Sprawa jest dość prosta i haniebna. Na wykład prof. Bortkiewicza w murach Uniwersytetu Ekonomicznego (UE) w Poznaniu w dniu 5 grudnia AD 2013 przybyła bojówka „genderowców” (nazwa robocza, dlatego w cudzysłowie).
Bojówkarze nie pozwolili na wygłoszenie wykładu, a ich lider przebrany w sukienkę skakał po profesorskiej katedrze. Wobec tej patowej sytuacji organizatorzy poprosili publiczność o przejście do innej sali; zawezwana przez rektora UE policja zatrzymała bojówkarzy i wyprowadziła, a po przesłuchaniu wypuściła. Mają teraz sprawę w sądzie.
I stąd sprawy ciąg dalszy. Otóż według grupy poznańskich pracowników nauki, którzy napisali w tej sprawie otwarty list, rektor UE nie miał prawa wezwać policji - bo sprzeciwiałoby się to statutowi uczelni. Ponadto – co cały czas śledzi GazWybor – podczas policyjnej interwencji miał zostać użyty paralizator. Nie należał on do urzędowego wyposażenia funkcjonariuszy – był to sprzęt prywatny, który w rękach policjanta nie powinien się znaleźć.
To oczywiście naganne. Tylko, że – dodajmy – nikomu nic się nie stało i użycie paralizatora nikomu na szczęście nie zaszkodziło; a choć bojówkarze stawiali momentami czynny opór, akcja – jak na policyjną – była superpokojowa. Sławetne użycie pałek o ile wiem, nie miało miejsca, choć policjanci mieli i pałki, i kaski, no, w ogóle wyglądali groźnie. O tym ostatnim wiem, bo byłem tamże sam i widziałem.
Przede wszystkim jednak nic nie usprawiedliwia zagłuszania wykładu i skakania po profesorskiej katedrze przez bojówkarzy. Jeśli cos powinno zostać ukarane - to właśnie ten wybryk.
A jednak spore grono utytułowanych pracowników nauki wspierało akcję bojówkarzy i wspiera ją nadal. Nie zawsze mówią i piszą o tym wprost, ale część z nich była, widziała i zapewne – ba, to prawie pewne – współorganizowała, choć taki zarzut jest tylko niezwykle prawdopodobnym (wobec obserwacji poczynionych na miejscu wykadu) podejrzeniem.
Teraz wespół z Gazyborem osoby te głoszą – że jest rzeczą wielce niesprawiedliwą, iż „za paralizator tylko nagana, za protest sprawa w sądzie” (tu)
Niestety. Mamy do czynienia z nową generacją politruków na naszych uczelniach. Przykro to pisać – zwłaszcza, że są pomiędzy nimi moi niekiedy bliscy nawet znajomi (i także dawni opozycjoniści) – ale tak niestety jest. Faktów odmienić się nie da. I co z tym teraz zrobić?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)