Jesli wszystko "dobrze pójdzie" (z niemieckiego punktu widzenia) powyższy tytuł ukaże się niebawem na pierwszej stronie jednego z wysokonakładowych czasopism niemieckich.
W Niemczech nasila się ruch w kierunku zrzucania z siebie odpowiedzialności za spowodowanie najstraszliwszego kataklizmu jaki spotkał świat - II wojny światowej. To już nie tylko Steinbach, nie tylko "Walkiria" i filmy hollywoodzkie ukazujące rzekomą nienawiść Niemców do Hitlera i "powszechny" opór ze strony "rycerskich" oficerów Wehrmachtu, ale także język.
W Monachium toczy się proces Iwana Demjaniuka, ukraińskiego strażnika z obozów koncentracyjnych. Warto przy okazji posłuchać co się dzieje, ponieważ świetnie to oddaje stan nastrojów i wyraźne ukazuje odchodzenie od linii moralnej przyjętej przez Niemcy po II wojnie światowej. W Niemczech utwierdza się opinia, ze Niemcy swoje już odcierpiały i odpokutowały, odszkodowania wypłaciły (Izraelowi - tak, ale czy Polsce?) i nie muszą się już więcej kajać przed światem.
Jak pisze dzisiejszy "Dziennik", jednym ze świadków w procesie jest "82-letni pochodzący z Polski Thomas Blatt, który zdołał uciec z Sobiboru w czasie powstania więźniów w 1943 roku". Ciekawe, jak ten Żyd, obywatel holenderski, więzień obozu, rozkłada akcenty. O "pomocnikach SS" mówi tak:
"Bez nich Niemcy nigdy nie zdołaliby zamordować 250 tysięcy Żydów" - mówił Blatt "Spieglowi" - "W Sobiborze widzieliśmy więcej Ukraińców niż Niemców i drżeliśmy przed nimi".
Przy okazji pisze się, że jest to "ostatni duży proces zbrodniarza hitlerowskiego w Niemczech". To dość typowe, ostatni wielki proces nie dotyczy Niemca, tylko Ukraińca, i nie niemieckich obozów koncentracyjnych, tylko "polskich". Poza tym, dlaczego "ostatni"? Zbrodnie przeciwko ludzkości nie przedawniają się nigdy. To jednak nie koniec, bo wszystkich zakasowała niemiecka telewizja publiczna ZDF.
"89-letniemu Johnowi Demjaniukowi zarzuca się pomoc w zamordowaniu prawie 28 tysięcy Żydów w polskim obozie zagłady Sobibór" - brzmiał fragment informacji odczytywanej przez prowadzącego poranne dzienniki ZDF.
"Dziennik" przypomina, że ZDF jest drugim niemieckim nadawcą publicznym, obok telewizji ARD. Będzie oczywiście interweniowała nasza ambasada.
Adolf przygląda się wszystkiemu z piekła i zaciera ręce.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)