Z czym wiąże się profanacja w Kalwarii Pacławskiej? Czy jest to jakiś znak szczególny?
Niby niekoniecznie. Niby redaktor Terlikowski (vide strona Frondy) mocno, jak piszą poniektórzy, przesadza. Przecie w ciągu obu tysiącleci wizerunki Pana Jezusa, Jego Matki i świętych Pańskich nader często bywały obiektem ataku. Jeszcze większą nienawiść wzbudzał i wzbudza Najświętszy Sakrament – Ciało Pańskie. Nihil novi, tak było i tak będzie po koniec świata.
A skoro było tak od zawsze i będzie, czyż jest się czym przejmować? Owszem, jest: bo tego rodzaju ataki to – bardzo często – wyraźne signum temporis. Znak czasu.
I mimo, że już kilkakroć to pisałem, ale jednak przypomnę. Sprawa dotknęła mnie bowiem szczególnie–w czasie, gdy pisałem o małym wiejskim kościółku w Kicinie pod Poznaniem.
Zabierając się za pisanie wiedziałem, że wiosną 1981 roku, w dniach wzmożonego napięcia, gdy narastał konflikt pomiędzy „Solidarnością” a komunistami i lada chwila miał rozpocząć się strajk generalny (a groził też stan wojenny, ostatecznie wprowadzony dopiero w grudniu) – jakiś umysłowo chory człowiek włamał się do świątyni, wyjął kielich z tabernakulum, strzaskał go, konsekrowane Hostie częściowo spożył, częściowo porozsypywał, a monstrancję, dwie puszki i kustodię zabrał ze sobą, aby wkrótce potem porzucić je nad niedalekim stawem.
Ksiądz Proboszcz Zbigniew Pawlak głęboko, nie: raczej ciężko przeżył to wydarzenie. Kto znał tego pobożnego i mądrego kapłana, tym bardziej zrozumie, co mógł wtedy czuć. Odprawił też specjalne nabożeństwo przebłagalne.
Nie wiedział jednak wówczas ksiądz Zbigniew, że nie było to pierwsze wydarzenie tego rodzaju w dziejach świątyni, w której posługiwał. Dopiero gdy z jego błogosławieństwem pochyliłem się nad kronikami parafii – obaj dowiedzieliśmy się, że latem roku 1920, gdy bolszewicy podchodzili pod Warszawę, ktoś popełnił podobne świętokradztwo. Nieznany sprawca włamał się do wnętrza świątyni, otworzył tabernakulum, zrabował srebra kościelne, zbezczeszczone Hostie rozrzucił.
Oba zdarzenia nastąpiły w chwili, gdy Kościołowi i Rzeczypospolitej groziło wielkie niebezpieczeństwo. Gdy rosło napięcie na wiadomej linii.
A dziś – Kalwaria Pacławska. W jednej z kaplic tamże potrzaskano obrazy ukazujące Matkę Boską i Pana Jezusa. W obrazie Matki Boskiej – wypalono Jej Oblicze. Piszę w formie bezosobowej, bo sprawców, zdaje się, aż dotąd nie znamy. GazWybor pisze o wandalach [tu]. Redaktor Tomasz Terlikowski na ww.fronda.pl [tu] widzi w tym wydarzeniu znak czasu, znak nasilającej się "walki o dusze Polaków".
Ja podobnie. Stąd moja notka jest tylko przypisem do tego frondowego komentarza. I to tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)