A kot niniejszego bloga niepomny napomnień pani do prasy znów zajrzał. I nawet się nie zdumiał, choć nieodmiennie jest przeciw.
Oto służby Ministerstwa Miłości napadły dziennikarzy rejestrujących wizytę ministerialnej służby u - powiedzmy - obywatela Dantona. Ponoć zabrały kamerę, pogniewały się na telefon komórkowy itd. Przejęła się głównie redakcja programu i portal www.niezalezna.pl Reszta - hmmm.... średnio zainteresowana. Kot niniejszego bloga wie, że w dzisiejszych czasach, inaczej niż za rządów poprzedniej, totalitarnej, administracji Ministerstwo Miłości i pokrewne mu służby działają tylko w granicach prawa i na jego podstawie. Każda zaś ich interwencja jest przejawem najgłębszej troski Państwa o jego poddanych. Zaś wszelkie próby rejestracji tych czynności, czy jakiejkolwiek kontroli poczynań Ministerstwa Miłości przez prasę są przejawem totalitarnych tendencji pewnych grup tzw. "publicystów" prezentujących postawę antypaństwową i idących na pasku sił reakcji. Na szczęście są sądy w Rzeczypospolitej.
Kot niniejszego bloga obejrzał newsy do końca. I dowiedział się, że sąd zwrócił akta sprawy osób odpowiedzialnych za stan wojenny do prokuratury. Istniały bowiem braki, których nie można usunąć w toku postępowania sądowego. Jakie? Jeśli wierzyć telewizji - IPN nie przesłuchał Margaret Thatcher, Michaiła Gorbaczowa, Jimmy'ego Cartera i Zbigniewa Brzezińskiego. Ducha Świętego też nie. Jakim cudem sąd doszedł do wniosku, że nie może sam zwrócić się o przesłuchanie tych osób przez sąd zagraniczny w ramach pomocy prawnej (ok, z Duchem Świętym mogłyby być kłopoty) kot niniejszego bloga pojąć nie może. Jakieś racje pewnie są. Może się kocisko kiedyś dowie jakie...
The rest is the silence [------------]
40
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze