1.
Jak oceniać, reagować i tak dalej, na spalenie nieszczęsnej, czy też (że zacytuję klasyka) pedalskiej tęczy na Placu Zbawiciela?
Posłużę się analogią.
2.
Jakiś czas przed powstaniem styczniowym namiestnik carski, książę Gorczakow, zaniepokojony wrzeniem w Królestwie Polskim, zapytał artystokratę i autorytet „białych”, hrabiego Andrzeja Zamoyskiego: „Co zrobić, żeby uspokoić ten kraj?” Krótka odpowiedź brzmiała: „Opuścić go”.
3.
Pewnego dnia inny namiestnik Królestwa Polskiego z ramienia cara, Wielki Książę Konstanty Nikołajewicz, wychodząc z warszawskiego teatru – został postrzelony przez zamachowca, jednego z „czerwonych”. „Biali” pospieszyli z kondolencjami i wyrazami współczucia. Hrabia Andrzej Zamoyski osobiście pofatygował się do Belwederu.
Natomiast „czerwony” Komitet Centralny (przyszły powstańczy Rząd Narodowy) ogłosił w swoim podziemnym piśmie: „nie jesteśmy zwolennikami zamachów na życie”, ale... zamachowców nie potępił. Uznał za to ich heroizm. Oraz potępił tych, którzy złożyli Wielkiemu Księciu kondolencje.
4.
Dla Polaków – namiestnik carski była to w Ojczyźnie persona non grata. Jak w ogóle Moskale. Ale zamach na moskiewskiego namiestnika musiał szokować wszystkich, którzy jako chrześcijanie i ludzie honoru brzydzili się skrytobójstwem.
5.
Nie zmieniło to faktu, że hrabia Andrzej koniec swego żywota spędził na wygnaniu. I że należący do niego dom– z kórego rzucono bombę na innego carskiego namiestnika, hrabiego Teodora Berga–został mu odebrany, wyrabowany, a znalezione w nim sprzęty i wszelakie cenne kolekcje carscy żołdacy cisnęli na bruk i spalili na stosie.
Czy warto było, panie hrabio, być grzecznym dla namiestnika? Owszem, na pewno było warto. Skoro wiara i honor to nie są czcze słowa, to tak.
6.
Tęcza na Placu Zbawiciela to taki sobie namiestnik – tyle tylko, że nie państwa carów, lecz europejskiego homolobby. No i nie jest człowiekiem, więc jej podpalenie nie jest zbrodnią, lecz przestępstwem.
7.
A teraz sparafrazuję oświadczenie Komitetu Centralnego: „nie jesteśmy zwolennikami popełniania przestępstw”. Ale…
Ale też skądinąd obowiązują zasady chrześcijańskie. Obowiązuje też trzymanie się honoru. Tym niemniej wobec niektórych pytań należy, choćby metaforycznie, przywołać również odpowiedź Pana hrabiego Andrzeja Zamoyskiego, chrześcijanina i człowieka honoru. Pamiętacie Państwo, jaką odpowiedź?„Opuścic ten kraj”. Bo ostatecznie - choćby i metaforycznie - nie ma w tym krajumiejsca jednocześnie: idla szlachetnego hrabiego Zamoyskiego, i dla carskiego namiestnika. Albo, albo. Nawet, jeśli pan Andrzej potępia strzelanie do namiestników. Oni i tak nie odpuszczą. Więc i my nie możemy carskim namiestnikom odpuścić. Choćby metaforycznie, ale jednak nie możemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)