[…] Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały?
– Przeciwko kilku myślom... co nienowe!
[C.K.N.]
Pani Inga Iwasiów, nauczyciel akademicki i znana literatka (nominowana do Nike, a jakże) napisała właśnie tekścik o zakłóceniu wykładu ks. Bortkiewicza przez chłopca w złotej sukience. Z tekściku wynika, że policja może i powinna usuwać z terenu uczelni faszystów zakłócających wykłady, ale od genderowych bojówkarzy – wara.
Cytat [stąd]:
Samo twierdzenie, że przemoc instytucjonalna jest tak samo usprawiedliwiona, gdy trzeba wyprowadzić faszystów i chłopaka w złotej sukience jest manipulacją. Policja bije w obu przypadkach w imieniu państwa, które zostaje wpuszczone na eksterytorialną przestrzeń uniwersytecką. Czy sukienka zagraża temu państwu tak samo jak faszystowskie, antysemickie, rasistowskie hasła?
No tak. Bo przecież genderowi bojówkarze działają w słusznej sprawie, odbierając głos tym, którzy na uczelniach zabierać go nie powinni. Oczywiście, tryb dochodzenia do takiego wniosku nie jest prosty jak cepy, raczej tak prosty jak sidła kłusownika. Są i inne kwiatki:
Moim zdaniem Uniwersytet nie jest miejscem głoszenia każdych poglądów, choć niestety jest. Uczelnie zasłaniają się nie tylko ideą wolności, ale też potrzebami finansowymi – pozwalają głosić antydarwinowskie herezje, wynajmują sale pajacom i hochsztaplerom.
Nie zamierzam zwracać się do tej pani, ani z nią dyskutować. Gdybym zgodził się z nią, że uniwersytet nie powinien dawać głosu „pajacom i hochsztaplerom”, zagroziłbym jej stanowisku na uczelni, więc się powstrzymam. Ale zgodzę się przynajmniej co do tego, że z (intelektualnymi?) bandytami się nie dyskutuje. Bo z doświadczenia uczelnianego wiem, że dyskusje z genderystami są zasadniczo mało sensowne. Brak wspólnego mianownika. Inne światy. Tak głęboko tkwią w fałszu, tak boją się wejścia na wspólną platformę rozmowy – nie da się. I wreszcie człowiek czuje, że nie ma po co kłapać paszczą – bo koń jaki jest, każdy widzi.
Ale okazuje się, że to też zła taktyka: milczenie. Teraz się okazuje. Tym samym zamiast dyskutować biję się w piersi: bo wierzyłem, że co jak co, ale wolność nauki nie zostanie przez gender zanegowana.
Myliłem się. Pani Iwasiów pisze, że „uczelnie zasłaniają się ideą wolności”.
A ja myślałem naiwnie, iż przyjętym będzie nadal, że wejście na drogę akademicką upoważnia do poszukiwania prawdy wedle swojego sposobu. Że można się nie lubić, że można sobie nagadać, że można wzajem uważać się za hochsztaplerów, głupców i pajaców, ale nie można zabronić sobie wzajemnie gadać, że nie można bojówkarzom nakazać: tak, atakujcie go, na uczelni, w czasie wykładu.
Myliłem się.
Myliłem się też co do czego innego. Otóż jak dotąd zachowywałem się raczej tak, jakby dyskusje uniwersyteckie nie miały mieć wpływu na życie jako takie, poza uniwersytetem. No, chyba, że na życie prywatne akademików, ale co mi do tego.
Ale i tu myliłem się. Grubo.
Pozwalając na rozplenienie gender na uczelni – zaakceptowaliśmy milcząco fakt, że jego akademicką ambicją jest właśnie wyjść poza linie akademickiej dyskusji, poza mury uniwersytetów - że chce zmieniać świat. Drastycznie, radykalnie zmieniać. Per fas et nefas.
Co gorsza: im się wydaje, że już go zmienili. Że to, co czynią, to rzecz nieuchronna, że się tego nie odwróci. Jakbym słyszał naszą wykładowczynię od marksizmu (studiowałem w latach ’80): konieczność dziejowa. Bo przecież o to chodzi pani Iwasiów, gdy pisze, że przeciwnikom gender -
Chodzi o to, by na siłę przytrzymać ludzi w fantazmatycznych rolach, które dawno uległy modyfikacji. Nie dewastacji, lecz cywilizacyjnemu przeobrażeniu. Nikt tego nie powstrzyma […]
Dobrze Państwo przeczytali:„na siłę”. Ta jest. Dlatego już teraz trzeba obawiać się całkiem na serio, że niedługo zapragną zwalniać nas z pracy i zamykać w rozmaitych zakładach – od psychuszek do więzień. Żebyśmy nie próbowali robićniczego „na siłę”. Legalna siła musi być przecież zarezerwowana dla zwolenników„postępu”. Nie, nie, niekoniecznie bardzo agresywna. Tylko trochę. Taka z prokuratorem i komornikiem w tle. Taka siła z pobłażaniem, ale jakże rzeczywista. Jak z propagandowych, komunistycznych filmów z lat 50. Taki właśnie program tkwi w podtekście notki pani Iwasiów. Oni ten program zrealizują, jeśli im na to milcząco pozwolimy.
PS. Na wszelki wypadek wyjaśniam, że słowo „naukowiec” zostało użyte w tytule tej notki w znaczeniu „naukowo-dydaktyczny pracownik uczelni”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)