejących w polskim społeczeństwie.Czyli w Kościele. Kościół polski nie dzieli się bowiem - wedle nie tylko mych obserwacji - na "Kościół Lemańskich" i "Kościół hierarchiczny", jak chcieliby Oni, którzy kontynuują w tym punkcie metody bezpieki z lat gomułkowskich. Podział przebiega inaczej. Jest to podział na dwie stosunkowo szczupłe grupy. Z jednej strony jest grono - duże - katolików świeckich i duchownych, którzy są Kościełem Walczącym, Kościołem Świętych Bożych, a o Ewangelię bedą się mocno i bojowo upominać. Nie jest ich dużo, ale są bardzo obecni. Acz nie zawsze ze soba zgodni.
Druga grupa to ludzie w gruncie rzeczy niewierzący, którzy pragną po prostu śmierci Kościoła. Zaakceptują co najwyżej Jego posługę charytatywną, i do niej najchętniej ograniczyliby Jego rolę (to często mówią głośno); przede wszystkim zaś pragnęliby, aby Kościół przyklasnął zmianom, które zniweczą chrześcijański charakter polskiego społeczeństwa oraz aby przestał odgrywać jakąkolwiek rolę w wyborach politycznych podejmowanych przez Polaków.
Poza tymi grupami stoi polskie społeczeństwo en masse. Społeczeństwo katolickie, ale letnie; nie spodziewające sie zmian i częściowo bezwolne. Jakby nie wiedzące, że trzeba powstać ku Chrystusowi, a nie spać. Zdane na słowa, które padają z GazWyboru i z drugiej strony barykady, więc często zdezorientowane. Nadal parafialne, ale i konsumpcyjne. Ono wymaga nowej ewangelizacji - a jest i będzie poddawane propagandzie dechrystianizacyjnej. Potężne, coraz potężniejsze ciśnienie dechrystianizacji naciska ten lud katolicki za pośrednictwem zmian prawnych, edukacyjnych, poprzez akcje aktywistów gejowsko-lesbijsko-zielonych i innych - wspieranych przez obecny rząd i ogólnoeuropejskie siły "lewackie". To groźne zjawisko.
5. || Kiedy więc około rocznicy Powstania Warszawskiego Żakowski pisze o "pobojowisku" - rozumiem, że musi nastąpić jakieś nowe powstanie.Pewno, nic to nowego: ta bitwa trwa od zarania dziejów i będzie się rozgrywać nadal, jak zwykle. Ale otwarte słowa o "pobojowisku" są jednak nową odsłoną. Chrześcijanie polscy muszą ją podjąć na nowy sposób. Powstańczo. W duchu papieża Franciszka - i w polskim duchu. Postawić barykady – czyli jasno rozpoznać przeciwnika i rzec: albo, albo. Radykalnie wezwać duchowych i cywilizacyjnych folksdojczów do powrotu na naszą stronę frontu…


Komentarze
Pokaż komentarze (4)