"Moskwa musi powiedzieć Zachodowi: Zaatakujecie Syrię z pogwałceniem prawa międzynarodowego, my zajmiemy kraje bałtyckie" - pisze niejaki ruski ekspert Aleksandrow [tu - a przekład zaczerpnięty z GazWyboru, tu].
I dodaje, że połowa obywateli Pribałtiki przywitałaby ruskie tanki kwiatami: "Myślę, że rozmieszczenie wojsk rosyjskich nad Bałtykiem będzie się wiązało z minimalnymi stratami, jeżeli w ogóle jakimiś".
Krótko mówiąc - doczekaliśmy się.
Pewno, że to tylko ekspert, a nie przedstawiciel rządu. Ale takich głośnych głosów takich "ekspertów" chyba dotąd nie było. Jest to - mam nadzieję - technika drzwiami w twarz, czyli typu "my mówimy o wkroczeniu do Pribałtiki, a jak wykonamy połowę lub ćwierć tego zamiaru - to wy będziecie sie cieszyć, że nie jesteśmy tacy straszni". Co oznacza ćwierć takiego zamiaru - morzemy tylko pomarzyć.
Bo czy wyobrażacie sobie Państwo wkroczenie Rusków do Pribałtiki? A do Polski? Co do mnie, nie wyobrażam sobie. Ale tylko dlatego, że nie chcę. Bo to jest to, niestety, całkowicie wyobrażalne - w momencie rozkręcenia konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Nawet bez zamachu w Smoleńsku Rosja wiedziała, że tak można.
1023
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (18)