4 obserwujących
63 notki
66k odsłon
  589   0

„Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni”: Kaczyński i wolność słowa

Jarosław Kaczyński podczas sobotniego (17.10.2015 r.) spotkania z wyborcami w Legionowie powiedział, że „poprawność polityczna oznacza dzisiaj ograniczenie wolności słowa, badań naukowych”. Stwierdził, że ludzie (jak się domyślam, w niektórych krajach zachodnich) „siedzą w więzieniach za to, że odmówili dania małżeństwa homoseksualistom (1) albo wyrazili w oczywisty sposób weryfikowalny pogląd w tej sferze”. I dodał: „Tak być nie może. Polska jest krajem wolności i musi nim pozostać, nawet jeśli mamy być wyspą wolności w Europie i świecie. To jest nasze historyczne zadanie. Wolność jest istotą naszej tożsamości, polskości”.

Szef PiS-u objawił się więc – nie po raz pierwszy zresztą – jako obrońca wolności słowa. Czy jest on jednak wiarygodny w tej roli? Czy wiarygodna może być w tej roli kierowana przez niego partia?

Z udzieleniem w uczciwy sposób pozytywnej odpowiedzi na tak postawione pytanie byłyby spore – delikatnie mówiąc – problemy.

Nie będę tu analizował osobistego stosunku Jarosława Kaczyńskiego do wolności słowa. Nie mam aż na tyle w pamięci jego wypowiedzi na ten temat, a wyszukiwać ich nie bardzo mi się teraz chce. Ale warto – myślę – przejrzeć się temu, jaki stosunek do wolności słowa ma kierowana przez Kaczyńskiego partia? Czy była ona np. przeciwko zgłaszanym przez inne ugrupowania pomysłom wprowadzenia kolejnych – nieznanych póki co polskiemu prawu – ograniczeń wolności słowa? Czy opowiadała się za zniesieniem jakichś już istniejących?

Odnośnie pierwszego pytania. Jeśli chodzi o tzw. mowę nienawiści, to posłowie PiS w Sejmie sprzeciwiali się lansowanym przez SLD i różnie w różnych momentach nazywającą się partię Janusza Palikota projektom, w myśl których artykuły 256 i 257 kodeksu karnego, przewidujące obecnie karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 dla kogoś, kto „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” oraz karę do 3 lat pozbawienia wolności dla każdego, kto „publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, rasowej, etnicznej, wyznaniowe albo z powodu jej bezwyznaniowości” miałyby zostać zmienione tak, że przestępstwem – oprócz tego, co już nim jest – stałoby się publiczne „nawoływanie do nienawiści” oraz znieważanie, skierowane czy to przeciwko całym grupom, czy też przeciwko konkretnym osobom z powodu takich ich cech, jak wiek, płeć, tożsamość płciowa, niepełnosprawność bądź orientacja seksualna. PiS głosował też przeciwko kuriozalnemu projektowi PO, zgodnie z którym wspomniane powyżej artykuły 256 (a ściślej mówiąc 256 § 1) i 257 kodeksu karnego miały zostać zastąpione jednym przepisem (oznaczonym w kodeksie karnym jako art. 256 § 1), w myśl którego karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 podlegałby każdy, kto „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa”. Jeśli oceniamy „wolnościowość’ PiS-u w kwestii wolności słowa, to sprzeciw tej partii wobec pomysłów rozszerzenia zakazów „hate speech” musi się w tym względzie liczyć. Lecz z drugiej strony, nie słyszałem nigdy, by PiS – czy jacyś konkretni działacze PiS – u – krytykowali istniejące już obecnie zakazy „mowy nienawiści” – te, które przewidują kary za „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo z powodu bezwyznaniowości” (oraz za propagowanie faszyzmu lub innego totalitaryzmu) i za „znieważenie grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości” – by proponowali zniesienie tych zakazów, bądź ich ograniczenie – czy to obu, czy tylko któregoś z nich.

No, ale depenalizacja „hate speech” to obecnie w Polsce, czy w ogóle w Europie jest – niestety – marzenie ściętej głowy. Nie miejmy więc do polityków PiS-u pretensji o to, że jej nie proponują – bo nie proponują jej także politycy jakichkolwiek innych ugrupowań.

Ale dobrze. PiS – jak już to zostało stwierdzone – nie jest na tyle wolnościowy w swym podejściu do wolności słowa – by proponować zniesienie (czy choćby ograniczenie, bądź złagodzenie) już istniejących zakazów „mowy nienawiści” – ale może jest jednak na tyle wolnościowy, by nie proponować kolejnych zakazów – czy to „mowy nienawiści” czy innych rodzajów wypowiedzi?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale