Trwa medialny zachwyt nad nowym Papieżem. Jak zwykle zresztą. A to że taki sympatyczny, tak ładnie się uśmiecha, pomacha, powie "dzień dobry", skromny i nawet ubrał się inaczej. Media jak to media, każdego dnia muszą coś napisać żeby napędzać nakład, a ludzie, po ludzku kupują żeby być bliżej tego "innego" świata", tudzież aby dowiedzieć się jeszcze więcej o swoim duchowym przewodniku.
Co mnie w tym całym zachwycie bawi? Chodzi o jego powody.
"Papież przywitał się z bezdomnymi." "Papież podpisał się na gipsie dziewczynki." "Papież chce pokoju na świecie." "Papież dotknął niemowlaka." "Papież nie mieszka w pałacu..."
Na litość. Czy to naprawdę coś aż tak ciężkiego, wymagającego jakiegokolwiek wysiłku, tudzież nadnaturalnej empatii?
Z całym szacunkiem, ale gdybym miał zapewnione wszystkie podstawowe potrzeby i nie musiałbym martwić się o opłaty mieszkaniowe, o pieniądze na utrzymanie rodziny, gdyby obiady gotował mi prywatny kucharz, a krok w krok za mną chodziłaby ochrona, to też "polansowałbym" się z biednymi, chorymi i dziećmi. Co to za wysiłek?
Wyglądasz za okno, serdecznie wszystkich pozdrawiasz, później schodzisz do "ludu", tu uściśniesz komuś dłoń, tam pogłaskasz niemowlaka po główce, zaprosisz bezdomnych na wyżerkę wigilijną, bo i tak nie za swoje pieniądze, pojeździsz po świecie, pomachasz kolejnym wiernym, pościskasz, przyjmiesz na prywatną audiencję i dasz pocałować się na klęczkach w pierścień...
Ja się grzecznie jedynie pytam. Jakiego to wymaga wysiłku i wyrzeczeń?
Zawsze myślałem że jednak czymś niesamowitym są ludzie, którzy sami chociaż ledwo wiążą koniec z końcem, znajdują jeszcze siły aby pomagać innym. Którzy ciężko pracują, a następnie większość swoich pieniędzy przeznaczają na cele charytatywne (np. Bill Gates).
To już gwiazdeczki z Hollywood od dawnych czasów, wsiadają czasem w samolot i lecą do krajów trzeciego świata, pomagać głodującym. Świętymi ich nikt z tego powodu nie obwołuje.
Owszem. Miło ze strony Papieża że podpisze się dziewczynce na gipsie, że pogłaska niemowlaka czy że wesprze kogoś ciepłym słowem, ale ten cały zachwyt to jest trochę przesadzony.
Zacznę się zachwycać jak Papież dokona czegoś niezwykłego w kwestiach Kościoła Katolickiego, bo jak na razie dalej mamy to samo średniowiecze co za Jana Pawła II i Benedykta XVI. Homoseksualiści są dyskryminowani na każdym polu, kobiety są dyskryminowane, a Franciszek "lansuje" się z markerem i podpisuje gipsy.
Nie tędy droga.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)