4 obserwujących
48 notek
59k odsłon
  1860   0

Czy wolno powiedzieć (napisać) tylko to, o czym da się udowodnić, że jest to prawdą?

A propos procesu Kaczyński kontra Wałęsa 


„Wszystko, co powiedziałem, polega na prawdzie. Natomiast nie wszystko, co (jest) prawdą, można udowodnić. Ja zawsze sądziłem kiedyś, że sąd jest po to właśnie, żeby stwierdzać prawdę, kłamstwa, a tu się okazuje, że nie. Sąd chce dowodów, dowodów takich oczywistych, a nie czy to prawda, czy to nieprawda, to go nie interesuje. W tej koncepcji jest trudno cokolwiek udowodnić”. Te słowa wypowiedział Lech Wałęsa pod adresem sędzi Sądu Okręgowego w Gdańsku Weroniki Klawon, która uznała, że naruszył on dobra osobiste Jarosława Kaczyńskiego, wypowiadając i publikując m.in. na Facebooku stwierdzenia, z których wynikało, iż „Jarosław Kaczyński podczas lotu samolotu z polską delegacją do Smoleńska, mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych, kierując się brawurą, wydał polecenie, nakazał lądowanie, czym doprowadził do katastrofy lotniczej w dniu 10 kwietnia 2010 r.”. Wałęsa zgodnie z wyrokiem został zobowiązany do złożenia następującego oświadczenia: „Przepraszam pana Jarosława Kaczyńskiego za to, że w moich wypowiedziach publicznych w okresie od kwietnia 2015 do maja 2017 roku sformułowałem wobec niego zarzuty, że Jarosław Kaczyński mając świadomość nieodpowiednich pogodowych panujących podczas lotu polskiej delegacji do Smoleńska wydał polecenie nakazania lądowania samolotu, czym doprowadził do katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku, a swoimi późniejszymi działaniami zmierzał do przerzucenia odpowiedzialności za katastrofę smoleńską na inne osoby. Tymi słowami naruszyłem dobre imię i godność osobistą pana Jarosława Kaczyńskiego. Lech Wałęsa”. Przeprosiny mają zostać wystosowane w formie listu do prezesa PiS, a także opublikowane na profilu b. prezydenta na Facebooku, jak również w radiu TOK FM, tygodniku "Newsweek" oraz na portalu gazeta.pl.  

Wałęsa, jak już zostało na wstępie wspomniane, upiera się przy twierdzeniu, że to co stwierdził na temat Jarosława Kaczyńskiego, jest prawdą – choć zgoda, że niemożliwą do udowodnienia. Zapowiedział też apelację i możliwe odwołanie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Co jednak było o obiektywną prawdą w sprawie, która była (i jest nadal – biorąc pod uwagę nieprawomocność wyroku i praktycznie pewną apelację) przedmiotem sporu w procesie Kaczyński versus Wałęsa? To, prawdę mówiąc, pytanie retoryczne – ze względów dla każdego chyba oczywistych, nie znam na nie odpowiedzi. Nie mogę więc stwierdzić, że Wałęsa napisał na swym facebookowym profilu prawdę, kiedy stwierdził, że Jarosław Kaczyński poprzez swą rozmowę telefoniczną z bratem Lechem i powiedzenie w niej, że samolot powinien lądować w Smoleńsku doprowadził do katastrofy, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób. Ale tak samo nie mogę stwierdzić, że to, co napisał Wałęsa, rzeczywistej prawdzie nie odpowiadało. I nikt tego nie może w sposób tak naprawdę pewny stwierdzić - poza samym Jarosławem Kaczyńskim, w którego interesie nie leżałoby oczywiście ujawnianie obiektywnej prawdy w tej kwestii, jeśli prawda ta miałaby o nim źle (czy raczej po prostu fatalnie) świadczyć. Ale ja nie zakładam, jaka była prawda o locie 10 IV 2010 r. do Smoleńska i ewentualnej roli, jaką w ówczesnych, tragicznych wydarzeniach odegrał Jarosław Kaczyński. Do Smoleńska z Lechem Kaczyńskim nie leciałem (gdym leciał – nie pisał bym tego – chyba żebym przeżył jakimś nieprawdopodobnym cudem przeżył), nie byłem świadkiem rozmowy braci Kaczyńskich w trakcie feralnego lotu – ani tego, że rozmowie tej nie była poruszana sprawa lądowania samolotu w trudnych warunkach atmosferycznych, nie słuchałem nagrania rozmowy Kaczyńskich dokonanej rzekomo przez Amerykanów. Wiem na ten temat tyle, ile wiedzą wszyscy, którzy w miarę przynajmniej interesują się tym, co się w Polsce dzieje. Czyli – tak naprawdę – nic nie wiem.

Pomimo jednak tego, że nic nie wiem na temat tego, jaką faktycznie (i czy w ogóle) rolę odegrał Jarosław Kaczyński w locie do Smoleńska i wynikłej z tego lotu katastrofy, pozwolę sobie mimo wszystko zadać pytanie: czy Lech Wałęsa powinien być karany – choćby zmuszeniem do opublikowania przeprosin – z tego powodu, że nie był w stanie udowodnić, iż jego stwierdzenie na temat roli Jarosława Kaczyńskiego odpowiadało prawdzie? Od razu trzeba stwierdzić, że przegrana (jak na razie, przynajmniej) Wałęsy w sprawie, którą wytoczył mu Jarosław Kaczyński najprawdopodobniej była zgodna z obowiązującym w Polsce prawem. Tak to już bowiem jest, że w procesie o zniesławienie – czy to karnym (art. 212 – 213 k.k.) czy cywilnym (o „ochronę dóbr osobistych”) to oskarżony, czy też pozwany musi wykazać, że jego negatywnie świadczące o oskarżycielu prywatnym czy powodzie cywilnym stwierdzenie było prawdziwe – nie tamten, że to co oskarżony lub pozwany powiedział bądź napisał o nim, było niezgodne z prawdą. Ale czy tak być powinno? Szukając możliwej odpowiedzi na to pytanie, zgodzimy się chyba z tym, że jest rzeczą niedopuszczalną świadome mówienie czy pisanie o kimś zniesławiających go kłamstw. Ale przecież zgodzimy się chyba co do tego, że twierdzenie, którego prawdziwości jego autor nie jest w stanie (w każdym razie, w sposób zadawalający sąd) udowodnić może być zgodne z prawdą. Czy wypowiadanie takich twierdzeń powinno być karalne (choćby w formie cywilnoprawnej) po prostu z powodu niemożności udowodnienia ich prawdziwości? Zważmy na to, że takie podejście musi w niektórych przypadkach prowadzić do karania za mówienie lub pisanie prawdy, choć zgoda, że może być to prawda niemożliwa do udowodnienia w sądzie.

Lubię to! Skomentuj136 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka