22 obserwujących
1056 notek
432k odsłony
  18   0

Ułamać opłatek miłości - Część II

Zygmunt Jan  Prusiński
Zygmunt Jan Prusiński

UŁAMAĆ OPŁATEK MIŁOŚCI - część druga

Dział: Kultura Temat: Literatura



Zygmunt Jan Prusiński


IDZIE MONA LISA ULICĄ KASZUBSKĄ W USTCE

Kilkanaście minut temu widzę przez okno
jak idzie Mona Lisa uroczo ubrana
a za nią w odległości piętnastu metrów
jej ukochany mężczyzna z balkonikiem –
zatrzymałem wzrok
obrysowałem kopię ołówkiem
na lata przyszłe by pamiętać tę scenę
to niczym dama prowadząca pieska
aż szkli się okno ze zdziwienia
pada blask na schorowanego inwalidę
dwie nogi jakby skręcone i cichy wiatr
ta niedołężność kipiała by dokonać
sztukę przejścia po ostatnim wysiłku –
gdyby nie ten przyrząd na kółkach
zwaliłby się mężczyzna na ziemię
a kobieta Mona Lisa znikła z obrazu
nawet się za nim nie odwróciła
może ze wstydu – jak to sądzić?

Dobrze że akurat śpiewał Robert Palmer
swój przebój z lat 90’ Mercy Mercy Me –
bo bym pognał za nią i spalił ją na stosie!

18.08.2021 - Ustka
Środa 15:05



ZACZEPIŁA MNIE MONA LISA NA ULICY

Była szczera – dosłownie powiedziała tak
(pragnę cię panie od dawna – obserwuję ciebie
od lat – podobasz mi się tak bardzo że chcę
przekazać ci moją miłość)…

W okopach wstydliwości w epoce manier
zbyt egoistycznych nie mam czasu na te robótki
choć potrzeba dokucza moje ciało – odwykłem
od romantyzmu jak szklana mistyfikacja
może spaliłem wiarę że kobieta jest warta
tych przeżyć – na pewno wyrosłem z tej animozji
szlakiem drogi samotnej ku końcowej pauzy
dlatego maluję tylko brzegi rzek i nagie nimfy w poezji.

Od kobiet odpoczywam - mam zasadniczy spokój -
w mojej krainie nie ma ładnych kobiet...

27.08.2021 - Ustka
Piątek 7:12



Wiersz z książki "Ułamać opłatek miłości"


______________________________________________________



O wierszach Weroniki Romańskiej

Recenzja


Zygmunt Jan Prusiński


W PAMIĘCI MAM ZARYS SKRZYPIEC


Będzie to ostatnia część recenzji opracowana dla 14-ście wierszy które wybrałem z twórczości Weroniki Romańskiej. Powinna się autorka cieszyć że jest taki krytyk w mojej osobie bo inni nie piszą do poszczególnych wierszy, co jedynie opisują tomiki poezji. Aczkolwiek to jest mój warsztat - lubię pisać recenzje.

Oto wiersz "Zapamiętasz":

"Patrzysz, wiem.
To nie triller. Budujemy napięcie.

Jak pies wzdychasz.
Tylko nie wyj do księżyca. (...)

Ustami muskasz mgłę. (...)

Oddech wchodzi w rytm
nazwijmy go nietaktem.
A teraz obnażam się.

Tajemnica zostaje odkryta"

- Och te różne gry, kobieta i mężczyzna, ile jest woli zdobywania, każdy dryfuje, narzuca moc by skorzystać z dobrodziejstw jakie ma ciało, ona jego on ją, szukają się choć są obok siebie. Potem jest regułą. Powszechne wibracje, czasem kłamstewko unosi się jak dym z papierosa. Ona grzmi: "Tylko nie wyj do księżyca"., a (piesek) posłucha. Na tym polega znużenie. Dlatego kobieta powinna mieć czterech mężów a mężczyzna cztery żony. Jestem pewny że rozwody znikłyby w sądach.

Wiersz "Hotel jak grejpfrut" od razu go zauważyłem jako dopracowany utwór i jestem pewny że tempo napisania nie zatrzymało w którejś części tego wiersza. Na pewno Weronika Romańska była na coś lub na kogoś wkurzona, bo tu naprawdę dzieją się niesamowitości. Burzliwy początek:

"Świeczuszki, lampeczki, pierdołeczki.
Prawie uwierzyłam w klimat jak ze snu... (...)

Przy barze kelnerka.
Z kijem w dupie stoi sztywno. (...)

Za dychę na godzinę można
sobie kupić kukłę. (...)

Prezes. Widzę po figurze,
że wszystko w życiu zaokrąglił. (...)

W toalecie drze ryja na sprzątaczkę
i wyciera czoło papierem trzy warstwowym
miękkim. (...)

Gdyby wszystko w życiu wracało
właściciel byłby świnią a ja
dywanem na klatce schodowej.
Chodziłyby po mnie
buty już z błota wytarte."

- Potrafi autorka zaskoczyć. Fabuła nastrojowa, hotelowy blues. Umie zauważyć drobne szczegóły które stają się ważne w jej poezji. Wiersz "Przyciąganie" i "Wszyscy wielcy moraliści" zostawiam w idealnym spokoju. Ale jest co czytać, bo poetka jak wcześniej napisałem, nie tworzy cukierkowych smaków. Ma w sobie taką armatkę i każdemu który na to zasłużył, trafia celnie, w tym społecznym zidiociałym ich banałem. Niby receptą na życie...

- Poetka Weronika Romańska kieruje się swoją czułą inteligencją i za to jej dziękuję.

Ustka. 29.4.2015



__________Część piąta_________



Weronika Romańska – wiersze


17 listopada 2020



Opowiem ci wszystko we śnie, a zacznę od tego, że jesienne dni wcale nie są tak ciężkie, są raczej jak zmoczone skrzydła motyla w spoczynku. Wiesz, że jeśli zacznie się teraz szamotać, to już nigdy się nie uniesie. Pył z jego skrzydeł spłynie i splami, ale tylko na moment, wszystko z czym miało styczność.
Jesteś tym który rozciera go w palcach i obserwuje.
 Wejdź i rozgość się, a ja cię oprowadzę. Widzisz te szare ulice? Ciemność robi szpagat nad przemoczonym miastem.


słowa Dorotki

Ta noc jest brzegiem stłuczonej szklanki
po której stąpa, a wchodzi głęboko. Ciemność
nie ma w sobie nic

z litości. Czarne, soczyste babie lato strąca
z warg resztki wilgoci. Strach bywa powiernikiem
i go pyta wciąż,

czy jej nie skrzywdzi. On strzeże alabastrowych
połaci pól i stoi, gdzieś pomiędzy granicami
jej fantasmagorii. Chciał

być powiernikiem lecz się bał.
Czy go nie skrzywdzi.



deszczyście

Siedzi na parapecie okna swojego domu. Pierwszy
niedopałek trafia do rynny. Wiatr zdmuchnął z koron
resztki mroku. Miedzy nim, a dniem jest jakaś
niespojność, którą trzyma w dłoniach, mimo,

że są puste. Kawa na czczo, na dwa łyki
wywołuje odruch. Między nią, a nocą bywa
wieź, jakiej nie potrafi pojąć i odbija jej się
w poparzonych ustach.


Alicja dorosła

Między przystankiem, a hotelem przyśpiesza kroku. Nerwowo
palcami w kieszeniach, próbuje dotknąć kluczy. Alicja
ma w pracy szafę, a w niej tajemne przejście. Zasłania je
bielą prześcieradeł, które po kolei głaszcze. Bawełniany

mur. Mówią, że ma swój świat. Dziwaczka. Ona wypada czasem
na korytarz i patrzy rozmydlonym wzrokiem, zwyczajnie
nie wierząc, że ominęła ją rzeczywistość. Bywa pytając,
dlaczego boimy się bardziej Boga, od Diabła i siebie.


gdybyś był

w tej co ja rzeczywistości, to może nie bałabym się tak
końca świata. Nie będzie i nie będziesz dlatego wmawiam nam
sen w którym cierpienie uszlachetnia i że to nie banał
kiedy piszę o tobie wiersz. Zrozumiałam co znaczy chcieć
utopić się w czyichś źrenicach. Musiałbyś mnie wpuścić. Tam
gdzie nigdy, nikogo poza wszystkim czego lękasz się
i ukrywasz

przed załamaniem światła. Drobny chłopiec klęczy w modlitwie
do wymyślonego boga, bo prawdziwy zawiódł. Jeśliby mógł
nie wychodziłby spod łóżka, zgubił się w miękkiej sierści kota,
może przez noc zapomni o nim ziemia, bądź spełni w końcu
ktoś jedno z jego życzeń. Nienawidzi kiedy śmieją się
i zapachu domu. Rysuje właśnie na pożyczonej kartce buty
bez dziur. Pulsacja w której dotąd realny był jedynie szloch.

świat
nierealne przejścia
rodzaje ciszy


Weronika Romańska

Zobacz galerię zdjęć:

Zygmunt Jan  Prusiński
Zygmunt Jan  Prusiński Zygmunt Jan  Prusiński Muza Poetycka Muza Poetycka
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale