Primo. Bicie więźniów. Przesłuchiwanie ich tak, że zeznają wszystko albo ze strachu przed śledczym odbiorą sobie życie. Draństwo? W zasadzie tak, ale niekoniecznie. Zależy, jak na to spojrzeć. Autor artykułu w najnowszym "Newsweeku" pisze o ciężkim losie człowieka, który sumiennie wydobywał z polskich patriotów zeznania, a teraz trud jego nie został doceniony, a nawet padł ofiarą nagonki i przestał być ekspertem pewnej komisji śledczej. Tymczasem - cytuje kocisko z pamięci i uprzejmie prosi, by go nie pozywać, jeśli niedokładnie myśl przytoczy - takie metody przesłuchania stosuje przecież policja na całym świecie. W sprawie, o której całe halo dzielny policjant przesłuchiwał przecież nie opozycjonistów, a bandziorów, którzy niszczyli mienie społeczne przecinają paski klinowe.
Zdumiał się kot niniejszego bloga niesłychanie i ze zdumienia wyjść nie może. Rozumiem, że autor, wrażliwego przecież na problem praw człowieka tygodnika, uważa przesłuchania kastetem i pałką za normalną praktykę policyjną w demokratycznym państwie. Ciekawe, skąd czerpie on tę wiedzę? Wszak nawet Chuck Norris kopie bandziorów z półobrotu w zwykłym melee, a nie znęca się nad bezbronnymi. W dodatku autor wydaje się sądzić, że w PRL byli jacyś więźniowie polityczni. Wszyscy wiedzą, że nie było. Byli sabotażyści (przecięte paski klinowe), chuligani (pisanie po murach) i zwyczajni niechluje (zaśmiecanie miasta ulotkami). Taki funkcjonariusz wiadomego Urzędu nigdy nie przesłuchiwał opozycjonisty, tylko bandziora.
Secundo. Bicie dzieci i żon. Generalnie fuj i jesteśmy przeciw. Nawet zamierzamy wprowadzić specjalne przepisy, bo obecne nie pozwalają ścigać łajdaków. Niby jak nie pozwalają, jak pozwalają, mysli kocisko. Że ofiara nie ma łatwego dostępu do pomocy prawnej (adwokatów jak na lekarstwo), to inna para kaloszy i tu by się zmiana przydała. Zdumiewa kocisko to, że jednego dnia może się dowiedzieć z mediów, że bicie bezbronnych to zasługa i zbrodnia. Powie czytelnik, że ten, co pasek klinowy przeciał, "to sobie zasłużył i jego wina"? A kobieta, która dostaje od męża baty, "bo sobie na to zasłużyła" (zupa zasłona, uroda nie taka)? Toż to ten sam argument.
Tertio. A mężczyzna to pies? Ofiarą znęcania jest - stereotypowo - kobieta (żona, konkubina) lub dziecko. Mężczyzna - nie. Nawet psychicznego. A jak potraktować gościa, który codziennie od ślubnej słyszy, że jest do niczego, że mogła przebierać w kawalerach, a musiała sobie wziąć takiego safandułę, że, jak w starym dowcipie, "inni w twoim wieku są już królami i ministrami." Dla ilu z nas jest to znęcanie? Nie, no, przecież kpi sobie kocisko, to są normalne, społecznie dozwolone zachowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)