Trwa w najlepsze wieloletnia kłótnia o to czy zalegalizować, czy nie legalizować marihuany. W Czechach zalegalizowano praktycznie wszystko i świat się nie skończył. Nawet żyje im się lepiej niż w Polsce.
W więzieniach aż ciasno od pechowców złapanych ze skrętem czy workiem "zielska". Pamiętam jak na trzecim roku studiów, mojego przyjaciela aresztowano na 3 miesiące w trakcie juwenaliów, bo znaleziono przy nim kilkadziesiąt gramów marihuany. Nie był to żaden przestępca, nie był to diler szukający klientów w podstawówkach, nie był to facet biegający z bronią za pasem, tylko kształcący się na matematyka, zdolny, zwykły chłopak, który akurat, pech tak chciał, wracał z towarem dla połowy akademika, od zaprzyjaźnionego dilera.
Przygoda z aresztem skończyła się również końcem przygody ze studiami i z matematyką. Obecnie żyje i pracuje za Odrą wraz ze swoją narzeczoną i mówi, że w życiu nie wróci do tego chorego kraju. Los tak chciał, że znalazł pracę 5 kilometrów od granicy z Holandią. Jeździ palić do sąsiadów i jak mówi, nie stresuje się i nikt nie patrzy przez to na niego jak na bandziora i nie nazywa tego patologią.
Jednak pomimo tego, szkoda mi go. Trzy miesiące siedział w celi ze złodziejami, a następnie marzenia o karierze nauczyciela matematyki w liceum, skończyły się fiaskiem.
Można powiedzieć, że sam jest sobie winien, w końcu wiedział że jest to zabronione przez prawo. Owszem, wiedział, ale tak samo jak ja uważał że to prawo jest idiotyczne i nie należy go respektować.
Poruszę swój przykład. Obecnie jestem żonaty i mam małe dziecko. Pracuję "umysłowo", skończyłem dwa kierunki studiów. Jak większość rodaków spłacam kredyt na mieszkanie, rachunki, staram się wiązać koniec z końcem i od czasu do czasu pozwolić sobie i rodzinie na drobne przyjemności. Żyjemy jak na razie dostatnio i nie mamy powodów do narzekania. W pracy czuję się dobrze, pracodawca szanuje mnie i docenia. Mam mnóstwo zainteresowań, swego czasu zjeździłem większość Europy autostopem, łącznie z krajami byłego ZSRR, co uważam za przeżycie, którego nigdy w życiu nie zapomnę i zawsze będę uważał je za jedno ze swoich "wyczynów" życiowych. Dużo czytam i piszę, ciężko pracuję na życiowe sukcesy, a czasem i porażki. Zwykły, normalny, obywatel.
Nie mam zamiaru opisywać swojego życia, ale dążę do czegoś innego.
Od początku liceum lubiłem narkotyki. Tak, nie wstydzę się tego, lubiłem je. Uwielbiałem wagary, imprezy i narkotyki. Marihuana czy haszysz nie były nawet w kręgu moich zainteresowań. Brałem LSD, amfetaminę, kokainę (aczkolwiek z uwagi na cenę tylko kilka razy) wszelkiego rodzaju pigułki, leki psychotropowe i wszystko inne co "pod ladą" dało się znaleźć.
Nie miałem nigdy przez to problemów ze szkołą, rodziną, znajomymi. Zdałem maturę "śpiewająco" i wcale nie uczyłem się do niej naćpany. Zresztą mit uczenia się po amfetaminie, to dla mnie jeden z najdziwniejszych mitów na świecie i do dzisiaj nie mam pojęcia jak ktoś może się po niej uczyć. Mnie raczej nosiło po całym mieście nocami, nie mogłem ustać w miejscu, a co dopiero usiąść przy biurku do nauki. Wszyscy ludzie, którzy brali razem ze mną uważali tak samo i zawsze bawiły nas telewizyjne reportaże dla mamusiek, którym można wcisnąć każdą bajkę, żeby uważały bo ich dzieci aby poprawić sobie stopnie, mogą sięgnąć po kreskę...
Przechodząc dalej. Na studiach brałem już mniej. Nie dlatego, że zacząłem poważniej myśleć o "problemie" z braniem narkotyków, tylko miałem tam inne towarzystwo. W akademiku spotykaliśmy się z reguły na piwa i flaszkę na korytarzu i nikt za bardzo nie myślał o czymś innym. Owszem, jeszcze kilka razy przy wizycie w rodzinnym mieście i imprezie ze znajomymi, zdarzało się zjeść kilka tabletek czy wciągnąć kreskę, ale nie było to już tak częste jak w czasach liceum.
Skończyłem studia, zaręczyłem się, znalazłem dobrą pracę, następnie narzeczona zaszła w ciążę. Kupiliśmy mieszkanie, wyremontowaliśmy je i tak sobie żyjemy, spokojnie z dnia na dzień. Ostatni raz brałem cokolwiek może na 3 roku studiów, czyli wiele lat temu...
Jakie jest zakończenie? No właśnie, sęk w tym że żadne. Nie czułem i nie czuję się od niczego uzależniony, moim największym problemem w życiu były PAPIEROSY, które udało mi się rzucić, dopiero po zakupie jego elektronicznej wersji. Dalej truję się nikotyną, ale przynajmniej odchodzą substancje smoliste i smród.
Czy znam ludzi którzy zniszczyli sobie życie przez narkotyki? Owszem, znam. Znam również takich, którym życie zniszczył alkohol i jest ich znacznie więcej. Czy alkohol jest zły? Czy należy wprowadzić prohibicję? Po pierwsze, to nie alkohol jest zły, to ludzie nieumiejętnie i źle, z niego korzystają. Po drugie wprowadzenie prohibicji stworzyłoby nowy, czarny rynek, na ogromną skalę, a łapę na nim położyliby gangsterzy. Tak samo jak obecnie z narkotykami.
Czy wszystkie narkotyki są bezpieczne? Nie, żadne nie są bezpieczne. Jedynie osoba, która je bierze, decyduje jak daleko się posunie. Tak samo jak wiemy, że nie można pić alkoholu przez rok, dzień w dzień, bo grozi to poważną chorobą alkoholową, tak samo zdajemy sobie sprawę że są narkotyki bezpieczniejsze niż inne oraz bardzo niebezpieczne, uzależniające bardzo szybko, takie jak heroina, czy kokaina.
Czy granica jest trudno wyczuwalna? Uważam, że nie. Tak samo jak i z alkoholem, granice trzeba wyznaczać sobie samemu i zauważać gdy zbliżamy się do jej przekroczenia. Wszystkiego należy używać rozsądnie i z umiarem. Uważam że w pełni da się to również dostosować do narkotyków.
Dlaczego narkotyki są nielegalne, a alkohol legalny? Ba! Już nawet nie narkotyki całościowo, ale dlaczego nielegalny jest praktycznie najmniej uzależniający i najmniej szkodliwy dla społeczeństwa i zdrowia człowieka, jakim jest marihuana? Proszę uczciwie odpowiedzieć, ile mamy zabójstw, bójek, wypadków drogowych i tragedii rodzinnych przez alkohol i przez marihuanę, a następnie uczciwie zadać sobie pytanie. Co jest bardziej szkodliwe i dlaczego skoro alkohol jest legalny, marihuana legalna już być nie może?
Dlaczego papierosy które zabijają rocznie miliony ludzi, są dostępne dla każdego, a marihuana której nie da się przedawkować i jest mniej rakotwórcza niż one, jest nielegalna i wsadza się za jej posiadanie do więzienia?
Można się kłócić, co do tego czy narkotyki są "dobre" czy "złe", tak samo jak można się kłócić co do tego czy alkohol i papierosy są "dobre" i "złe", jednak zawsze dojdziemy do tego samego wniosku. To nie używki są złe, tylko ludzie źle z nich korzystają, a już całkowitym szczytem hipokryzji jest zamykanie w więzieniach ludzi, którzy lubią sobie zapalić trawkę, jednocześnie wspierając i kasując grube miliony na jeszcze większych zabójcach i niszczycielach życia społecznego, czyli alkoholu i wyrobach tytoniowych.
Nie dziwię się, że ludzie protestują, bo albo jesteśmy uczciwi i zakazujemy wszystkiego, albo jesteśmy hipokrytami i robimy kozła ofiarnego z "jaraczy" trawki, a w mediach "lansujemy" się na zatroskanych o dobro naszej młodzieży i dorosłych.
W Polsce praktycznie każdy ma w rodzinie czy wśród znajomych osobę, która jest uzależniona od alkoholu albo umarła na raka z powodu palenia papierosów. Dziwi mnie że naród tak tolerancyjny i cicho przyzwalający na zniszczenia jakie te używki powodują, nagle staje się tak wrażliwy i przestraszony, gdy w grę wchodzi śmieszny susz z konopi indyjskich zawinięty w kawałek papieru...
Nigdy w życiu nie żałowałem że brałem narkotyki. Wspominam to jako czas świetnej zabawy i gdybym miał cofnąć czas, to bez zastanowienia zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
Czy narkotyki są super? Są tak samo super jak alkohol, papierosy i inne używki. To ludzie i tylko ludzie, decydują o tym co dalej się z nimi stanie i jaki wpływ będą mieć na ich życie. To my je sobie niszczymy na własne życzenie, a nie robią tego za nas narkotyki.
Tak samo jak to my jesteśmy odpowiedzialni za wypadki samochodowe, a nie samochody...


Komentarze
Pokaż komentarze (9)