Tak: uderz pasterza, a rozproszą sie owce. Bolesne, że uderzył właśnie nowy prowincjał dominikanów wygłaszając w wywiadzie dla GazWyboru [TU] - niemądre słowa; przecież chyba zdawał sobie sprawę, że mogą one wywołać burzę, która swoja drogą już sie zaczęła [TU i TU, a dziś - 20 II -TU]. Wszystko to złym jest znakiem nie tylko dla zakonu, ale i dla Kościoła w Polsce. Żeby określić to delikatnie, piszę tylko tyle. Piszę z podwójnie ściśniętym sercem, bo wszak jestem wychowankiem dominikańskiego duszpasterstwa. Znam też rzeczonego prowincjała, który jest przyjacielem moich przyjaciół. Znam jakże wielu wybitnych i pobożnych dominkanów. Ale niestety - słowa prowincjała nie zaskoczyły mnie nadmiernie. Przecież w naszym środowisku - środowisku dawnych duszpasterzowiczów, a dzisiejszych dominikanolubów - huczy nie od dziś i nie od dziś serce się ściska. Symptomatyczne, że ostatnio miesięcznik polskiej prowincji dominikanów "W drodze" przestał współpracować z o. Janem Górą, dominikaninem przecież... Wśród współpracowników tejże redakcji brak wielu innych, ważnych niegdyś dla tego intelektualnego kręgu osób. A część z wychowanków od dawna już omija szerokim łukiem (zwłaszcza niektóre) kościoły dominikańskie. Dlaczego? Nadal czujemy więź i sentyment. Ale niestety, o ile znam moje środowisko - nie czujemy najmniejszej więzi ze słowami prowincjała, które wygłosił w wywiadzie dla GazWyboru. Czujemy zażenowanie, pieczenie w gardle. Co gorsza, widzimy i wiemy, że w zakonie po prostu źle sie dzieje, a dzisiejszy wywiad jest tego publicznym dowodem. Dowodem niepublicznym są słowa tych, którzy sytuację obserwują z wewnątrz. "Żal duszę ściska, serce boleść czuje". I co dalej?
1250
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)