Tzw. "świat" może właściwie tylko przyglądać się biernie. Ewentualnie zamruczeć protestująco. Potem wszystko wróci do normy. Spokój zapanuje w Tibilisi.
Poza tym, w Chinach jest olimpiada. Światowa opinia troche pomarudziła w kwestii Tybetu, praw człowieka i stron www (nie marudziła o prześladowaniu katolików w ChRL). Potem pojechała obejrzeć igrzyska.
Obie sprawy łączy jedno - nieumiejętność poradzenia sobie przez kraje cywilizacji łacińskiej z despotiami. Nawet w przypadku domowych niemal awantur na Bałkanach wyszło najdelikatniej mówiąc tak sobie. Irak i Afganistan też nie dają najlepszego świadectwa umiejętnościom polityków Zachodu. O Kubie, Korei Północnej czy Zimbabwe nawet nie ma co mówić.
Kot niniejszego bloga nie sądzi, by łacinnikom udało się cokolwiek w tej sprawie zrobić. Jesteśmy zbyt zajęci szczegółową regulacją "równego dostępu" wszystkich do wszystkiego, by pamiętać o sprawach fundamentalnych.
Cała nadzieja w tym, że żadna despotia w ostatnich kilku stuleciach nie przetrwała dłużej, niż dwa pokolenia w niezmienionym kształcie. Być może będzie tak w przypadku Rosji, Chin i pomniejszych tyranii.
Sęk w tym, że bierność Zachodu połączona z inflacją tzw. "praw człowieka" i wymuszaniem jednolitości poglądów w sprawach społecznych i obyczajowych może sprawić, że, użalające się dziś nad innymi, kocisko samo pewnego dnia się w despotii obudzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)