Nie przepadam za Joanną Senyszyn. Już za sam głos jej nie lubię, ale na szczęście jej myśli mogłem tym razem przeczytać na jej blogu, nie będąc zmuszonym do słuchania tego "skrzeku".
Zacytuję na początek część jej wypowiedzi, która moim zdaniem będzie zupełnie wystarczająca aby przejść do podsumowania:
"Czarny dzień. Abdykacyjna decyzja papieża Benedykta XVI to katastrofa dla dwóch Polaków. Nieżyjącego i ledwie żywego".
(...) "w świetle decyzji Benedykta, JPII skarlał, gdyż jawi się jako człowiek ceniący ponad wszystko władzę i kurczowo się jej trzymający"
"Postanowienie JPII o trwaniu do śmierci na Piotrowym stolcu i publicznym konaniu wygląda jeszcze gorzej w świetle ocen zapowiedzianej abdykacji Benedykta. Jest ona przyjmowana jako wyraz wrażliwości, odwagi, odpowiedzialności, samorefleksji, skromności i braku żądzy władzy, których Janowi Pawłowi II niestety zabrakło."
Ciężko się nie zgodzić. Również uważałem za wręcz obrzydliwe, czy też mało estetyczne, trwanie na tronie apostolskim człowieka, który był konający. Ile razy wystawiano w oknie, roztrzęsionego, schorowanego staruszka, ledwo dającego radę wypowiedzieć kilka słów, często ze ściekającą z ust śliną, mętnym wzrokiem i twarzą pomarszczoną z wysiłku. Praktycznie padającego ze zmęczenia. Uważałem to wręcz za nieetyczne.
Janowi Pawłowi II, brakło nie tyle odwagi, co pokory aby ustąpić w odpowiednim momencie. Trwał na swym stanowisku do końca, twierdząc, że to jego krzyż.
Jaki krzyż się pytam? Miliony wyznawców, wielbiących go za życia, stawiających mu pomniki i klękających przy sygnecie wystawionym do całowania? Sztab prywatnych lekarzy, gwardia szwajcarska, służba, mieszkanie w pałacu, kilku własnych kucharzy, podróże po całym świecie. Ja przepraszam, ale to ma być KRZYŻ? To ja poproszę takich "krzyży" ile wlezie. Wezmę na siebie wszystkie z wielką chęcią.
Benedykt XVI to jednak rozsądny człowiek. Wiedział kiedy skończyć i jak skończyć z godnością. Zapewne sam nie chciał być schorowaną "wystawką" w oknie, budzącą litość i współczucie. Za taką decyzję należy mu się uznanie.
Swoją droga, kiedy w końcu na konklawe pójdą po rozum do głowy i przestaną wybierać na głowę Kościoła, ludzi w podeszłym wieku, którzy po kilku latach umierają albo nie są w stanie pełnić swojej posługi?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)