Kot niniejszego bloga, ryzykując utratę tych resztek rozsądku, które mu pozostały, sprawdził znów, co się na świecie dzieje. Sprawdził standardowo - ogladając TV. Na inne formy działania jest kocisko zbyt leniwe. I choć chce naśladować antycznego filozofa nie dziwiąc się niczemu, znów zdziwił się niepomiernie.
Oto wyszło na jaw, na skutek działania komisji historyków Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, że wybitny (tak kota zapewniają, a wątpić nie ma podstaw) astronom współpracował z SB.
Sam uczony potwierdził, tłumacząc, jak wcześniej abp. Wielgus, że bez tego nie mógł wyjechać za granicę, by tam prowadzić badania. Podpis traktował jako część ówczesnej obrzędowości, podobny jak podpisanie dokumentu, że się szanuje PRL.
Faktycznie, obrzędowość była. Przejawiała się m. in. cytowaniem klasyków marksizmu gdzie się dało, a czasem kompletnie bez sensu. Kot niniejszego bloga wygrzebał w bibliotece Pani radziecki podręcznik fizyki, z którego przy II prawie dynamiki dowiedział się, co Lenin sądził o masie. Dla dzisiejszego czytelnika jest to przejaw obrzydliwego serwilizmu, czytelnik sprzed kilkudziesięciu lat wiedział, że to jest akapit, który należy pominąć. Czasem, jak w owym podręczniku, cytat z klasyka wywoływał rozbawienie i człowiek się zastanawiał, czy autor aby nie puszcza do niego oka.
Natomiast donoszenie dla kariery nigdy nie było aprobowane. Współpracy można było odmówić. Kocisko zna takich co odmawiali. Niektórym złamało to kariery, inni pomimo wszystko działali.
Dla redaktorów telewizyjnych problem polegał jednak na czymś innym. Mianowicie na tym, czy uczony o niekwestionowanym dorobku naukowym przestaje być uczonym o niekwestionowanym dorobku naukowym z racji współpracy z SB. Tudzież, czy sam fakt bycia uczonym itd..., uzasadnia to, by przeszłości astronoma nie ujawniać. Wszak jest najwybitniejszym Polakiem od czasów Kopernika.
Pomyślało kocisko, co ma piernik do wiatraka? Taki Martin Heidegger był nazistą, rektorem uniwersytetu w czasach, gdy uczciwi ludzie pewnych posad nie przyjmowali, współpracował z Gestapo, a na kolegów donosił, że aż miło. Nie przeszkadzało mu to być wybitnym filozofem. Publikowanym i cytowanym do dziś pomimo nieładnej przeszłości. Nikomu przy tym nie przyszło do głowy, by z jakichkolwiek przyczyn wymazać ten epizod z oficjalnych biografii. Wszyscy przecież o tym wiemy, kot rewelacji tu nie ogłasza, prawda?
Student od kogoś takiego uczy się rzemiosła w ramach obowiązkowego wykładu. Czy wybierze go na opiekuna naukowego i wzór do naśladowania - jego etyczny wybór i tyle.
Obok newsa dnia wysłuchało kocisko kolejnego zestawu gromów rzucanych na IPN i jego pracowników. Zestaw znany, rzucający też, więc kocisko przytaczać nie będzie. Dwie myśli mu jednak przyszły do głowy. Pierwsza - dość oczywista, że pt. Panie i Panowie politycy odsądzający IPN od czci i wiary hurtowo naruszają dobra osobiste jego pracowników, zniesławiając ich w oczach opinii publicznej. Daleko bardziej, niż dziennikarz wyrażający się o głowie państwa per "pulpeciarz." Procesów cywilnych jednak nie będzie, bo jak tu pozywać połowę Sejmu i parę kanap, karnych - bo się schowają za immunitetem. Zresztą, oni to wszystko wygadują w ramach wykonywania mandatu, więc nic im zrobić nie można.
Druga myśl kocia daleko poważniejsza. Otóż te wszystkie brednie o IPN jako policji pamięci, politycznych żołnierzach, pracujących na zlecenie jednej opcji itd. ktoś może wziąć na serio. I wtedy będzie problem. IPN nie tylko publikuje książki, ściga także zbrodniarzy hitlerowskich, agentów gestapo na przykład.
Tylko czekać, aż oskarżona przez "siepaczy z IPN" i skazana przez polski sąd niewnna ofiara poskarży się Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka, że została skazana w procesie politycznym. Skoro najwyżsi dostojnicy Państwa nazywają IPN tak, a nie inaczej, oznacza to, że zarzut, dajmy na to wydania w ręce Gestapo harcerek z Szarych Szeregów, to czysta polityczna prowokacja, mająca na celu podniesienie wyników sondaży i wsparcie polskich sił nacjonalistycznych.
I kto wie, może Trybunał uwierzy. Co wtedy zrobimy?
Miau!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)