Kot niniejszego bloga, już nie dziwiący się niczemu, acz nieodmiennie przeciw, wbrew zdrowemu rozsądkowi obejrzał dziś Dzienniki Telewizyjne i poczytał gazety. Zajęcie to staje się coraz bardziej niebezpieczne, bo kot niniejszego bloga, choć jest przyzwyczajony do bycia i niebycia zarazem, zaczął mieć w głowie mętlik. Większy niż zazwyczaj. Zestawiając krótko, co się w kociej głowie kłębi:
- rząd nie spełnia obietnic wyborczych, bo poprzednicy zawinilli;
- autostrady i stadiony: jak wyżej;
- klapa w piłce kopanej: jak wyżej plus sędzia kalosz;
- znany (dowolny, niekoniecznie ten, o którym Czytelnik właśnie pomyślał) polityk miał niesympatyczny epizod w życiorysie, który właśnie wyszedł na jaw: fałszywka, zemsta polityczna, hucpa nieświętych młodzianków lat trzydzieści z okładem, a w ogóle nawet jeśli, to nie ja i co komu do tego;
Wreszcie zrozumiało kocisko - żyjemy w świecie tandetnych usprawiedliwień. Jak w szkole. Nie odrobiłem zadania, bo mi pies zjadł zeszyt. I meteoryt upadł mi na dom. I jeszcze kosmici... W dodatku usprawiedliwiający się wierzy głęboko w opowiedzianą bajeczkę. Naprawdę tak było psze pani.
Jakoś się tak złożyło, że nie bierzemy odpowiedzialności za własne czyny. Kot też niczemu nie winien. Ta mysz sąsiadów w zeszłym tygodniu sama się zjadła.
Że to inaczej było? No. Było. Tylko mówić o tym niebezpiecznie. Bo pozwą. Krytyka prasowa stała się niebezpiecznym zajęciem, nawet ta łagodna. Przegrane procesy kosztują. Krytyka naukowa stanie się niedługo równie niebezpieczna. Aż strach pomyśleć, co redaktorowi działu muzycznego może dziś zrobić diwa, o której napisze, że "śpiewała jak anioł, tylko w wielkiej arii cokolwiek mniej czuła się pewną." Zresztą, tak przecież pisać nie można. Wielkie artystki nie miewają słabszych dni.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)