Pani zabrała kota niniejszego bloga na wakacje. Choć miauczał i bronił się pazurami, wsadziła do koszyka i wywiozła za granicę. Nawet pilota nie pozwoliła zabrać. Siedziało więc kocisko przez tydzień w Hamburgu pozbawione dostępu do mediów krajowych i wiedzy, co w trawie piszczy.
Było to nawet zbawienne, bo kot niniejszego bloga się mniej stresował, linieć przestał, a nawet zaczął za myszami gonić, póki się nie okazało, że musi mieć na to odpowiedni papier (Mäusejägernlizenz). Za to Pani, dbając o kocie rozrywki wyprowadzała go w różne dziwne miejsca. Zobaczyło więc zwierzątko retrospektywę Rothko (to taki pan, co malował kuwety z lotu ptaka), musical o lwiątku, któremu bawoły tatę stratowały oraz politycznie poprawną jazz-operę o pochodzącym z nizin społecznych niepełnosprawnym, zakochanym w bezskutecznie usiłującej wyrwać się z nałogu narkomance.
Sielankę zakłóciło jednak to, że nawet w obcych krajach nie da się uciec od informacji. Dowiedziało się kocisko, że Rosjanie są OK, tylko się bronią przed gruzińską inwazją i zaraz wrócą do domu. Potem, że nie wracają, bo ktoś nie otrzymał rozkazu. Ze zrozumieniem niemiecka TV potraktowała zatrzymanie przez Rosjan paczek z pomocą humanitarną dla Gruzji uznając za trafny moskiewski argunent, że w takich paczkach łatwo przemycić broń. Potem był reportaż, w którym rozpływano się nad dobrocią Moskwicina, który organizuje obozy dla uchodźców z dotkniętej agresją gruzińską Osetii.
Następnego dnia wydawało się, że jest lepiej, bo kocisko usłyszało, że w "try miga" będziemy mieli tarczę i stado Patriotów warujące u wschodniej granicy. W dodatku Pan Prezydent i Pan Premier w obliczu zagrożenia żywotnych interesów Rzeczypospolitej zaprzestali waśni i prezentują wspólne stanowisko w kwestii polityki zagranicznej i obronnej. Ucieszyło się kocisko niezmiernie, choć smutno mu było, że oprzytomnieli dopiero, jak nam niedźwiedź zaczął ryczeć do ucha. Wreszcie na dworcowych ekranach z wiadomościami przeczytało kocisko, że Rosjanie w nas atomówki wycelowali. Dla Niemców była to informacja szokująca.
Jak kot niniejszego bloga wrócił do kraju i dorwał się do prasy, okazało się, że z Niemiec wszystko ładniej wygląda. Bo tarcza i coś w rodzaju rozejmu między Pierwszymi Państwa Personami jest, ale wsadzanie sobie szpil, podgryzanie i wzajemna wymiana nieuprzejmości trwa w najlepsze. Nic i nikt chyba nie jest w stanie powstrzymać żenującego spektaklu, w jaki zamieniła się nasza debata publiczna.
W dodatku Pan Prezydent pojechał był do Gruzji, by wesprzeć moralnie jej obywateli. Od dnia prezydenckiego wyjazdu aż do dziś ukazują się komentarze krytykujące rzekomo nieodpowiedzialne zachowanie Pana Prezydenta. Ba, wskazujące na szkody jakie wyrządził on Rzeczypospolitej opowiadając się jednoznacznie po stronie przegranej.
Niemal w tym samym czasie co Pan Prezydent Gruzję odwiedziła kanclerz RFN, Angela Merkel. Z wyraźnie skwaszoną miną udzielała moralnego wsparcia ofiarom rosyjskiej agresji. Widać, słychać i czuć było, że najchetniej wsparłaby kraj, z którym Niemcy mają bliższe, oparte na wspólnych interesach, stosunki. W końcu oba kraje mają tradycję zaprowadzania porządku u słabszych sąsiadów. Realizując misję cywilizacyjną pani kanclerz wypadła słabo. Jednakże niemieckie media komentowały tę wizytę wręcz ewntuzjastycznie wskazując, że Rzesza jest istotnym światowym graczem politycznym, a obecność Angeli Merkel w Gruzji jest kluczowa dla pokojowego zakończenia konfliktu.
Cóż, co kraj, to obyczaj.
Hakuna Matata!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)