Pan Władysław Bartoszewski, emisariusz Rządu Rzeczpospolitej, rozmawiał dzisiaj z Kanclerz RFN, JE Angelą Merkel o problemach w stosunkach polsko - niemieckich. Głównie o tym, czy ofiara polskich nacjonalistów, Pani Erika Steinbach, wypędzona w niemowlęctwie z rodzinnego domu w Gdyni; domu, dodajmy, zdobytego krwią i blizną w 1939 r. przez Steinbacha seniora, wówczas oficera wojsk niemieckiich, może zasiadać wraz z Władysławem Bartoszewskim w radzie fundacji "Widoczny Znak."
Pan Bartoszewski po rozmowie był wyraźnie w optymistycznym nastroju. Stwierdził, że "jest całkowicie spokojny, że nic nie zakłóci stosunków polsko-niemieckich w roku, w którym przypadają ważne dla obu krajów rocznice." (http://wiadomosci.onet.pl/1917769,12,bartoszewski_ujawnia_kulisy_rozmowy_w_cztery_oczy_z_merkel,item.html)
Według TVP dodał jeszcze, że nic nas obecnie z Niemcami nie dzieli.
Kot niniejszego bloga nie podziela optymizmu naszego dyplomaty i chciałby zapytać, co w tym kontekście sądzi on o tym, że niemieckie Jugendamty, wspierane przez sądy, zabraniają dzieciom z mieszanych małżeństw rozmawiać z rodzicami po polsku, a wywiezienie przez rodzica - Polaka, któremu przysługuje władza rodzicielska dziecka z Niemiec ściga jako przestępstwo? I o jeszcze parę innych spraw, które nas z Niemcami nie dzielą, a tylko pozwalają się tak pięknie różnić...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)