Jestem w Toruniu, któryś już raz. Ale po raz pierwszy od lat wszedłem do siedziby Solidarności i wspomniałem wizytę sprzed lat 29, kiedy mieściła się tu siedziba jakiejś komórki PZPR-u.
Pamiętam jak dziś – późną jesienią roku 1984 albo wczesną zimą 1985 śp. pani profesor Alicja Karłowska-Kamzowa zabrała nas, studentów pierwszego roku historii sztuki, tutaj właśnie – do Torunia. Na tak zwany objazd zabytkoznawczy.
Toruń to miasto, w którym nie tylko kościoły, ale i mnóstwo kamienic – choćby z zewnątrz wyglądały na nowe – ma gotyckie ściany. Co jakiś czas „odkrywają się” w tych kamienicach średniowieczne malowidła ścienne. Pech chciał, że jedno wyłoniło się w owej partyjnej siedzibie na Starym Mieście. I to gdzie! – w gabinecie szefa, bodajże któregoś sekretarza. Wtedy, wobec najścia historyków sztuki, sekretarz łaskawie wycofał się z gabinetu –i weszliśmy.
Cóż to był za widok! Na ścianach czerwona flaga i bodaj Lenin, a tu, spod tynku, nad biurkiem sekretarza – wyłonił się gotycki Krucyfiks. Jak na urągowisko.
I – co za szczególna koincydencja, pamiętam jak dziś: nachylając się ponad opuszczonym przez sekretarza blatem zerknąłem na leżący tamże papier. Był to wewnątrzpartyjny biuletyn z instrukcją co do tego, jak należy szczekać przeciwko obronie Krzyża w szkole we Włoszczowej. Bo właśnie wtedy uczniowie zespołu szkół zawodowych we Włoszczowej strajkowali w obronie Krzyża, zdjętego przez dyrekcję w ramach komunistycznej akcji usuwania resztek po solidarnościowej porcji wolności.
Tu Lenin, obok Lenina gotycki Krzyż – a na biurku pod Krzyżem instrukcja, jak walczyć z Krzyżem (jak sie okazało–dopowiedzmy– Krzyż zapowiadał jasno: „tu, panie sekretarzu, prędzej czy później, wkroczy wolna Polska i Solidarność”).
Bardzo mnie to wtedy rozśmieszyło. Podzieliłem się moim spostrzeżeniem – ja, nieopierzony studencik z duszpasterstwa, młodzieniec o antypartyjnym acz i pobożnym zacięciu – ze studentem nieco starszym, już opierzonym, z małą przeszłością opornikową i odsiadką na komisariacie. On jednak, jak się okazało, nie przyklasnął mi, tylko wyraził wątpliwość co do… sensu zawieszania Krzyży w szkołach. Powiedział nawet, że obawia się – nie wiem, czy tak to wprost nazwał, czy nie, ale tak mi się to po głowie kołacze – otóż, że obawia się totalitaryzmu czy nietolerancyjności Kościoła.
Teraz, dziś, ów dawny student jest jednym ze znanych profesorów „lewej strony”, figurą istotną wśród osób wspierających gender. Itp.
Ja zaś nie dalej jak wczoraj znów stanąłem pod tym samym gotyckim Krucyfiksem i przypomniały mi się lata ‘80. Nie ma już biurka sekretarza PZPR ani Lenina, PZPR został wykopsany, przyszła Solidarność, konfiguracja jest odmienna. Ale HISTORIA staje znów przed oczami jako aktualna – nie tylko ta gotycka, także ta właśnie stosunkowo bliska. O Krzyż znowu trzeba się upominać. Postawy niezupełnie się zmieniły: zmienił się układ wewnątrzpolskich sojuszów. Ktoś wciąż na serio bierze odsłonięty spod tynku Krzyż, który będzie trwał, choć zmienia się świat. Ktoś inny wciąż czytał będzie instrukcję z biurka partyjnego sekretarza, owijając ją tylko w nowe, tym razem genderowe opakowanie.
A ta instrukcja jednak podobna jest „plewom”, które – jak pisze Psalmista –
… się walają przy ziemi,
A wiatry, gdzie jedno chcą,
wszędzie władną jemi.
- - - - -
PS. Wyszła niedawno książka o wydarzeniach we Włoszczowej Anno 1984: "Wokół strajku o krzyże w Zespole Szkół Zawodowych we Włoszczowie w 1984 roku", Drukarnia "KONTUR", Włoszczowa 2012 [zob. też tu]


Komentarze
Pokaż komentarze (3)