Dochodzi do tego zwykle biadolenie nad ciężkim losem artysty prześladowanego za swoją orientację i ukrywającego ją, co powodowało frustrację i głębokie cierpienie. Tu kotu niniejszego bloga się felieton Kornela Makuszyńskiego przypomniał. Stało w nim czarno na białym, że jedyną w Polsce osobą, która nie wiedziała o orientacji seksualnej Karola Szymanowskiego była znana erotomanka Zofia Nałkowska. Bidulka, ani rusz nie mogła zrozumieć, dlaczego nie może Karolka uwieść.
Właściwie, to się kocisko temu wszystkiemu nie dziwi. Otóż pamięta kot niniejszego bloga (wiekowa żywina), że w XIX stuleciu też próbowano wytłumaczyć geniusz przyczyną biologiczną, tyle że inną. Mianowicie chorobą kawalerską (dla mniej zorientowanych - mal francese, wiewiór, franca, syfilis vel kiła). Jest nawet studium całkiem poważne przypisujące jakość twórczości Maupassanta dręczącej go przypadłości. Zdarzało się nawet, że początkujący literaci celowo się zarażali, żeby podbudować swój talent. Ot, takie sterydy i amfa.
Wygląda na to, że poszukiwanie źródeł talentu we wszystkim poza umysłem twórcy ma swoją historię. Ciekawe, czy spowodowaną rzeczywistą potrzebą badawczą, czy raczej chęcią usprawiedliwienia własnych zachowań?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)