METAFORY ZE SNU - część czternasta
Dział: Kultura Temat: Literatura
Aforyzmy Zygmunta Jana Prusińskiego
* * *
Bajecznie dla mnie trwają te dni
roboty w mieszkaniu i remont
ale i tak jestem szczęśliwy
czas przyjazdu bliski.
* * *
Rzekomo lubię prać więc piorę
i twe majtki dwie pary ukryte w torbie
co za mody wprowadzam piorąc
szarym mydłem z okresu PRL.
* * *
A co do miłości to niczym motyl
szykuję się do wiosennych nocy.
* * *
Czekam na powrót do domu
zapachnie wreszcie kobietą!
* * *
Nie odwracaj się jak to robi mgła
spójrz w moje błękitne oczy -
w nich jest odbicie jak w lustrze
nigdy nie wątpij bo z motylami
jestem od dzieciństwa zaprzyjaźniony.
* * *
Eskapada uczuć ma siłę wiosny
w kamieniach śród szczelin tkwią
zapędy uroczych słów - niepodzielnie
rozbrzmiewa jakby powracające echo
tam znalazło miejsce dla siebie.
* * *
Niedomówienia gaszę jak świecę
w obiegu pozostawiam pieśni -
choć żadna niedokończona bym
mógł być pewny - w ograniczonej
ciszy opowiedzieć o siostrze mgły.
* * *
Wierzytelność jest jaskrawym cieniem
zbyt jestem dojrzałym dębem -
zatem kłębi się we mnie wiosna
taka inna na pewno męska dla ciebie
- byś korzystała o każdej porze
brać to co nazywamy miłością...
* * *
Pozwól że powspominam kochania się w tym miejscu
przy oknie i przy białym parapecie
gdzie na nim układasz niczym na wystawie
gałązki - owoce - słodycze - wazonik z kwiatem.
* * *
A gitarę zawiesiłaś tuż nad nami by zagrała
w trakcie pieszczot naszymi rękami
które krążą po naszym ciele -
jak byśmy byli pierwszą wiosną na północy.
* * *
Przysyłasz mi zdjęcia z Ustronia Zdroju
pokryta ziemia śniegiem i ławeczki pokryte
więc kruszysz ten śnieg kiedy idziesz
moimi śladami w wierszach.
* * *
Może oglądasz się że biegnę za tobą
takie zjawisko może zaistnieć fatamorganą
bo cóż wsiąść do pociągu i przyjechać
i pod Baranią Górą zaśpiewać ci psalm o miłości.
* * *
Okryj się szalikiem i idź w moją stronę
ja zawsze czekam w pobliżu - jestem!
* * *
Gaszenie przyczółka
który był dla nas schronieniem
mogliśmy układać wrzeciona
a twoja jedwabna bluzka
szeleściła w okolicach piersi.
* * *
Wobec rzeczy udanych i mniej udanych
zrywa się o świcie ptactwo
moja ręka została całą noc
między twymi udami - czułaś się bezpieczna.
* * *
Po sąsiedzku zastygł księżyc
był w kolorze białym - znikła złocistość
a ty mi mówisz o rozmarzonych liliach.
* * *
Poszedłem tam gdzie brzozy
graniczyły z dzikim stawem -
dlaczego dziki bo nie miał nazwy.
* * *
Wracając z lilią usłyszałem
jak pokrzywy się kłóciły
która z nich jest ważniejsza.
- Myślałem do tej pory
że tylko ludzie się kłócą...
* * *
Stanisław Grochowiak nie śpi...
Jestem pewny że na wzgórzu będąc
pisze następny wiersz do książki.
* * *
Poeta Stanisław Grochowiak
spaceruje warszawskimi ulicami wieczorem
tam gdzie bywał zagląda choćby do Flisa.
* * *
Stanisław Grochowiak - przy nim
Zbigniew Jerzyna i Roman Śliwonik -
trzej muszkieterowie w szatach poezji.
* * *
Ale jest okrężna droga by do nich podejść
podać rękę i kielicha z nimi wypić...
* * *
Gustowanie w ramach liryki i przyjaźni -
książki niczym ptaki obłoki dotykają.
* * *
I widzę ich uśmiechniętych - akurat
Stanisław Grochowiak deklamuje wiersz.
A ja jego uczeń w Szkole Aniołów
uczę się jak pisać dobre wiersze.
___________________________________________________________________



Komentarze
Pokaż komentarze