Opisy cierpień zadawanych ludności polskiej na Wołyniu przez ich ukraińskich sąsiadów przywodzą, jako żywo, na myśl "Ogniem i Mieczem." Okrucieństwa kozackiej "czerni" sprawozdawane za ówczesnymi kronikami przez Sienkiewicza pasują zarówno do watach Chmielnickiego i jego następców, jak i hord spod znaku tryzuba.
Można powiedzieć - dawne dzieje. Ot, ma po prostu Ukraina tradycję dokonywania rzezi pod hasłem "Lachiw i Żidiw ryzaty." Tyle, że sprawcy tych mordów, od Chmielnickiego i Krzywonosa po Banderę i Szuchewycza są dzisiaj bohaterami narodowymi Ukrainy. Stawia się im pomniki, ich imionami nazywane są ukraińskie szkoły i ulice.
Każdy naród ma oczywiście prawo samodzielnie decydować, kim są jego bohaterowie i komu stawia pomniki. W przypadku Ukraińców - res ipsa loquitur.
Co innego zastanawia - czy okrucieństwo ukraińskich morderców było przejawem zimnej kalkulacji, celowym działaniem zmierzającym do wywołania przerażenia i fizycznej eksterminacji sąsiadów, czy raczej przejawem ich prymitywizmu? A może jednym i drugim?
Niektórzy ludzie, zwłaszcza nisko postawieni w hierarchii społecznej, jak tylko znajdą się w sytuacji dającej im władzę, "odgrywają" się na wszystkich dookoła. Będą się znęcać nad każdym, kto się pod rękę nawinie. Jak jeszcze przypadkiem będą mogli paniczykowi albo profesorkowi dokopać - pełnia szczęścia. Stąd "cwelowanie" w więzieniach czy fala w wojsku.
Może jednak nie, może po prostu poziom intelektualny tych ludzi był taki, że nie zdawali sobie sprawy z tego co robią? Jak dziecko, które nie wie, że krzywdzi ukochane zwierzątko. Za tym przemawia makabryczna anegdotka opowiadana mi w domu - reminescencja rzezi galicyjskiej. Inne miejsce, lecz ten sam może typ człowieka. Wtedy też rzezano "panów" drewnianymi piłami. Otóż, dwóch chłopów znęca się w ten sposób nad polskim ziemianinem. Jeden napomina drugiego: "A reży powoli, bo to dobry pan." W głębokim przekonaniu, że do miłosierdzia chrześcijańskiego namawia.
Jeszcze coś łączy wszystkie te wydarzenia - reakcja na nie Rzeczpospolitej. Rzeczpospolitej, podkreślam, nie jej poszczególnych obywateli. Nieistniejąca, nikła, mdła. Tchórzliwa nawet. Chmielnickiemu za to, że Ukraina spłynęła krwią podarowano buławę hetmańską, "żeby (...) bestii nie drażnić."
A potem było jak w "Weselu:"
Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziadka piłą rżnęli...
Myśmy wszystko zapomnieli
A dziś?
No właśnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)