Jedyne, co by Indianę Tuska usprawiedliwiało, to odnalezienie i zaanektowanie dla Rzeczypospolitej Eldorado. Nie musiałby, biedaczek, oszczędności po ministerstwach szukać i przydziałów papieru i ołówków obcinać.
Kot niniejszego bloga jest zwykłym myszołownym, a nie żadnym geniuszem intelektu, ale się zastanawia, jakie oszczędności mógłby poczynić Pan Premier, gdyby nie pojechał na ferie do Inków. Taki minister od kultury to pewnie musiał z prenumeraty "Odry" i "Literatury na świecie" zrezygnować, minister od oświaty skasował w ramach oszczędności obowiązek czytania książek (nie trzeba zaopatrywać bibliotek), a Pan Premier lekką ręką półtora miliona na majówkę wydał.
A może... może... może myli się kocisko? Może ta wycieczka to też był fragment planu oszczędnościowego? W końcu mógł na urlop w kosmos polecieć...
Czego serdecznie Panu Premierowi i obecnej obsadzie Zgromadzenia Narodowego życzy kot niniejszego bloga.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)