Tym razem mętlik w głowie kot niniejszego bloga zawdzięcza "Rzeczpospolitej," która opublikowała ranking wydziałów prawa. Podstawą rzeczonego rankingu były wyniki egzaminów wstępnych na aplikacje prawnicze (). Wynika z niego, że najlepszym wydziałem prawa może się pochwalić UJ, a "zestawienie pokazuje supremację uniwersytetów państwowych." Spojrzało kocisko na ranking i nijak zachwytu redakcji "Rzplitej" pojąć nie mogło. Oto absolwentów krakowskiej Almae Matris (to się, proszę Szanownej Redakcji odmienia) zdało aż 26% natomiast dla reszty uczelni wynik wahał się w przedziale 12 - 15,89%. Czyli koszmarne wręcz mało. Oznacza to, że albo egzaminy były w istocie zbyt trudne, albo nasze wydziały prawa nie potrafią nikogo niczego nauczyć, a dyplomy wydają za samo przetwarzanie tlenu w dwutlenek węgla.
Analizując wyniki rankingu nie zbadano, ilu zdających uzyskało wstęp na aplikację za pierwszym podejściem. Okazałoby się pewnie, że większość kandydatów próbowała po raz n-ty. Ujęcie w rankingu ludzi zdających po raz kolejny premiuje te uczelnie, które wypuściły co najmniej kilka roczników absolwentów. Zapewne okazałoby się też, że istnieje korelacja pomiędzy sposobem egzaminowania studentów w czasie studiów a wynikami egzaminu. Te uczelnie, które stosują masowo testy wielokrotnego wyboru, czyli takie jak na egzaminie wstępnym, osiągnęły zapewne wyższą pozycję w rankingu. Inna sprawa, czy taki test cokolwiek, poza pamięciowym opanowaniem materiału, sprawdza.
Zapytało się kocisko, a jak to wygląda gdzie indziej, poszukało w Internecie i zobaczyło wyniki dla amerykańskich wydziałów prawa (). Ranking obejmuje - słusznie - procent absolwentów, którym udało się zdać egzamin adwokacki za pierwszym podejściem i uzyskać prawo wykonywania zawodów. Amerykanie, którzy jak wiadomo w nosie mają wysoki poziom przedstawicieli zawodów prawniczych, uważają, że absolwent trzyletnich studiów, jeśli tylko zda egzamin, może praktykować. Ale mniejsza z tym. Jak wyglądają wyniki amerykańskie w porównaniu do polskich? Otóż równie świetlany wynik, jak najlepsza polska uczelnia, uzyskał wydział prawa Western State University (26,4%) z tym, że jest to najgorszy spośród 185 wydziałów prawa objętych rankingiem. Drugi od końca (Appallachian School of Law) ma zdawalność na poziomie 46%. Spośród wszystkich wydziałów prawa zaledwie 16 uzyskało zdawalność poniżej 70%. W przypadku 50 uczelni za pierwszym razem zdało egzamin 90 - 100% absolwentów rocznika.
Wniosek - jak w tytule.
I kot nie może zrozumieć, dlaczego tak jest. No dlaczego?
Tak jest u nas:
http://www.rp.pl/artykul/55718,235867_Najlepiej_studiowac_prawo_w_Krakowie_.html
A tak jest gdzie indziej:
http://www.ilrg.com/rankings/law/index.php/3/desc/Bar


Komentarze
Pokaż komentarze