Kot niniejszego bloga bardzo stara się zrozumieć świat poza koszykiem, w którym z woli Pani może się wylegiwać. I nie bardzo mu to ostatnio wychodzi. Zwłaszcza z powodu książki o Panu, Który Obalił Komunizm. Sam. Własnoręcznie. Bez niczyjej pomocy. Nie o Pana, Który... jednak kocisku chodzi, a o to, jak świat poza koszykiem reaguje na książkę, której nie czytał, albo czytał we fragmentach, ale wie, że jest nieuczciwa.
Zaczął Pan Premier, tuż po wyborach mówiąc, że taka szkalująca książka się ukazać nie może i On zrobi wszystko, żeby nie została wydana. Potem Pan Premier mówił, że cieszy się, że żyje w kraju, w którym nawet taka książka może zostać wydana. Ostatnio powiedział, że owszem, może być wydana ale jej treść jest szkodliwa dla "mitu narodotwórczego Polski", czy jakoś tak. Znaczy, zdaniem Pana Premiera można budować bez problemu tożsamość narodową na kłamstwie, albo przynajmniej milczeniu o pewnych sprawach. Nie można. Znajomi mi ukraińscy patrioci mają straszny kłopot z tym, że ich bohaterowie narodowi mają na sumieniu współpracę z SS i mordy na polskiej ludności cywilnej. Tyle, że o tych rzeczach dowiadują się przypadkiem, bo oficjalnie, by nie niszczyć "mitu narodotwórczego," się milczy.
Pan Premier, myśli kocisko, chyba ma rację. Oto bowiem znana gazeta napisała, że wspomniana książka jest do luftu, bo nie wykorzystyje ustaleń ze śledztwa, które IPN prowadzi tak, żeby go nie poprowadzić, bo jeszcze nikogo nie przesłuchał. Sąd Apelacyjny w Stolicy twierdzi, że autorzy książki piszą nieprawdę, bo sąd miał ekspertyzę grafologa, z której wynika, że wszystkie inne dowody można do kosza wyrzucić i że w czasach PRL nie skazywano za współpracę z SB. Zatem, autorzy książki bzdury piszą. IPN tłumaczy wprawdzie (tu), że z tym śledztwem to nie tak, a w książce autorzy napisali co innego, niż sąd przeczytał (tu), ale kto by takiej podejrzanej instytucji wierzył.
Co gorsza, jak się dowiedział kot niniejszego bloga z materiału w TVN (Znak orła) ten cały IPN to podejrzana instytucja, bo prezes wybiera recenzentów dla książek przezeń wydawanych, a w przypadku wiadomej Książki, Której Nikt Nie Czytał, a Każdy ma Zdanie, powołał tych recenzentów aż czterech. Wszystkie recenzje były pozytywne. To dowodzi, z jak wielką manipulacją mamy do czynienia. Tym bardziej, że wiceprzewodnicząca (nie historyk) była przeciw, a doradca prezesa proponował, by rzecz wydać poza instytutem. Z materiału nie możemy się dowiedzieć, dlaczego tak doradzał i czy IPN miał finansować wydanie książki w zewnętrznym wydawnictwie. Co więcej, zdaniem TVN wydanie książki ma być "nagrodą" dla autorów (scil. za realizację politycznego zamówienia), a nie normalnym w przypadku instytucji naukowej realizowaniem zadań statutowych. Autorzy materiału sugerują przy tym, że IPN prowadzi nieczystą grę, publikując prace prezentujące zafałszowaną, nacjonalistyczną wersję historii. Przykładem ma tu być wydanie pracy Chodakiewicza, która "miała udowodnić," (tj. jak rozumiem niczego naprawdę nie wykazała, tylko zawierała kłamliwe zaprzeczenia) że Polacy po II Wojnie Światowej nie rzucili się mordować dla rozrywki Żydów, jak twierdzi autor innej książli. Wniosek: IPN to siedlisko czarnej reakcji duraczącej obywateli za państwowe pieniądze pseudonaukowymi tekstami pisanymi pod dyktando polityków. Tam było też więcej ciekawych rzeczy radośnie naruszające dobre imię IPN i jego historyków. Kto ciekaw - obejrzy.
W dodatku obywatele sondażowani w większości uważają, że nawet, jeśli LW był agentem (sporo pytanych w to wierzy), to i tak nie przekreśla to jego zasług dla Polski. Kot niniejszego bloga zrozumiał to tak, że obywatele uważają, że można swoje winy odkupić i mimo nieciekawej przeszłości zapracować na miejsce w historii. Kota natychmiast wyprowadził z błędu pokazany w TVN socjolog, który wytłumaczył mu, że Polacy po prostu świetnie rozumieją, że stawiane LW zarzuty są nieprawdziwe i mają charakter gry politycznej... Zgłupieć od tego kocisko nie ma nawet siły.
Kot niniejszego bloga myślał sobie do wczoraj, ze tu się o wolność badań rozchodzi. Chyba jednak nie. Tu chodzi o SPISEK. Ktoś KNUJE. Wszechświatowe Sprzysiężenie Reakcji. Zwykle spiskowe teorie siły postępu wyszydzały, okazuje się jednak, że i im spisek do zwalczania jest potrzebny. Tyle, że Mędrcy Syjonu odpadają (nie, nie dlatego, że wszyscy wiedzą, że to bujda, tylko dlatego, że nie wypada), masoni też (po pierwsze są postępowi, po drugie wszyscy wiedzą, że ich nie ma), jezuici jako sprzysiężenie spiskowe po prostu się nie przyjęli. Za to teraz już wiemy - knuje i spiskuje katoendecja z ciemnogrodem szkalując Polskę pod szyldem IPN-u. Oni tylko udają historyków. To tak naprawdę Tajni Władcy Świata. I IPN to nie żaden Instytut Pamięci Narodowej. To zwykła Ściema. To skrót od International Power Network - Międzynarodowa Sieć Władzy. A może Inkwizytorska Potęga Narodowa. Albo cokolwiek innego.
Miau.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)