Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
981
BLOG

BYLIŚMY NA DŻEKU STRONGU: pochwała i żal

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Kultura Obserwuj notkę 16

 Tak, byliśmy...mimo że z początku nie mialem najmniejszej ochoty na oglądanie płodu tworcy "filmu na P". Zachęcily nas jednak pozytywne recenzje znajomych. I nie żałuję, ani nie żałujemy (rodzinnie - bo jak rzekłem, poszliśmy rodziną). Faktycznie. Mniej więcej od połowy film trzyma w napięciu, napięcie wzrasta, zaś realia komuny - Warszawa lat 70/80, postaci ruskich i polskich generalow... sceneria... mieszkania z tamtych lat.... tak, tak, to jest tamto. Tamto, co znam, co pamiętam... Ta część filmu godna podziwu, cały zaś wart uwagi i wzruszenia.

A poza tym, czy może przede wszystkim, jest to jeszcze film z gatunku tych "pożytecznych", czyli odklamujących.

Niestety - dodam ze dwie łyżki dziegciu. Początek - dialogi polskich oficerów o sytuacji politycznej, o gdanskiej masakrze - rodzinne dyskusje o tym i tamtym... sztuczne, podręcznikowe, papierowe, żenujące. Wiem, że podobaly się prof. Cenckiewiczowi - bo pokazują prawdę. Tak. Mówią o tym, jak było. Tylko że tak wtedy ze sobą nie rozmawiano. Tu zgubiono inną prawdę - którą kiedys potrafiły dobrze pokazać dawne filmy Andrzeja Wajdy; teraz  i jemu skończył się wątek - np. dialogi w Katyniu są jakże często ahistoryczne do bólu. Pisali je ludzie, którzy znają tamtą epokę z książek, no i najwyraźniej nie czują jej. A reżyser najwyraźniej nie miał już ochoty ich poprawiac... i zostało jak zostało. Tak powstają dziś liczne filmy fałszujące dawną rzeczywistość w warstwie jej codzienności, choc "słuszne" jeśli chodzi o wydźwiek ogólny... a ja takich raczej nie lubię. Na szczęście Dżek Strong od pewnego momentu broni się aż nadto, tylko początek żenuje, co troszkę boli.  

Żeby było jasne -  nIe jestem wcale za jakimś absolutnym "historyzmem", bo można być zupelnie "ahistorycznym", no i bywa, że trzeba; to prawo i czasem obowiązek artysty. Tyle, że w ahistoryzmie, anachronizmie winien zawsze tkwić jakis pomysł, nie zas zwykła nieudolność. Dopiero gdy jest pomysł - to wiemy, że anachronizm nie wynika z nieświadomości, ale z zamysłu; zwykle wtedy bawi, uczy, wzrusza. Jest nie tylko usprawiedliwiony, ale i pożądany. Kiedy indziej - bywa żenujący... Tak jak tu (choć tylko w połowie filmu). 

I tyle. Czekamy zatem wciąż jeszcze na mistrza, ktory będzie umiał dobyc odpowiedniego tonu - póki żyją jeszcze uczestynicy tamtych wydarzeń... Póki wiemy, jak sie rozmawiało, myślało... Czekam na to.

  

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Kultura